poniedziałek, 29 września 2014

27. I'm a mess

Uf­ność niewin­nych jest naj­większym da­rem dla kłamcy. ~Stephen King "Sklepik z marzeniami" 


6 listopad
niedziela 


- A może ta? - spytałam, przykładając do swojego ciała krótką, fioletową sukienkę - pomóż mi, Liv. Wiesz, że muszę wyglądać wyjątkowo.
- Ty nawet w worku po ziemniakach wyglądasz wyjątkowo - burknęła i znowu wbiła swój wzrok w punkt na ścianie za mną.
- Co się stało? - spytałam, odwieszając typową sukienkę ze sklepu "Clarissy's". 

- Nic - odparła - jestem tylko totalną idiotką - z cichym westchnieniem usiadła na małym, kwadratowym, obitym brązowym materiałem siedzeniu - wczoraj byłam z Leo w kinie. 
- Ta informacja nie czyni cię większą idiotką, jaką byłaś dotychczas - zażartowałam, ale blondynka się nawet nie uśmiechnęła - co się takiego stało w tym kinie?
Koleżanka odprowadziła wzrokiem namolną szatynkę, która wyszła zza fioletowej zasłony przebieralni. 
- Nic takiego oprócz tego, że wyznał mi, że mu się podobam i chciał mnie pocałować. 
- To wspaniale...
- Wcale nie - przerwała mi - miałam metlik w głowie i po prostu uciekłam od niego.
Zawstydzona schowała twarz w dłoniach. Pogłaskałam ją po plecach w ramie pocieszenia.
- Przecież jeszcze się spotkacie i wszystko sobie wyjaśnicie.
- To wcale nie jest takie proste. 
- To jest proste - zaoponowałam - mówienie o uczuciach jest stresujące i pewnie bardzo się denerwujesz, ale co złego może się stać? 
- Na przykład... może mnie odrzucić - powiedziała, jakby nie była pewna tego,  co mówi.
- Nagle się w tobie odkochał, magik - parsknęłam. 
- Albo może mnie uderzyć. - mówiła co raz mniej prawdopodobne rzeczy. 
- Jasne i od razu zrobi ci pogrzeb i załatwi trumnę w kwiatki i jednorożce. Daj spokój, nie masz żadnego powodu, aby się martwić. 
- Nagle się znalazła zaklinaczka miłości - powiedziała z sarkazmem - ty z Rossem ukrywaliście swoje uczucia ponad trzy lata. 
- To nie to samo - oburzyłam się - tobie chociaż chłopak się przyznał, że mu się podobasz.
- On nie musiał nic mówić, aby to okazać, a teraz idziesz z nim na ślub do osób, których nawet nie znasz. Ufasz mu z całego serca, to widać.
Uderzyłam ją żartobliwie w ramię.
- Na wasz ślub też pójdziemy - wytknęłam jej.
Uśmiechnęła się i wystawiła mi język.
- Dokończmy już szukanie tej sukienki i potem chodźmy na kawę - zaproponowała i wstała, mając więcej energii.

- Jasne - kiwnęłam głową i zrobiłam kilka kroków w stronę wieszaków, kiedy usłyszałam jej cichy głos.
- Laura?
- Tak? - odwróciłam się.
- Dziękuję.
Posłałam jej ciepły uśmiech, a potem zanurkowałam w kolejnych warstwach materiałów.

~*~

- Jestem wykończona - parsknęła Liv i usiadła ciężko na fotelu w Starbucksu - a to wszystko twoja wina! 

- Moja? - spytałam rozbawiona i podniosłam rękę, aby przywołać kelnera.
- Jasne, że twoja. A kto kazał mi chodzić po sklepach prawie trzy godziny i nie wybrał tego, po co przyszedł?
- Nie było tej idealnej sukienki - przewróciłam teatralnie oczami.
Koło mojej nogi przewróciła się torba z ubraniami, które zdążyłam dziś kupić, więc rzuciłam się na nie, aby je pozbierać. Nie chciałabym mieć zabrudzonej nowej niebieskiej, luźnej bluzki, którą chcę nałożyć jutro do szkoły.
- Co podać? - usłyszałam dość znajomy głos, a potem zadrżałam. 

Podniosłam głowę spod stołu i spojrzałam ostrzegawczo na chłopaka stojącego obok naszego stolika. Kiedy nasze oczy się spotkały, zbladł, a potem już domyślił się, kim jesteśmy.
Próbował niezauważenie odchrząknąć i potarł swoje skronie, a potem znowu wrócił duchem do nas i ponowił swoje pytanie.
- Frappuccino i duży deser lodów waniliowych, Rick - powiedziałam z przekąsem i poprawiłam pasmo włosów, które właśnie spadło mi na twarz.
Olivia kopnęła mnie pod stołem kostkę i spojrzała na mnie ostrzegawczo.
- A ja poproszę gorącą czekoladę - powiedziała przesłodkim głosem.
Czemu zawsze te głupie sytuacje, w których występuję, kojarzą mi się z głupimi romansidłami pozbawionymi krzty romantyzmu?
Brunet wszystko zapisał i zniknął szybciej, niż się tu pojawił.
- Mogłabyś pohamować swoją nienawiść, złotko - rzekła rozbawionym głosem blondynka, a potem rzuciła we mnie gumką do włosów, którą miała założoną na rękę jak bransoletkę - trzymaj, wątpię, żebyś chciała mieć stado swoich włosów w lodach.
- Prędzej będzie tam stado włosów tego przemiłego jegomościa, który nas obsługuje - nie mogłam pohamować sarkazmu, który wypływał wbrew mojej woli w każdym zdaniu.
Olivia parsknęła śmiechem.
Przez cały czas, kiedy czekałyśmy na zamówienie, rozmawiałyśmy o wszystkim, co nam ślina na język przyniosła. Holt obiecała, że zadzwoni do Leo gdy tylko wróci do domu, ale jeśli tego nie zrobi, zmuszę ją, aby wyjaśnili sobie wszystko jutro, w szkole. Oczywiście, gdy tylko zahaczyłam o temat jej wielbiciela, ona musiała odgryźć się Rossem, co szczerze mało już mnie ruszało. Liczyło się tylko to, co jest między nami.
- Zamówienie gotowe - podskoczyłam na głos bardzo uroczego chłopaka, który chciał mnie zmusić do randki ze sobą (to był sarkazm, jakby ktoś nie załapał :D ~od autorki). Postawił przed nami nasze napoje i chciał już odejść, ale go zatrzymałam.
- Czekaj. Nie rozumiem jednego, Rick - powiedziałam ostro - co ty widzisz w tym swoim zespole i czemu tak bardzo chciałeś iść na randkę z dziewczyną, której kompletnie nie znasz?
- Ty nic nie rozumiesz i nigdy nie zrozumiesz - parsknął wściekły - ty masz te swoje kolorowe jednorożce na tapecie w pokoju, kolorowe życie, najlepsze ubrania i wszystko, co tylko zechcesz, księżniczko. Ja nie mam nic.
- A co ty możesz wiedzieć o mnie, co? - wstałam prędko i zaczęłam głośno.
- Widzę to po tobie.

- A ja widzę po tobie, że nie masz ani krzty wdzięczności dla osób, które cię otaczają - gdyby tylko mogła, para wydobywała się z moich uszu - nie znasz mnie ani nic nie wiesz o moim życiu.
- Ani ty o moim, więc mnie zostaw - zagryzł dolną wargę - nie udawaj, że jest inaczej, niż mówiłem. Znam takie dziewczyny, które mają wszystko i są totalnymi idiotkami. Zupełnie jak ty.

Nie wytrzymałam i spoliczkowałam go z całej siły, na jaką było mnie stać. Dłoń mnie zapiekła, a chłopak, zdziwiony, złapał się za bolące miejsce na swoim policzku, gdzie widniał jeszcze ślad mojej dłoni.
- Sukinsyn - wyszeptałam i wzięłam wszystkie swoje rzeczy, aby po chwili skierować się ku wyjściu i trzasnąć drzwiami.
Kiedy sadowiłam się na podłodze ze łzami w oczach, z kawiarni wyszła moja przyjaciółka i usiadła obok mnie, obejmując ramieniem. Ludzie się na nas patrzyli jak na wariatki, ale nikt nic nie komentował. Zwykli, namolni, szarzy ludzie, którzy nie mają własnego życia. No właśnie, ale czy ja je mam? Do cholery, dlaczego jestem taka wrażliwa?

- Wszystko będzie dobrze - szeptała wciąż blondynka i opatuliła mnie swoimi ramionami, kołysząc nami na boki.
Ta pozycja zawsze była wyśmiewana przez Vanessę. Uważała, że tak bujają się tylko sieroty, a te słowa były takie wredne, że często kończyło się to bezsensowną kłótnią.
Mój płacz przerwał dzwonek telefonu. Zdziwiona, że w ogóle mam komórkę ze sobą, przypomniałam sobie, że Ross kupił mi nowy telefon. Zabroniłam mu, ale oczywiście musiał się uprzeć i mam jeden z najnowszych dotykówek. Nie mam pojęcia, ile przetrwa i niech się modli, żeby chociaż kilka tygodni.
"Jeśli chcesz sprawdzić wiarygodność i wierność swojego chłopaka, przyjdź za kwadrans do parku przy fontannie". Numer zastrzeżony.

- Ktoś chyba robi sobie z ciebie jakieś żarty - warknęła Liv. 
- Żart czy nie żart, nie wiem, co o tym myśleć - wyznałam.
- Nie ufasz Rossowi?
- Jasne, że ufam - powiedziałam prędko, trochę wściekle - wiadomo już, że wszystko będzie ustawione. Nawet godzina i miejsce!
- Chcesz to sprawdzić? - spytała mnie blondynka spokojnie i powoli, jakby nie wiedziała, jak zareaguję.

Nigdy wcześniej chyba nie czułam się tak bezradna. Wzruszyłam ramionami i westchnęłam.
- Chyba chcę, żeby zobaczyć, o co chodzi i jak zareaguje Ross. 
Już po chwili siedziałyśmy w samochodzie mojej mamy i jechałyśmy z naszego ulubionego centrum handlowego do parku. Na szczęście to nie było tak bardzo daleko, więc byłyśmy już na miejscu kilka minut potem. Schowałyśmy się za drzewem i czekałyśmy. Samantha pojawiła się niedługo po nas, rozglądając się wokół i chyba nas zauważyła, bo uśmiechnęła się złośliwie i usiadła na murku na fontannie. Udawała znudzoną i oglądała dokładnie swoje paznokcie, ale po chwili zrozumiałam, że nie była znudzona - czekała tylko na dobre show i pewnie na to, abyśmy razem z Rossem zerwali. Chyba po moim trupie.
Po kilku minutach pojawił się też Ross. Na jego widok zabrakło mi powietrza w klatce piersiowej, wyglądał idealnie. Miał na sobie białą koszulkę i zwykłe czarne jeansy oraz ramoneskę, którą mu kiedyś dałam w prezencie jako cichy wielbiciel. Chyba jednak dobrze wiedział, że to ode mnie.
- Czego... ? Nie mam... Daj spokój... - słyszałam różne urywki rozmów.
- I co? - spytała Olivia - suka tylko próbuje go wrobić. 

A potem stało się coś, czego SIĘ SPODZIEWAŁAM. Tak, spodziewałam się, że Sam pocałuje mojego chłopaka, a on będzie zbyt zdziwiony, żeby ją odepchnąć. Też miałam kiedyś podobną sytuację, tylko bez publiczności znajomych osób.
- Co za suka - parsknęła Holt przy mnie, a ja ją tylko uciszyłam ruchem ręki.
Ross w końcu odepchnął ją od siebie, a Sam spojrzała na nas i dostała chyba wewnętrznego zdziwienia, widząc, że nadal tu jestem, nie uciekłam z płaczem, jak to bywa w filmach.
- Ross ją odepchnął, to chyba dobry znak, nie? - ponownie zadała mi retoryczne pytanie.

- Teraz wystarczy, że się ulotnimy, a Ross mi o wszystkim powie. Związek buduje się na zaufaniu i chyba też chciałby wiedzieć, gdyby jakiś kretyn mnie całował na oczach wszystkich.
Przyjaciółka kiwnęła głową i wróciłyśmy do domów.

~*~

- Cześć, kochanie - powiedział blondyn i pocałował mnie w policzek - jak ci minął dzień?
- A dobrze - odparłam ucieszona, że się u mnie pojawił - byłyśmy z Olivią na zakupach.

- Iiii?
- Nie mam jeszcze sukienki.
- Laura - roześmiał się - masz jeszcze tydzień, poradzisz sobie?
- Ja? Nie poradzić sobie? Chyba żartujesz - prychnęłam i cmoknęłam go w nos - a powiesz mi, co ty dziś robiłeś ciekawego?
Miałam ochotę wiedzieć, jak zareaguje. Po jego twarzy przemknął cień, ale starał się to zamaskować i uśmiechnął się szeroko.

- Byłem cały dzień w domu - skłamał.
Miałam ochotę krzyczeć na cały świat, walić w ściany głową i sobie coś zrobić. Czemu po prostu nie mógł mi tego powiedzieć prosto w twarz? Dlaczego mnie okłamywał? Nie ważne, jak głupio brzmiałyby jego wytłumaczenia, chciałabym poznać prawdę z jego ust.

- Coś się stało? - spytał zaniepokojony, widząc moją minę.
- Wszystko w porządku, tak myślę. Na prawdę byłeś tylko w domu?
- Nie ufasz mi? - spytał i spuścił wzrok.

- Sądzę, że w tej sprawie ci nie zaufam.
Nie chciałam się kłócić. Nie chciałam krzyczeć, nawet tylko dlatego, aby pokazać Sam, że jest tępą idiotką i nie udało jej się, ale w jakiś sposób jej się udało, bo wiedziałam, że zaraz będziemy się kłócić.
- Słucham? A na jakiej podstawie sądzisz, że kłamię?
- Bo wiem, że nie byłeś tylko w domu - odparłam spokojnie - widziałam cię w parku. I zgadnij z kim? Z Sam. 

- Jeszcze mi może powiesz, że uciekłaś z płaczem, jak to tylko w komediach romantycznych bywa?
- Nie, nie uciekłam.
- Więc w czym problem? Odepchnąłem ją przecież.
Stopniowo podnosiliśmy na siebie głos.
- Związek buduje się na miłości i zaufaniu - warknęłam - sądzę, że mogłabym o tym wiedzieć.

- Przecież wiesz.
- Z twoich ust! - krzyknęłam - nie sądzisz, że też chciałbyś wiedzieć, gdybym się całowała z jakimś gościem spod supermarketu?!
- A co miałem powiedzieć? "Cześć, Laura, całowałem się z Sam, co słychać?" Nie bądź idiotką.
Po moich policzkach poleciały łzy, a Ross natychmiastowo złagodniał.

- Wyjdź - powiedziałam sucho.
- Ale... 
- Wyjdź! - warknęłam - wyjdź i nigdy tu nie wracaj! Wyjdź i idź do Sam! Wyjdź i znajdź sobie dziewczynę, która spełni twoje wymagania i nie będzie idiotką! Wyjdź!
- Ja... przepraszam - wyszeptał smutno i wyszedł.

Jeszcze bardziej zaniosłam się płaczem. Ze złości wzięłam lampę, wyrwałam jej kabel z kontaktu i rzuciłam nią o ścianę. Przedmiot rozbił się na tysiąc szklanych kawałeczków, a ja położyłam się do łóżka i przykryłam po głowę kołdrą.
Jeśli nie umie mi teraz o tym szczerze powiedzieć, to co będzie później?

**************************************

Morning, sunshines.
Jak wam mija dzień? Mi okropnie. Przyjaciółka po raz kolejny mnie wystawiła (nawet nie wiem, czy mogę ją nazywać przyjaciółką) i po prostu mam taki zły dzień.
Niedługo będzie epilog oznaczający koniec pierwszej części bloga. Potem wezmę sobie kilka tygodni przerwy i pomyślę, co ma się dziać, itp. :)
Nie bójcie się. Raura pokłóciła się naprawdę lekko (wrócą do siebie szybciej, niż wam się wydaje, ponieważ nie potrafią bez siebie żyć).
 Życzę Wam miłego wieczoru.
Kocham was, moje słoneczka ♥
Dziękuję za 18 komentarzy, mam nadzieję, że były one szczere, bo zrozumiałam, że nie chcę mieć fałszywych pochlebców. Pragnę, aby wszyscy szczerze oceniali mój wkład i moją pracę, a nie fałszywie oceniali, bo się obrażę, czy bla bla bla. To nieprawda. Prowadziłam kiedyś inny blog, o Zmierzchu i dostałam kilka negatywnych komentarzy. Jasne, to nie jest miłe, ale ja to piszę dla was, ale głównie dla siebie i swojej przyjemności. Dzięki takim słowom będę najwyżej wiedziała, co zrobiłam źle i w czym się poprawić. Naprawdę, dla mnie to też motywuje.
Dziękuję wam jeszcze raz i życzę miłego wieczoru oraz miłego dnia jutrzejszego w szkole, ja jutro mam kartkówkę z Polskiego z lektur z gwiazdką, bo szykujemy się do egzaminu, a do tego odpowiedź z niemieckiego, którego nie cierpię, bo nie mogę go ogarnąć i z historii.

Szlag, ale się rozpisałam ;-; 
Jeśli ktoś chce coś, to szukajcie mnie na twitterze, gdzie bywam o wiele częściej niż na facebooku lub poczcie.

https://twitter.com/kalinowska_olaDo następnego :3





sobota, 20 września 2014

26. Heart By Heart

DEDYK DLA SZANELL TORRES, CHERRY RÓŻOWEJ I ŻELKO JADKA :3

"Kto prawdziwie kocha, ten nie troszczy się o nagrodę za swą miłość, 
lecz tylko o to, by kochać coraz lepiej."
Zbigniew Trzaskowski

~*~

Ten sam dzień
sobota
popołudnie


Z wielkim uśmiechem na twarzy przyglądałam się, jak Ross niańczy małą kuzyneczkę, Maggie. Wujkowie Lynchów przyjechali do nich akurat wtedy, kiedy i ja spędzałam z nimi swój czas. Ich ciocia Cassie cudownie gotuje, udowodniła to robiąc wszystkim przepyszną szarlotkę, a z wujkiem Ashtonem można pożartować i porozmawiać o wszystkim. Ross ma wspaniałą rodzinę i przy okazji, wspaniałą smykałkę do dzieci. Maggie chichotała co chwilę, kiedy blondyn robił głupie miny i, zamiast starać się ją uśpić, on ją co raz bardziej rozbudza. Dziewczynka ma zaledwie dziewięć miesięcy, ale ma w sobie ten wspaniały urok do przyciągania i zdobywania serca ludzi. Jej jeszcze króciutkie, blond włosy zostały związane w jakiegoś kucyka, a na sobie miała niebieską sukienkę, co Rocky nazwał firanką, rozśmieszając wszystkich. Czuję się przy nich na o wiele młodszą, niż jestem, a przecież mam zaledwie 18 lat.
Ja tymczasem powinnam się skupiać na rozmowie z pozostałymi członkami tej wielkiej rodziny, ale co chwilę i tak moje oczy, przesycone dumą, kierowały się ku ukochanemu chłopakowi. Czułam na sobie wzrok Rydel, ale to ignorowałam, a potem, zarumieniona, wracałam myślami ku pani Stormie, aby po chwili znowu powtórzyć sytuację. 

- Nawet nie wiem, czy pamiętacie... - wszyscy wokół mnie wciąż miętolili językami, a ja już miałam dość. 
Wepchnęłam sobie do ust kolejny kawałek szarlotki, aż w końcu spojrzałam na Delly, która w tej samej chwili zachichotała. Wstała z cichym westchnieniem i usiadła na oparciu od kanapy.
- Miałaś zabawną minę - wyszeptała i spojrzała uważnie w stronę Rossa, nadal zabawiającego Maggie - nie ukryjesz tego, że wciąż na niego patrzysz, wiesz?
Wzruszyłam ramionami, nie odzywając się, nie chcąc być niewychowana.
Rydel tylko pokręciła głową, wzdychając ciężko, a potem wyszeptała jedynie do siebie : 

- Czemu ja jedyna na tym świecie muszę wszystko załatwiać?
- Rydel, daj spokój. Wszystko w porządku - powiedziałam, sama dokładnie w to nie wierząc. 

Może i naprawdę cieszyłam się z wizyty wujków, których jakoś nigdy wcześniej nie poznałam, to brakowało mi trochę Rossa. Jestem od niego tak kompletnie uzależniona, że gdy zostawia mnie na kilka godzin, czuję wewnętrzny ból.
Prychnęła.
- Niech ci będzie - podniosła ręce w geście poddania - ale siebie i tak nie oszukasz. Kiedy w końcu zmądrzejesz, daj mi znać.
Nie wiedziałam dokładnie, o co mogło chodzić przyjaciółce, więc zdziwionym, pytającym wzrokiem odprowadzałam ją, aż nie zniknęła za drzwiami od kuchni. Wiedziałam, że i tak się nie skupię na niczym innym niż zerkanie na Ross'a, więc niezauważenie wstałam i podeszłam do chłopaka, wtulając się w jego plecy. Niebieski t-shirt podwinął się niewiele do góry tak, że poczułam ciepło płynące od niego.
Blondyn odwrócił się w moją stronę z ciepłym uśmiechem, przyciągnął mnie do siebie za talię, w drugiej ręce nadal trzymając Maggie. 

- Zobacz, malutka, kto przyszedł. Ciocia Laura - powiedział to takim tonem, jakim się mówi do małych dzieci, kiedy chce się je pocieszyć - ciocia Laura, widzisz?
Dziewczynka spojrzała na mnie, zaklaskała w ręce i roześmiała się słodko. Uśmiechnęłam się widząc ten uroczy widok i słysząc jej głosik. 

- Lau-la - wyszeptała cichutko, a ja się trochę wzruszyłam. 
Taka malutka dziewczynka, a jej pierwsze słowo to moje imię. Po policzku popłynęła mi niewidzialna łza, a pozostali domownicy nagle ucichli i spojrzeli na nas zainteresowani. Nagle wstał wujek Ashton, podszedł do nas i potargał mnie po włosach.
- Ty mała wredoto - roześmiał się - zdradziłaś mnie. Od jakiegoś czasu staram się, aby powiedziała tata, ale ona idzie pod górkę. 
- Ona nie jest za mała na mówienie? - zdziwiłam się.
- Niektóre dzieci tak mają. Podobno Einstein też tak miał. Jeśli ona też będzie takim naukowcem ze szarymi, stojącymi włosami, to naprawdę będzie miała ciekawe życie.
Wybuchnęłam razem z Rossem szczerym śmiechem, a potem Mag do nas dołączyła. To był idealny dzień i na pewno nigdy to nie zapomnę.

~*~

Nienawidziłam rozstawać się z Ross'em, więc kiedy pani Stormie pozwoliła mi zostać u nich na noc, od razu na to przystałam. Lynch podwiózł mnie tylko do domu, abym mogła spakować trochę rzeczy i zaproponować też nocleg rodzeństwu i mamie, na co tylko Vanessa zgodziła się z nami pojechać.
Do poręcznego plecaka spakowałam piżamę, jakieś ubrania na jutro na zmianę, szczotkę do włosów i do zębów. Po pół godziny byliśmy już z powrotem w domu, kiedy zauważyłam, że całe rodzeństwo siedzi na podłodze, obżerając się popcornem i oglądali jakiś film. Muzyczka była dość przerażająca, a kiedy Ell pisnął jak dziewczyna, byłam już pewna, że oglądali horror.
- Cześć wszystkim - weszłam z mroku do pokoju, a wszyscy chórem krzyknęli, widząc mnie.
- Więcej mnie tak nie strasz - powiedziała rozbawiona Rydel - uważam, że jestem zbyt piękna, aby umierać. 

Rzuciła we mnie kilkoma kulkami popcornu, ale zrobiłam unik i wylądowały przy szafce, na której stoi telewizor.
- Chciałabyś być tak piękna, żeby ludzie po tobie płakali - droczył się z siostrą Riker - ale uwierz mi, nikt nie będzie cię wspominał przez tysiąclecia.
Delly prychnęła.

- Odezwał się. Zamknij się, Riker. 
Podeszłam do kanapy, a za mną, jak cień, Van i Ross.
- Co oglądacie? - zapytałam. 

- Paranormal Activity - poinformował mnie Rocky - ale to jest straszne!
Roześmiałam się, gdy się wzdrygnął.
- E tam, słabe. Skończy się na tym, że główna bohaterka zmieni się w jakiegoś zombie i zabije swojego męża.
- Dzięki, Laura, właśnie zniszczyłaś nam na dobre seans - powiedział Ellington, ale widziałam na jego twarzy rozbawienie.
- Do usług - wsadziłam ręce do kieszeni i zaczęłam kołysać się na piętach - więc... jeśli już nie oglądacie, co macie zamiar porobić?

I zamiast wymyślić coś kreatywnego, my, idioci, wymyśliliśmy grę w prawdę i wyzwanie. Razem z Vanessą pobiegłyśmy do góry, aby przebrać się w piżamy, a po chwili siedziałyśmy na dole w kółku, a koło siebie miałam metalowy, zakryty kubek z herbatą. Wzięłam jeden łyk gorącego napoju i mogliśmy zaczynać grę. Pierwszy kręcił Ross, co wypadło na Rocky'ego.
- Pytanie - powiedział brunet, zanim blondyn zaczął cokolwiek powiedzieć. 

- Z iloma dziewczynami spałeś? - spytał mój chłopak, a ja pokręciłam niedowierzająco głową na jego głupotę i walnęłam go mocno w ramię. Syknął pod nosem i zmroził mnie wzrokiem, ale go zignorowałam.
- Z Jasmine i Simone - odpowiedział chłopak.
Pamiętałam je. Jasmine była jego dziewczyną przez kilka miesięcy w czasie liceum, a z Simone spotykał się do końca gimnazjum. Nawet nie chcę wiedzieć, czemu tak szybko zaczęli życie seksualne.
- Pytanie - wymamrotała Rydel, chowając twarz we włosach.
- No to, kochana siostrzyczko, powiedz nam proszę...
- Nie przedłużaj - warknęła w jego stronę.
- Co ile dni zmieniasz skarpetki?
- O Boże, Rocky, nie jestem tobą i zmieniam je codziennie - blondynka aż walnęła się w czoło z głupoty brata. 

Butelka znów się zakręciła i wypadło na Vanessę.
- Pytanie - odparła siostra. 

- Który z wszystkich tu zebranych, przystojnych mężczyzn jest najprzystojniejszy?
Nessa zarumieniła się. Wiedziałam, kto jej się podoba. Brunetka jednak nie dała się złamać.

- Nie mogę wybrać nikogo stąd, bo preferuję w innych typach chłopców - odparła, a ja zauważyłam, że blask dumy na twarzy Rikera blaknie - poza tym, to wszyscy są bracia, więc są do cholery podobni.
- Tylko ty tak uważasz - parsknęłam śmiechem i rzuciłam w nią poduszką.
Gra toczyła się dalej, a ja teoretycznie odpłynęłam. Słuchałam dalej głupich pytań i jeszcze głupszych odpowiedzi, niekiedy się śmiałam, ale nie wydarzyło się nic, co wymagałoby większej uwagi. Do pory, kiedy butelka wylosowała na mnie.

- Wyzwanie - powiedziałam hardo, patrząc prosto w oczy Ellingtonowi. Byłam pierwsza, która od początku gry wybrała coś innego, niż pytanie.
- Hmm... - brunet podrapał się po brodzie. Pewnie spodziewał się pytania - wylej lodowatą wodę na głowę kogoś, kogo najbardziej kochasz.
- Słabe, wymyśl coś lepszego - wyprzedził mnie Ross.

- Nie musisz - posłałam mu trochę fałszywy uśmiech - to mi pasuje.
Podniosłam się z podłogi i poszłam do łazienki. Z szafy wyjęłam dość sporych rozmiarów miskę i nalałam do pełna. Do środka wrzuciłam jeszcze trochę lodu, które wcześniej zgarnęłam z lodówki i wyszłam z "ekwipunkiem" do pokoju. Wzięłam jeszcze szklankę, bo będzie mi potrzebna.
- Zamknijcie oczy, dzieciaczki - powiedziałam radosnym głosem, co wywołało u nich pytanie w oczach - zamykać oczy - powiedziałam ostrzej, kiedy Riker dalej miał podniesione powieki - no więc, muszę się zastanowić, kogo stąd najbardziej kocham - starałam się z całych sił podroczyć się z Ross'em, więc udawałam kompletną idiotkę. Chodziłam dookoła ich kółka, a potem nabrałam trochę wody do szklanki i wylałam na głowę Rocky'ego. Pisnął jak dziewczynka, czując na sobie zimną wodę. Otworzył oczy, a ja ruchem palców pokazałam mu, żeby nie był głośno. 

Był zdziwiony, ale kiwnął głową i był cicho. Później dalej chodziłam dookoła kółka i wylewałam po szklance na głowę każdego z domowników. W misce zostało nadal mnóstwo wody, więc pozostałą zawartość odwróciłam na Rossa. Zdziwiony chłopak wstał z wrażenia i zaczął się trząść od zimna. Posłałam mu wyzywający uśmieszek, który po kilku sekundach odwzajemnił i już wiedziałam, co chce zrobić.
- Nie odważysz się - mój głos trząsł się od radości - Ross, nie możesz...
Pisnęłam i zaczęłam uciekać od niego, kiedy rzucił się za mną. Wbiegłam na górę po schodach i zamknęłam się w jego pokoju. Mając jeszcze chwilę czasu, schowałam się w jego szafie. Było tam strasznie czuć jego charakterystyczny zapach, który kochałam czuć. Uspokajał mnie.
- Laura, wiem, że tu jesteś - blondyn wparował do pokoju, co widziałam w szczelinie między drzwiami. Zadrżałam z podniecenia tej głupiej zabawy, a on zaczął się rozglądać po pokoju. Potem spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się głupkowato. Próbowałam bardziej zagłębić się w szafie, ale, niestety, tu nie było przejścia do Narni. 

- Tu jesteś - zachichotał i wziął podniósł mnie na wciąż wilgotnych rękach. 
- Ross! - zaczęłam się wyrywać i śmiać w niebogłosy, ale on po prostu mnie postawił i przytulił do siebie. Założyłam mu ręce na kark i wtuliłam twarz w zagłębienie w jego szyi. Dotknęłam tam delikatnie ustami, a chłopak jęknął. Już będę znać jego słaby punkt. 
- Kocham Cię - powiedziałam cicho.
- Kocham Cię, Laura - odrzekł.
Stanęłam na palcach i wpiłam się w jego ciepłe, kochane usta, które wciąż wymawiały słowa, które mnie zaskakiwały.

~*~

- Świetnie zajmowałeś się dziś Maggie, wiesz? 

Zabawa skończyła się dość szybko. My nawet już do niej nie dołączyliśmy. Fakt, że byliśmy mokrzy nie ułatwiał sprawy. Ross po prostu się wytarł i przebrał, ze mną było gorzej, bo drugiej piżamy na zmianę nie miałam. Mój chłopak zaproponował mi, że pożyczy mi swoją koszulkę, co przyjęłam, choć po długim zastanawianiu się. Teraz jeszcze bardziej czuję jego charakterystyczny zapach, co jest naprawdę przyjemne. 
- Tak? 
- Tak - wyszeptałam.
- Czy sądzisz, że my...
Nie musiał kończyć pytania, abym wiedziała, co ma na myśli.

- Nie wiem, Ross. Mam nadzieję, że tak. 
Westchnął cicho i pocałował mnie w czoło. Leżeliśmy w ciszy i upajaliśmy się swoją obecnością. 
- Wiesz, że z nikim innym nie chciałabym mieć dzieci, prawda?
Nawet nie musiało być zapalone światło, abym zobaczyła jego olśniewający uśmiech.
- A ja nie chcę nikogo innego, niż ciebie. Nigdy.
Odwzajemniłam jego gest i znowu w niego wtuliłam. Jeżeli ktoś jeszcze miesiąc temu powiedziałby, że teraz będziemy tutaj, razem, to pewnie bym go wyśmiała. Wtedy to wydawało się takie nierealne. 

Nagle usłyszeliśmy kroki na schodach.
- Kochanie, udawaj, że śpisz, proszę - wyszeptał.
Pomimo tego, że na słowo "kochanie" serce mi fiknęło, a w motylku zaczęło się robić stado motyli, posłuchałam go i przyjęłam swoją standardową pozycję do spania, kładąc głowę na jego klatkę piersiową. Oplotłam go rękoma i słuchałam spokojne bicie jego serca.
Drzwi skrzypnęły i otworzyły się, przez co do pokoju wpadło trochę światła. Usłyszałam ciche westchnienie, ale i rozbawienie, więc uśmiechnęłam się na samą myśl o tym. Potem drzwi znowu się zamknęły, a Ross pocałował mnie w nos.
- Radzę Ci zapomnieć o karierze aktorskiej, skarbie - wyszeptał mi do ucha, a jego ciepły baryton potrafił ugładzić nawet najgorsze myśli - prawie nas zdradziłaś.

Postanowiłam go zignorować i tylko zacieśniłam uścisk.
- Żartowałem przecież tylko, no - ciągnął rozbawiony i pogłaskał mnie po włosach - chciałaś iść do innego pokoju?
Poruszyłam się niespokojnie na łóżku i pokręciłam przecząco głową.

- Gdybyś tylko nie spała, moja mama wygoniłaby mnie do pokoju gościnnego, a tego chyba oboje byśmy nie chcieli, prawda?
Podciągnęłam się wyżej, dalej nic nie mówiąc i wtuliłam się w jego szyję. 

- Kocham Cię, Ross. I zawsze będę - wymamrotałam niewyraźnie. 
- Ja ciebie też, Lau. Na zawsze.
Podniósł mój podbródek do góry i złączył nasze usta w gorącym pocałunku. Moje jakiekolwiek zirytowanie upłynęło jednocześnie, gdy tylko poczułam jego wargi na swoich. Nie panując nad tym, co robię, usiadłam mu na brzuchu i zaczęłam całować tak dobrze, jak tylko umiałam. Ross wsadził mi swoje zimne ręce pod bluzkę i zaczął masować, robiąc palcami dziwne kształty. Gdy się od siebie oderwaliśmy, oboje mieliśmy przyspieszone oddechy. Przyłożyłam swoje czoło do niego, a blondyn zaczął nadal muskać z przerwami moje usta.
- Dobranoc, Ross - powiedziałam i zeszłam z niego, wchodząc pod kołdrę i opatulając się nią.
Chłopak objął mnie ramieniem.

- Miłych snów, Laur. A, i Laura?
- Hmm...? - spytałam sennie.
- Dzieci znajomych moich rodziców zapraszają naszą rodzinę na ich ślub i wesele. Mam cię zamiar tam zabrać - usłyszałam tylko, zanim zasnęłam. 


********************************


Dzień dobry! ☺

MAM KILKA SPRAW :3
1. ROZDZIAŁ W KOŃCU SIĘ POJAWIŁ. JUPII! CIĘŻKO SIĘ MI GO PISAŁO, ALE W KOŃCU GO SKOŃCZYŁAM.
2. DZIĘKUJĘ SERDECZNIE ZA 17 KOMENTARZY POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM I PONAD 20 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ BLOGA!
3. NO WIĘC TAK. ZBLIŻA SIĘ KONIEC BLOGA. CZY MA BYĆ DRUGI SEZON? ODPOWIEDŹ W KOMENTARZACH.
4. CZY MAJĄ SIĘ POJAWIAĆ SCENY +18? ODPOWIEDŹ RÓWNIEŻ W KOMENTARZU ☺
5. 15 KOMENTARZY = NEXT.

Kocham was bardzo mocno! Czekajcie cierpliwie na next'a :3



wtorek, 26 sierpnia 2014

25. Wind of change

Budząc się rano pomyśl, jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować ~Marek Aureliusz

~*~

Siedząc obok Rossa w samochodzie, nerwowo skubałam palcami końcówki sukienki. Męczyły mnie wyrzuty sumienia, że tak łatwo mogłam go zdradzić i iść z jakimś pieprzonym skubańcem na randkę. Nie mogłam się zdecydować, czy powiedzieć mojemu chłopakowi o Rick'u, czy raczej dać sobie spokój, żeby nie zrobił żadnej głupoty. 

Ross uważnie patrzył przed siebie, na drogę, ale co chwilę pobłażliwie zerkał na mnie kątem oka. Prowadząc kierownicę jedną ręką, drugą trzymał na mojej dłoni. I choć byłam naprawdę zdenerwowana, ciepło jego ciała mnie uspokajało.
Widząc, że już dojeżdżamy do mojego domu, postanowiłam jednak zaczepić o temat.
- Umm... Ross? - powiedziałam cicho, niepewnie.

- Tak? - spojrzał na mnie łagodnie i zaparkował równolegle przed trawnikiem. 
- Sądzę, że musisz o czymś wiedzieć.
Chłopak kiwnął głową, a ja zaczęłam mu opowiadać. O tym, jak Rick podsłuchał naszą próbę, obraził nas i założył z nami. Kiedy doszłam do momentu warunków i powiedziałam, jak brunet chciał mnie wykorzystać, jego twarz wykrzywił grymas, a mina zmieniła diamentralnie. 

- Zabiję go - wysyczał i wysiadł z auta, po czym ze złości kopnął nasz kosz na śmieci stojący nieopodal mojego miejsca zamieszkania. 
- Ross... Ross... - szeptałam, próbując go złapać za ramię, ale wciąż się wyrywał - Ross! - krzyknęłam wściekła i szarpnęłam go za ramię - uspokój się! 
Próbował mi przerwać, ale mu na to nie pozwoliłam.
- Teraz ja mówię - powiedziałam niezbyt miło - uważałam, że skoro jesteśmy razem, powinieneś o tym wiedzieć.
- I słusznie - wtrącił, a jego głos był przesiąknięty wściekłością. 
- Chciałam ci o tym powiedzieć, ale nie możesz iść mu cokolwiek zrobić - warknęłam - upokorzyliśmy już go wystarczająco i nie pójdę na głupie spotkanie. Nie możesz się zachować jak człowiek i zostawić tą sprawę za sobą? 
Na potwierdzenie swoich słów złapałam go mocniej za dłoń i nie pozwoliłam zrobić ani kroku. Może i jestem o wiele niższa i słabsza, ale jak sobie coś postanowię, to nie ma zmiłuj.
Jego szczęka rozluźniła się, on sam też opuścił ramiona wzdłuż ciała. Spojrzał na mnie błagalnie, a potem usiadł na krawężniku i schował twarz w dłoniach. Przez chwilę miałam wrażenie, że płakał, ale tylko mi się wydawało. 

Z cichym westchnieniem i ulgą rozchodzącą się po moim ciele, usiadłam koło niego i wtuliłam w jego ramię. Siedzieliśmy tak przy sobie przez dłuższą chwilę, a ja słuchałam bicia serca mojego ukochanego, śpiewania ptaków i patrzyłam się na niebo, gdzie gwiazdy mrugały do nas figlarnie. Mi nie było do śmiechu. 
- Już dobrze? - wyszeptałam cicho - Ross, nic takiego się nie stało - nadal szeptałam, choć ulice były puste i wszystko wykluczało, żeby ktoś mógł nas podsłuchać. 
Poczułam jego drżenie, a potem podniósł głowę i nią pokiwał. 
A chwilę później poczułam, jak spadają na nas ciepłe krople jesiennego deszczu, co przypominało mi bardziej gorące lato. Uśmiechnęłam się pod nosem i podciągnęłam do góry, wyciągając rękę ku Rossowi, aby mu też pomóc wstać. Silnik w jego samochodzie nadal chodził, więc wyciągnęłam kluczyki i wsadziłam do jego marynarki, którą miałam na sobie. Czarny ubiór był na mnie przyduży, rękawy zakrywały całe moje ręce i jeszcze wisiały przez kilka centymetrów, a tył zakrywał mi nogi do połowy uda. Skrawek sukienki wystawał, ale nie był zbytnio duży.
Ściągnęłam z siebie jego ubranie i wrzuciłam na tylne siedzenie, trzasnęłam drzwiczkami i podeszłam do blondyna, który śledził uważnie każdy mój ruch. 
Od dziecka wiedziałam, że Ross marzył o magicznym pocałunku na deszczu. Wiem, że to nie byłby nasz pierwszy pocałunek, ale sądzę, że powinien się liczyć sam gest.
Przyciągnęłam do siebie jego wargi i zatonęłam w naszym magicznym pocałunku. Był on namiętny, a jednocześnie słodki i delikatny, mogłam się nim delektować.
Deszcz padał co raz mocniej, cały wysiłek Olivii szedł w diabły. Ross pewniej złapał mnie za biodra, a ja wplątałam palce w jego wilgotne włosy. Czułam go całą sobą, był wszędzie, ale jednocześnie nadal było go za mało. Jaka to sprawiedliwość? 

- Ej, Zdzisiek! - usłyszałam krzyk naszej sąsiadki, przemiłej pani Robertson - chodź tu szybko! To jest lepsze niż jakaś tam lipna komedia romantyczna! 
Tupot jego kapci było słychać nawet tutaj. Nim się zorientowałam, wszyscy sąsiedzi wyjrzeli z okien i rozległo się zbiorowe "awww". 
Zarumieniłam się i oderwałam od Rossa, chowając twarz w jego koszuli. Roześmiał się, rozbawiony. 
- Mogliby państwo włączyć jakąś miłą balladę? - spytał głośno chłopak, a pan "Zdzisiek" znowu pobiegł do salonu.
- Co ty robisz? - uderzyłam go w ramię. 
Dotknął delikatnie mojego nosa i uśmiechnął figlarnie. 
- Nic takiego - w tym samym momencie usłyszałam piękną fortepianową muzykę - czy mogę prosić moją piękną damę do tańca? 
Wyciągnął ku mnie rękę, którą bez zastanowienia uścisnęłam. Zaczęliśmy się miarowo poruszać, choć to bardziej Lynch prowadził. Ja jestem kompletnie ślepą kaleką, z dwoma lewymi nogami. 
- Za dużo już chyba dziś tego tańca - zauważyłam ze śmiechem, ale nie zamierzałam przerywać tej pięknej chwili. 
Ross stał tyłem do mojego domu, ale ja widziałam dokładnie Vanessę i moją mamę, które wyglądały z okna,  rozmarzone. Uśmiechnęłam się delikatnie, przymknęłam powieki i oddałam całkowicie pod władzę mojego chłopaka. Wtulona w niego, spędziłam najlepszy wieczór w życiu.

~*~

Kilka dni później

5 listopad

sobota

Gdy wstałam rano, nogi bolały mnie jak cholera. Pomimo tego, że szybko zdjęłam szpilki i tańczyłam na ulicy boso, pod ostrzałem tysięcy spojrzeń, i tak byłam cała obolała. Gdy wróciłam do domu, robiłam slalom jak jakaś nachlana, odpychając się od ściany do ściany. Z ust nie schodził mi uśmiech, nawet gdy, umyta i przebrana, przyłożyłam głowę do poduszki. Uśmiechałam się nawet chyba przez sen!
Więc kiedy wstałam o siódmej trzydzieści, miałam niemały problem, bo nie wspominając nawet o opuszczeniu mojego rytuału codziennego siedzenia na parapecie i patrzenia na wschodzące słońce ani o tym, że ledwo chodziłam, spóźniłam się prawie do szkoły. Prawie, bo gdy znowu wzięłam szybki prysznic, ubrałam szybko i chwyciłam jabłko i zapakowaną drożdżówkę, wsiadłam do samochodu Vanessy i dojechałyśmy przed budynek niecałą minutę przed rozpoczęciem lekcji. Prędko znalazłam Rossa i przyjaciół, którzy już chyba do końca zaakceptowali nasz związek, a ich nienawiść do niego rozpętałam ja, nikt mi tego nie wypominał. Pogodzona z Calumem i zapoznana do końca z paczką chłopaka, siedzieliśmy wielką grupą na stołówce. Tylko Sam, nadal zazdrosna, przesiadła się do przyjaciółek cheerleaderek i zabijała mnie wręcz wzrokiem, do czego się już zupełnie przyzwyczaiłam. 
Leżąc teraz w łóżku, poczułam ciepły oddech na swoim policzku i uśmiechnęłam się promiennie do Rossa, odwracając się w jego stronę. Chłopak został wczoraj u mnie na noc tłumacząc się, że za bardzo będzie za mną tęsknił. Tym banalnym tekstem podbił serce Vanessy i mamy, które cieszyły się moim szczęściem. Ale i tak mi się wydaje, że nie chodziło o to, a jeśli tak, to nie w wielkiej części.
- Kiedy wszedłeś na moje łóżko? - wyszeptałam i zerknęłam na zegarek, na którym wybiła godzina siódma. Nie ma to jak pobudka w sobotę o siódmej.
Jego twarz rozświetlił promienny uśmieszek.
- A tak niedawno - wymamrotał, chowając twarz w moje włosy - słodko spałaś, mały ptaszku.
Zarumieniłam się, jak zwykle. Przeciągnęłam się leniwie i odwróciłam tyłem do Rossa, wtulając się w jego nagi tors.
Chłopak miał na sobie zaledwie bokserki, a byliśmy przykryci tą samą kołdrą. Może to trochę niestosowne, ale kochałam go i nie miałam nic do zarzucenia tej sprawie.
- Nie dziwi cię to? - spytałam, wtulając się w niego jeszcze bardziej.
Przez chwilę miałam wrażenie, że nie może przeze mnie oddychać.
- Ale co?
- Jeszcze dwa tygodnie temu potrafiliśmy skoczyć sobie do gardeł - wyszeptałam i poczułam, jak jakiś mały, niewidzialny szpikulec przebija moje serce na wylot. Nie mogłam teraz uwierzyć, jak nienawiść potrafiła przysłonić moją miłość do niego. Wiedziałam, że zawsze wmawiałam sobie, że go nienawidzę - chciałam go nienawidzić. Może i stałam się ostrzejsza i wiecznie się z nim kłóciłam, ale zawsze zakrywało to moje prawdziwe uczucia.
- Czas zmienia ludzi - wyszeptał znowu w moje włosy i poruszył się niespokojnie na łóżku, aż kołdra zsunęła się z moich bioder. Koszulka, którą miałam na sobie, odkrywała mi połowę pleców, więc szybko rzuciłam się, aby to poprawić, lecz chłopak powstrzymał moje ręce - zostaw, tak jest dobrze.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi - wyrwałam się z jego uścisku i usiadłam po turecku, poprawiając moją górę od pidżamy.
- Laura... - westchnął i także usiadł - kochasz mnie?
- Co za głupie pytanie? - odparłam prawie natychmiast - jasne, że kocham.
- Głupie czy nie, chciałem znać odpowiedź - przejechał sobie ręką po twarzy - ja też cię bardzo kocham. Po co rozpamiętywać, co było kiedyś?
- Kiedyś, czyli dwa tygodnie temu - każde moje słowo ociekało sarkazmem - ludzie się nie zmieniają, Ross.
Podniósł ręce w geście obrony.
- Kochałem cię od dawna, jasne? - spytał ostro, a jego brązowe oczy stały się prawie ciałem stałym - kochałem, dlatego cię zostawiłem. I myślałem, że jeżeli cię zostawię, moje uczucie zniknie. Potem zacząłem żałować, bo nie warto było niszczyć takiej przyjaźni. Jestem tchórzem i oboje o tym wiemy. Gdybym nim nie był, powiedziałbym ci prosto w twarz, że cię kocham, może pocałował i nawet jeśli byś mnie spoliczkowała i odrzuciła wiedziałbym, że zrobiłem to, co prawidłowe. Nawet teraz nie jesteśmy razem z mojej perspektywy, tylko dzięki Dove. Zamiast powiedzieć ci prosto w twarz wszystko, co czuję, ja chowałem się za kątami i mówiłem wszystko Dove, która miała na tyle dobre serce i jest na tyle sprytna, że to nagrała. A prawie nas nie zna! - po powiedzeniu swojego monologu, zaczął głęboko oddychać, a jego twarz wróciła do normalnego koloru.
Nie widząc u mnie żadnej reakcji na jego słowa, wypowiedział ciche "wiedziałem" i wstał prędko z łóżka, kierując się do szafy, aby stamtąd zdjąć swoje ubrania i się normalnie ubrać. A ja byłam za bardzo zdziwiona i onieśmielona, aby wypowiedzieć chociażby słowo.
Kiedy w końcu byłam zdolna do poruszenia jakąkolwiek kończyną, Ross był już całkowicie ubrany. Chwyciłam go mocno za ramię, nie pozwalając wyjść z pokoju. Całą swoją siłą pociągnęłam go w stronę łóżka. Kiedy stanął jak kołek przede mną, z miną podłego ignoranta, skoczyłam na niego i razem przeturlaliśmy się po ziemi, robiąc niezły huk. Zamiast się złościć na niego, że byłam zmuszona do obudzenia swojej śpiącej jeszcze smacznie rodziny, co mnie kompletnie nie obchodziło, i do zrobienia sobie kilku dodatkowych siniaków do kolekcji, śmiałam się jak opętana, nie mogąc złapać oddechu. Widziałam, że chłopak też nie mógł powstrzymać się od śmiechu, bo czułam, jak jego ciało porusza się pode mną.
- Laura! - wrzasnął zaspanym głosem Paul - dzieci robi się w nocy, a nie nad ranem!
Kiedy Lynch popadł w jeszcze większą głupawkę, ja wstałam i szybko poszłam do pokoju brata i skoczyłam na jego łóżko, próbując go udusić za głupawą uwagę. A potem, zamiast dokończyć to, co zaczęłam, opadłam na poduszkę koło niego i znowu zaczęłam się głośno śmiać.
- Ross! - krzyknęłam - weź mnie stąd!
Nie spodziewałam się, że chłopak spełni moją zachciankę, ale on zjawił się w try miga i wziął mnie na ręce jak księżniczkę. Palnęłam "cześć" bratu, machając ręką jak jakaś księżniczka, a potem znowu wylądowałam na swoim łóżku.
- Kocham cię mocniej, niż możesz sobie wyobrazić - powiedziałam cicho, już uspokojona i przycisnęłam wargi Rossa do swoich - niż wszystko inne na świecie razem wzięte. To ci wystarcza?
Uśmiechnął się.
- Wystarcza. I wystarczy już na wieczność.

*****************************

Cześć :3
Rozdział krótki i jakiś taki... strasznie ciężko idzie mi pisanie ostatnio. Nie wiem, może jestem przemęczona tym wszystkim czy coś. Chyba popadam w jakąś depresję. Potrafię się śmiać z niczego, a po chwili płakać. A do tego zbliżająca się szkoła... ech, jest ciężko.
Przepraszam, że tak długo, ale ostatnio nie miałam weny ani czasu + te głupie wahania nastrojów, choć u mnie uwaga "okres" będzie słuszna.
Czekajcie cierpliwie na następny rozdział, który, mam nadzieję, będzie ciekawszy i dłuższy.

DZIĘKUJĘ ZA 16 KOMENTARZY POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM :)
UDAŁOBY SIĘ WAM POD TYM UZBIERAĆ PONAD 20? BYŁABYM PRZESZCZĘŚLIWA :3
PRZYPOMINAM :
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ. 






niedziela, 10 sierpnia 2014

24. Determinate

Zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje ~Benjamin Franklin



~*~

Ten sam dzień

Jeszcze chyba nigdy nie widziałam, żeby Ross był aż tak zdenerwowany. Ściskał mocno kierownicę, aż pobielały mu knykcie, ciało miał napięte, szczękę zaciśniętą, patrzył uparcie cały czas przed siebie i chyba co chwilę przyspieszał, co nie wróżyło dobrze dla mnie, kiedy prawie zwracałam cały nasz piknik. Patrzyłam się wciąż na niego i ani razu nie odwróciłam wzroku, ale on nawet na mnie nie zerknął. Widać było, że bardzo zależało mu, aby szybko znaleźć Rylanda albo chociażby znaleźć się w domu przy boku rodziny. 
- Ross - szepnęłam miękko - uspokój się. Wszystko będzie dobrze. 
Pogłaskałam go po dłoni. Jego uścisk złagodniał i spojrzał na mnie z ukosa, połowę uwagi zwracając nadal ku drodze.
- Zwolnij - przypomniałam mu - na pewno nie pomożesz Rylandowi, a do tego narobisz większych zmartwień rodzinie, jeżeli spowodujesz wypadek.
- Ale...
- Ross - powiedziałam tonem nieznoszącym sprzeciwu - naprawdę, daj spokój. Wiem, jak to dla ciebie ważne, ale nikomu nie pomożesz, kiedy uderzysz w drzewo i będziemy w złym stanie, o ile w ogóle będziemy jeszcze żyć. 
Westchnął ciężko i zwolnił prędkość ze 160 km na godzinę do niecałej setki. Odetchnęłam z ulgą i pocałowałam do delikatnie w policzek. Gdy z powrotem usiadłam na miejscu pasażera, zdjął jedną dłoń z kierownicy i splątał nasze palce w uścisku.
- Jesteśmy już niedaleko - poinformował mnie.
Chciałam wrednie coś odpowiedzieć, ale wiedziałam, że oboje nie mamy humorów do żadnych żartów. To na pewno była poważniejsza sprawa niż rzucenie moim telefonem o ścianę, co kompletnie mnie nie ruszało, albo zawalenie jakiegoś sprawdzianu w szkole.
Po kilku minutach znaleźliśmy się przed domem Lynchów. Wysiadłam i trzasnęłam drzwiczkami, aby z powrotem się zamknęły. Znów złapałam jego ciepłą rękę i ramię w ramię weszliśmy do ich rezydencji. Cicho zamknęłam drzwi, ale i tak wszyscy w salonie spojrzeli na nas. W oczach pani Stormie widziałam lekką ulgę i szybko wstała. Minęła swojego syna i przygarnęła mnie do siebie, przygniatając w niedźwiedzim uścisku. Odwzajemniłam jej uścisk. Wiedziałam, jak jej teraz było ciężko. 
Wszyscy byli tam zebrani - Vanessa, moja mama, państwo Lynch i wszystkie ich dzieci z wyjątkiem tego najmłodszego, przez co było to zebranie. 
- Coś postanowiliście? - spytał Ross, łapiąc mnie za biodra i ciągnąc w kierunku naszych rodzin. 
Wyminęłam go i usiadłam na wolnym miejscu koło Rydel, która prawie od razu lekko mnie przytuliła. Pogłaskałam ją po dłoni i uśmiechnęłam się smutno. 
- Na razie nie - poinformował nas Mark - czekaliśmy na niego dłuższą chwilę, ale wciąż nie wraca. Ellen niedawno zadzwoniła na policję i poinformowała ich o zaginięciu. Niedługo powinni być u nas w domu.
Nastała grobowa cisza. Nikt się nie odzywał, było słychać nasze oddechy. Nie wiem, ile tak siedzieliśmy. Może kilka minut, może nawet godzin. Wiem tylko, że ciszę przerwał rozdzierający dźwięk dzwonka do drzwi. Małżeństwo ruszyło ku drzwiom, a reszta została na swoim miejscu. Po kilku sekundach umundurowani mężczyźni weszli do salonu. 
Mama też wstała i dołączyła do dorosłych, którzy zniknęli za drzwiami kuchni. 
- Przepraszam, że przerwaliśmy wam randkę - wyszeptała mi do ucha Delly - po prostu... wszyscy są teraz tak podenerwowani.
- Nic się nie stało - znów pogłaskałam ją po ramieniu w geście uspokojenia.
Zaczęłyśmy cicho rozmawiać. Ryd prosiła mi, abym zdała jej relację z randki, którą, jak się potem dowiedziałam, pomogła przygotować Rossowi. Dobrze wiedziałam, że coś przeciwko mnie knuli.
Nagle policjanci razem z naszymi rodzicami wyszli z kuchni. Rozmawiali coś jeszcze dłuższą chwilę na korytarzu, aż usłyszeliśmy trzask drzwi. Pomyślałam, że mężczyźni wyszli, ale po sekundzie usłyszałam cichy okrzyk pani Stormie.
- O Boże.
Wstałam, w sumie, nie tylko ja. Całą grupką skierowaliśmy się ku korytarzowi, gdzie matka Lynchów tuliła do siebie Rylanda.
W domu zapanowało poruszenie.
- Gdzie ty byłeś?
- Coś ty robił?
- Co ty myślałeś?
Wszyscy przekrzykiwali siebie nawzajem. 
- Cisza! - krzyknęła moja matka - Ryland, może wytłumaczysz nam to zajście?
Chłopak miał wielkie oczy oznaczające zdziwienie.
- Telefon mi się rozładował - wytłumaczył cierpliwie.
- A czemu się spóźniłeś?
- Byłem ze znajomymi na imprezie i straciliśmy kompletnie rachubę czasu. 
- No właśnie, impreza - Stormie znów zaczęła tulić do siebie syna.
- Ryland, masz szlaban - wygłosił swoją rodzicielską mowę Mark - dziękujemy panom za fatygę. Odwołujemy zgłoszenie, bo nasz syn już wrócił, cały i zdrowy.
Policjanci kiwnęli głową i wyszli z domu. 
A potem każdy, z wyjątkiem mnie i Rossa, zajęli się wypytywaniem najmłodszego o wszystko. Pocałowałam blondyna przelotnie w usta i ukradkiem wycofałam się z domu. Skoro przyjaciel już wrócił, mogłam spokojnie też wrócić do domu, wziąć prysznic i zasnąć. Tak też zrobiłam, ale sny przerywały mi SMS-y od Rossa. Boże, jak ja go kocham.

~*~

31 październik
poniedziałek
dzień balu

- Co wy tu robicie? - spytałam zdziwiona.
Olivia wyjrzała zza okna samochodu i pomachała do mnie.

- Rydel zajechała po mnie, aby podwieźć nas do szkoły. 
- Hmm, domyślam się - mruknęłam - ale...
- Nie gadaj tylko siadaj - powiedziała Delly. 
Parsknęłam śmiechem i zdjęłam sobie torbę z boku. Wepchnęłam się po środku na tylnych siedzeniach, przy okazji całując Ross'a w policzek. Uśmiechnęłam się do niego uroczo i rzuciłam torbę do tyłu, aby nie zawalała miejsca na moje nogi.
- Jak tam z Rylandem? - zapytałam, kiedy przyjaciółka wyjeżdżała sprzed mojego domu. 
- Nic. Dostał szlaban na wychodzenie ze znajomymi - odpowiedział mój chłopak - okazało się, że poszedł jeszcze na jakąś imprezę z dziewczyną, w której rzekomo się zakochał, choć niedawno jej nienawidził. 
Spojrzałam na niego krzywo. Te słowa, które teraz powiedział, idealnie pasowały do nas. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. 
- Jesteście tacy słodcy razem - rozczuliła się blondynka za kierownicą.
Powinnam krzyczeć ze strachu? 

- Uważaj na drogę - przypomniałam jej - nie chcę pominąć balu, na którym będę występować, przez głupi wypadek.
- Będziesz występować? Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałaś? - spytała z wyrzutem. 

- Jakoś mi wypadło z głowy - uśmiechnęłam się głupio i spuściłam głowę.
Moje buty jakoś wydawały mi się ósmym cudem świata w tym momencie.
- Będziesz tak ubrana? - spytała Liv, patrząc krytycznie na moje przetarte w kolanach jeansy i czarny t-shirt, który aktualnie miałam na sobie.
- Nie - odpowiedziałam szybko - w torbie mam swoją sukienkę.
- Kiedy ją kupiłaś? - spytała ponownie Holt - nie przypominam sobie jakoś.
Uśmiechnęłam się na wspomnienie tamtego dnia naszych feralnych zakupów.
- Nie kupiłam jej. Dostałam od Vanessy i mamy. Złożyły się. Ale mówię ci, jest fantastyczna.
- Jesteście dość ekscentryczne - powiedział Ross - to bal halloweenowy, czyli przebierańców, a nie wybieg mody.
Wzruszyłam ramionami.
- Cukierek albo psikus był modny w podstawówce.
Jechaliśmy chwilę w ciszy, aż nagle przejechaliśmy koło bloku Christie. Stała na środku ulicy koło samochodu swoich rodziców z Tom'em przy boku i kłóciła się ze swoimi rodzicielami. Podejrzewam, że chodziło o jej wygląd. Jej włosy były zakręcone lokówką i dość mocno była pomalowana kosmetykami. Powieki na czarnawy kolor, rzęsy podkreślone i mocno czerwona szminka. Czarna sukienka z koronką na plecach prezentowała się fantastycznie na jej szczupłym ciele, a dość wysokie szpilki podkreślały jej długie nogi.
- Rydel, zatrzymasz się na chwilę? - spytałam przyjaciółki.
Skinęła lekko głową i zaparkowała przy chodniku. Wysiadłam z samochodu i, starając się być niewidoczna, skierowałam się ku nim.
- W takim stroju nie wsiądziesz do naszego samochodu - powiedziała oschle matka dziewczyny.
- To pójdę piechotą - powiedziała wściekła Christine - cieszę się, że za pół roku już będę się mogła od was przeprowadzić. Nienawidzę was - syknęła.
- Christie - westchnął najmłodszy synek państwa Redford.
- Patrick - warknęła znowu matka.
Chłopiec wrócił na swoje miejsce, a moja przyjaciółka szybkim krokiem kierowała się w moją stronę. Podejrzewam, że mnie nie zauważyła, dlatego stojąc zza murkiem zaciągnęłam ją za niego, jak jakiś porywacz. Westchnęła zdziwiona i chyba chciała mnie zaatakować, ale widząc, że to ja, uśmiechnęła się ponuro.
- Chodź, podwieziemy cię. Jest miejsce koło kierowcy.
Kiwnęła smutno głową i ramię w ramię skierowałyśmy się w stronę auta. Otworzyłam jej drzwiczki.
- Hej - mruknęła na przywitanie i zajęła miejsce koło Rydel.
Ja usiadłam z tyłu na moim starym miejscu i znów zaczęliśmy jechać.

~*~

- Dobra, ostatnia próba - zarządziłam - raz, dwa, trzy, cztery!
Najpierw Liv, potem ja. Wychodziło za każdym razem tak samo dobrze. Nie było szans, abyśmy coś zawalili.
Gdy skończyłam śpiewać, usłyszałam ciche brawa. Do pomieszczenia w piwnicy wszedł nieznajomy dla mnie chłopak o niemiłym wyrazie twarzy. I pewnie wobec nas nie miał miłych zamiarów.
- Świetnie, świetnie - uśmiechnął się złośliwie.
- Czy my się znamy? - spytałam zimno.
- Nie, jeszcze nie, księżniczko. Jestem Rick - szarpnął moją rękę, aby ją pocałować.
Poczułam niemałe obrzydzenie. Do tego jeszcze te "księżniczko". Wyrwałam dłoń z jego uścisku i puściłam ją z boku ciała.
- I co w związku z tym? - spytał Luke.
- Chciałem po prostu sprawdzić, jacy jesteście dobrzy - powiedział - jestem liderem drugiego zespołu. I, co wywnioskowałem z ogromną łatwością, jesteśmy o niebo lepsi od was.
- Ooo, proszę - prychnęłam rozbawiona - nie dość, że namolny, to jeszcze zarozumiały.
- Twierdź jak chcesz - wzruszył ramionami - ale zobaczymy, kogo występ będzie się bardziej podobał publiczności.
- A więc zakład? - spytała Christie, wychodząc na przód.
- Zakład - wyciągnął ku mnie rękę - jeśli przegracie, przyznacie na scenie, że nasz występ był o wiele lepszy od waszego.
- I odwrotnie - posłałam mu wyzywający uśmieszek.
- Zgoda - zjechał po mnie wzrokiem - i jeszcze jedno. Jak przegracie, umówisz się ze mną na randkę - pokazał na mnie palcem i wyszedł z pomieszczenia.
Prychnęłam.
- Jeśli Ross się o tym dowie...
- Niech lepiej nie wie - powiedziała cicho Liv i spojrzała na zegarek - o matko! Laura! Za dwadzieścia minut bal, a ty nadal nie jesteś przygotowana!

~*~

Olivia w ciągu 10 minut zrobiła mi lekki makijaż, który podkreślał moją naturalność. Pomalowała mi rzęsy, powieki na lekko srebrny kolor, a na usta położyła odrobinę błyszczyka. Potem lekko natapirowała mi włosy, a potem zrobiła z nich kłosa. Potem wepchnęła za ścianę, abym mogła bez skrupułów przebrać się w śliczną sukienkę. Wciąż nie mogłam uwierzyć, jak tak szybko wszystko zrobiła.
Gdy wyszłam zza ściany, dziewczyny miały wymalowane na twarzy "wow".
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Naprawdę? - nie musiałam kończyć pytania.
- Ross zaniemówi gorzej od nas - zażartowała Holt, która była ubrana w czarno-białą sukienkę.
Zachichotałam pod nosem.
- Damy czadu.
Przybiłyśmy sobie piątki i wyszłyśmy z toalety. W całej szkole można już było słyszeć dudniącą muzykę, zapewne na razie lecącą z radia. Skierowałyśmy się w stronę szkolnej sali gimnastycznej i po chwili weszłyśmy do środka. W tym samym momencie na scenę wyszedł ten przebrzydły Rick z zespołem i uśmiechnął się do mnie głupio.
- Witajcie, balowicze! - krzyknął do mikrofonu - razem z moim zespołem Sommers zagramy dla was dziś kilka piosenek! Ale jest też taka sprawa. Razem ze szkolnym zespołem założyliśmy się o to, kto da dziś wam lepszy koncert. Po skończonym występie obu zespołów odbędzie się głosowanie! A więc, zaczynamy!
Światła przygasły i mogłam słyszeć znajomą dla mnie piosenkę Nirvany - Drain You. Potem było jeszcze kilka rockowych hitów, aż w końcu światła znów się zapaliły i zespół zszedł ze sceny. Zostali nagrodzeni gorącymi brawami i dostałam trochę wątpliwości w powodzeniu tego zakładu. Cholera.
- A teraz - na scenę weszła moja mama - zapraszamy szkolny zespół The Group!
Nawet jeśli ktoś nie wiedział, kim jesteśmy, to i tak klaskał jak opętany.
Luke i Leo, którzy znaleźli się bliżej sceny, weszli pierwsi, a potem odnaleźli nas wzrokiem. Też ruszyłyśmy w tamtą stronę, a po chwili stałam tam na górze, pod ostrzałem spojrzeń wszystkich uczniów w szkole. Połowa mnie nienawidziła, a druga połowa uważała, że mam piekielny charakterek, dlatego dziwnie było stać tam. Odnalazłam wzrokiem Ross'a, który stał koło Rydel i Vanessy, a niedaleko dalej wszyscy chłopcy z rodziny Lynchów i Ell. Van posłała mi pokrzepiający uśmiech. Odetchnęłam głęboko i z całej siły powstrzymywałam się, aby nie zwymiotować.
- Laura, wszystko dobrze? - spytała Christie, kładąc mi rękę na ramieniu.
Kiwnęłam lekko głową i znów wzięłam głęboki wdech. Wzięłam gitarę do ręki i założyłam jej pasek na swoje ramię, aby było mi wygodniej na niej grać. Spojrzałam na Liv, która widząc mój wzrok kiwnęła głową. Najpierw zaczęła grać Christie, potem dołączyłam do niej. Potem rozbrzmiał głos Olivii.

I'm friends with the monster that's under my bed
Get along with the voices inside of my head
You're tryin' to save me, stop holdin' your breath
And you think I'm crazy, yeah, you think I'm crazy

I wanted the fame, but not the cover of Newsweek
Oh well, guess beggars can't be choosey
Wanted to receive attention for my music
Wanted to be left alone in public excuse me
For wantin" my cake, and eat it too, and wantin" it both ways
Fame made me a balloon cause my ego inflated
When I blew; see, it was confusing
Cause all I wanted to do's be the Bruce Lee of loose leaf
Abused ink, used it as a tool when I blew steam
(Ooh!) Hit the lottery, oh wee
But with what I gave up to get was bittersweet
It was like winnin' a used mink
Ironic cause I think I'm gettin' so huge I need a shrink
I'm beginning to lose sleep: one sheep, two sheep
Going cuckoo and cooky as Kool Keith
But I'm actually weirder than you think cause I'm...

I'm friends with the monster that's under my bed
Get along with the voices inside of my head
You're tryin' to save me, stop holdin' your breath
And you think I'm crazy, yeah, you think I'm crazy

Well that's nothin',
Well that's nothin'...

Now, I ain't much of a poet but I know somebody
Once told me to seize the moment and don't squander it
Cause you never know when it all could be over tomorrow
So I keep conjurin', sometimes I wonder where these thoughts spawn from
(Yeah, ponderin'll, do you wanders?
No wonder you losing your mind, the way it wanders)
Yodel-odel-ay-hee-hoo
I think you've been wanderin' off down yonder and stumbled onto Jeff VanVonderen
Cause I need an interventionist to intervene between me and this monster
And save me from myself and all this conflict
Cause the very thing that I love's killin' me and I can't conquer it
My OCD is conkin' me in the head
Keep knockin', nobody's home, I'm sleepwalkin'
I'm just relayin' what the voice in my head's sayin'
Don't shoot the messenger, I'm just friends with the...

I'm friends with the monster that's under my bed
Get along with the voices inside of my head
You're tryin' to save me, stop holdin' your breath
And you think I'm crazy, yeah, you think I'm crazy

Well that's nothin',
Well that's nothin'...

Call me crazy, but I have this vision
One day that I'll walk amongst you a regular civilian
But until then drums get killed
And I'm comin' straight at MC's, blood get spilled
And I take it back to the days that I get on a Dre track
Give every kid who got played at, pumped up feelin'
And shit to say back to the kids who play 'em
I ain't here to save the fuckin' children
But if one kid out of a hundred million
Who are goin' through a struggle feels and then relates, that's great
It's payback, Russell Wilson fallin' way back in the draft
Turn nothin' into somethin', still can make that, straw into gold chump
I will spin Rumpelstiltskin in a haystack
Maybe I need a straight jacket face facts, I am nuts for real
But I'm okay with that, it's nothin', I'm still friends with the...

I'm friends with the monster that's under my bed
Get along with the voices inside of my head
You're tryin' to save me, stop holdin' your breath
And you think I'm crazy, yeah, you think I'm crazy

I'm friends with the monster that's under my bed
Get along with the voices inside of my head
You're tryin' to save me, stop holdin' your breath
And you think I'm crazy, yeah, you think I'm crazy

Well that's nothin',
Well that's nothin'... * 

Serce zabiło mi szybciej i zaczęłam się co raz bardziej denerwować. Piosenka się skończyła i teraz była moja kolej. 

Holt odeszła od mikrofonu i zwolniła mi miejsce. Zdjęłam gitarę i podałam ją przyjaciółce, a sama podeszłam powolnym krokiem do niego. W sumie, było mi łatwiej niż na początku. Dzięki występowi blondynki poczułam się pewniej na scenie.
Zabrzmiała muzyka. Jeszcze raz wzięłam głęboki wdech, a po chwili usłyszałam swój głos. 

Trying hard to fight these tears
I'm crazy worried
Messing with my head this fear
I'm so sorry
You know you gotta get it out
I can't take it
That's what being friends about

I, I want to cry
I can't deny
Tonight I wanna up and hide
And get inside
It isn't right
I gotta live in my life
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it

Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Push until you can't and then demand more
Determinate, d-determinate
You and me together, we can make it better
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate

Hate to feel this way
And waste a day
I gotta get myself on stage
I shouldn't wait or be afraid
The chips will fall where they may
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it

Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Push until you can't and then demand more
Determinate, d-determinate
You and me together, we can make it better
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate

It's Wen and I'm heaven-sent
Use it like a veteran
Renegade, lemonade, use it in my medicine
Go ahead and try to name a band we ain't better than
Reason why the whole world's picking us instead of them
People need a breather 'cause they're feeling that adrenaline
Stop! Now hurry up and let us in. Knock!
'Cause we're coming to your house (and)
People keep on smiling like the lemons in their mouths
I'm the real deal, you know how I feel
While they're in it for the mill
I'm just in it for the thrill
Get down now I ain't playin' around
Put your feet up on the ground
And just make that sound like

Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Push until you can't and then demand more
Determinate, d-determinate
You and me together, we can make it better
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate

Come on and, come on and
Come on and get it going
Come on and, come on and
Come on and get it going
On the dance floor
On the dance floor
D-D-Dance floor
D-Determinate ** 


Matko! Zrobiłam to! Zrobiłam! Zaczęłam piszczeć jak wariatka i skoczyłam na szyję przyjaciółkom, które zaczęły się śmiać. Wokół nas zawrzała publiczność i zostaliśmy nagrodzeni dużą ilością oklasków. Pospiesznym krokiem zeszłam ze sceny i zaczęłam się przepychać między ludźmi. Gdy odnalazłam go wzrokiem, rzuciłam się Rossowi w uścisk.
- Byłaś niesamowita - powiedziała Vanessa, a w jej głosie usłyszałam dumę. 

Potem popadłam w wir kolejnych uścisków bliskich mi osób, a byłam tam pępkiem wszechświata.
Resztę wieczoru przetańczyłam w ramionach Ross'a. I wiecie co? Wygraliśmy ten zakład!

*Eminem feat. Rihanna - Monster
** Lemonade Mouth - Determinate

**************

Dzień dobry, państwu :)

Nie umiem pisać takich rzeczy, ale co tam xd Nie wyszedł mi zbytnio rozdział, ale chwilowo mam zanik weny, więc wybaczcie. A dodatkowo od środy będę się uczyć u mojej cioci do chemii, bo w następnym roku chcę mieć laureata. A mi się tak nie chce :C
Piszcie komentarze, kochani :3
Do następnego!