środa, 26 marca 2014
niedziela, 16 marca 2014
07. Really Don't Care
Nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło.
Może i będę się powtarzać. Moje życie nigdy nie było łatwe. Zawsze na mojej drodze pojawiały się trudności, które próbowały mnie zatrzymać, a nawet zrzucić na dno.
Ale nie należy poddawać i bać się cieni oraz ciemności, bo to jest straszne uczucie. Nigdy nie dałam się zatrzymać, gdy sobie coś wymyśliłam. Trzymałam się przy swoim zdaniu i nigdy nie można pozwolić, aby ktoś nas zmienił w kukły bez mózgu i własnego zdania. Znam takie powiedzenie, że warto jest trzymać się przy swoim zdaniu, nawet jeśli ty to popierasz. Czy coś w tym stylu. I tego zamierzam się trzymać.
7 październik
(piątek)
Zwykły poranek. Prozaiczna czynność. Nic niezwykłego.
Połowę nocy nie spałam i rozmyślałam nad moim braciszkiem. Cieszę się, że w końcu znalazł sobie ukochaną, ale on nigdy nie gustował w takich dziewczynach. Może i nie widziałam jej z bliska, ale wiedziałam, że nie była ani naturalna, ani prawdziwa, ani szczera. Takie dziewczyny tylko ranią takich chłopaków jak mój brat. Naiwnych chłopaczków, których można tylko wykorzystać na własną korzyść.
Przeciągnęłam się i wstałam szybko do garderoby. Wybrałam czarną, skórzaną spódnicę, cieniste rajstopy i czarną koszulkę na ramiączkach. W łazience, po prysznicu, pomalowałam lekko rzęsy, usta maznęłam błyszczykiem, a włosy podkręciłam lokówką. Gotowa zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie, ale czekało mnie rozczarowanie. W kuchni nikogo nie było, tak jak w całym domu.
Na stole leżała karteczka. Rozpoznałam pismo mamy.
Musiałam wcześniej wyjść. Przepraszam za to i za wczorajszą kłótnię. Nie miałam nic złego na myśli. A wracając do tematu, będę wieczorem. Buziaki, mama.
Jestem zbyt leniwa, aby zrobić sobie śniadanie.
- Paul! - krzyknęłam.
Nie, nie miałam zamiaru prosić go o to.
Gdy nikt mi nie odpowiadał, krzyknęłam ponownie.
- No zaraz! - odkrzyknął po dłuższej chwili.
A po kolejnych kilku minutach zszedł ciężko po schodach z zdenerwowaną miną.
- Ciesz się, że nie wylałam na ciebie wody - powiedziałam z sarkazmem.
Wzruszył ramionami.
- I tak nic nie zmieni mojego nastroju.
- A co spowodowało twój nastrój? Może wczorajsza dziewczyna?
Spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Skąd o niej wiesz? - spytał.
- Jeśli chciałeś, abym o tym nie wiedziała, to nie trzeba było się całować w miejscach publicznych. Nieważne, to twoje życie - westchnęłam, a do rąk wcisnęłam mu kilkanaście dolarów - idź i kup sobie coś na śniadanie. Mi się nie chce go robić.
- Leń - skomentował z ironią, ale go zignorowałam.
Zarzuciłam na ramiona jeansową kurteczkę, a na jedno z nich (ramion) torbę z książkami.
- Będę później - rzuciłam i wyszłam z domu.
~*~
- Kim zamierzacie być w przyszłości? - spytałam ni z tego, ni z owego przy... koleża... przyjaciółki i koleżanki.
- A jak myślisz? - Olivia posłała mi pobłażliwe spojrzenie - lekarzem, of course!
Uśmiechnęłam się.
- A ty Christie?
- Striptizerką.
Wytrzeszczyłam na nią oczy.
- Żartujesz?
- Tak - uśmiechnęła się - gitarzystką jakiegoś fajnego, rockowego zespołu. Wokalistą będzie mój wytatuowany mąż i będziemy razem podbijać cały świat.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Nie powiem, masz dziwaczne poczucie humoru.
Wzruszyła ramionami.
- Cała ja.
No cóż, faza na wyśmiewanie się z Liv nie do końca minęła. Nie byłam zbyt przekonująca, więc mi nie uwierzyli. Ale za to potem do akcji weszła Christie, której ciętego języka nie brakuje.
Wszyscy się za nami oglądali. Na początku myślałam, że to z powodu Christiny.
Gdy siedziałyśmy pod salą od chemii, podeszli do nas ci sami, co wczoraj. Cmokali i co chwilę wybuchali śmiechem. Chciałam wstać, ale blondynka mnie zatrzymała.
- Nie warto - pokręciła głową.
Mnie może i zatrzymała, ale nie zdołała utrzymać Christie.
Brunetka wstała na nogi (była ubrana w czarną koszulkę z logo Linkin Park, czarne, skórzane spodnie i wysokie czarne koturny. I kto to mówił, że ja jestem pesymistką?) i podeszła do tej całej grupki.
- Macie jakiś problem? - warknęła.
Wybuchnęli kolejnym śmiechem, ale dziewczyna stanęła i założyła ręce na biodra, patrząc na nich wyczekująco.
- W sumie nie wiem, co was bawi.
Podszedł do niej Jasper.
- Twoja blondwłosa koleżaneczka ma o sobie zbyt duże mniemanie i myślała, że ma szanse u Grega.
- Bo co? Myślisz, że jesteś od niej lepszy? Ciekawe w czym.
- Dziewczyny to słaba płeć - powiedział pewny swoich słów - i nie mają nawet szans być tak dobre, jak chłopcy.
Christina nadepnęła mu na nogę i spojrzała na niego z wyższością.
- Wczoraj Laura niezbyt wam napędziła stracha? Dalej chcecie się bawić w tą powaloną gierkę? To szach-mat, idioto. Wygrałam. I to niby kobiety są słabe.
- Taka jest prawda, kretynko - odezwał się inny.
Brunetka zmarszczyła czoło.
- Kretynko? A powiedz, jak tam ci się układa z twoją dziewczyną? Ona jest ciebie warta? Widziałeś ją kiedykolwiek bez makijażu i ubraną, jak normalna, poukładana nastolatka?
- Taka jak ty?
- Nigdy nie twierdziłam, że jestem poukładana, ale czasem wasze "warte was" dziewczynki powinny błyszczeć czymś innym niż gołym tyłkiem. Znacie takie coś, jak inteligencja?
- Słuchaj, nie wiem, za kogo ty się uważasz... - zaczął Jasper, ale Christ mu przerwała, policzkując go.
- Uważam się za normalna dziewczynę. I nie waż się niszczyć mojego dobrego imienia.
- Uważasz się za...
- Spadaj idioto.
Odeszła stamtąd i znów usiadła koło nas.
- I tak wpuściłam w nich jad - uśmiechnęła się z triumfem.
~*~
- Co powiesz na próbę naszego nowego zespołu? - zaproponowała Liv Christinie.
- W sumie to nie taki zły pomysł. A przekazałyście dla tego... jak on tam... o, Leo, nowinę, że będzie z nami grał?
Pokiwałam prędko głową.
- Powiedziałam mu wczoraj wieczorem - powiedziałam - szedł razem ze mną i Olivią najdłużej.
- Spoko.
~*~
Leo spojrzał bez przekonania na piwnicę w naszej szkole.
- Tutaj mamy ćwiczyć?
- Nie mamy na razie innego miejsca - zauważyłam - sala gimnastyczna odpada. Najwyżej że u kogoś w domu lub garażu, ale u mnie od razu odpada. Nie ma zbytniego miejsca na to wszystko.
Westchnął.
- No dobrze.
- Nie przejmuj się stary - Calum poklepał kolegę po plecach - zagracie jeden koncert na balu i będzie po wszystkim.
Rudzielec zaproponował, że nas poobserwuje i, jakby co, da ważne rady. Przecież to on jest krytykiem.
- Zasiadaj na krzesełku i wal w te swoje bębny - powiedziała brunetka.
Już czuję, że się nie polubili.
- Och, dajcie spokój - Liv próbowała załagodzić sytuacje - dla każdego to jest nowa sytuacja (sorki za powtórzenie xd - od aut), ale chociaż się nie kłócę.
Zignorowali to.
- Ale to nie są żadne głupie bębny. To jest poważny instrument.
- I jeszcze mi powiesz, że do muzyki klasycznej - prychnęła Redford.
- Nie - Leo zacisnął zęby - ale tak samo ważny instrument, jak dla ciebie twoja gitara. Laura, nie wiem, czy to wypali - chłopak zwrócił się do mnie.
- No właśnie - poparła go Christie - bo ktoś tu ma problemy z samokrytyką.
- Możesz do mnie nie nawiązywać?
- Bo co? Straszny "bad boy" mnie uderzy? Zabije? Zgwałci w krzakach? Powiedziałam samą prawdę. Nie umiesz przyjąć żadnej, ale to nawet najlżejszej krytyki.
- Dość! - warknęłam, ustawiając ich do pionu - nikt nie każe wam się kochać, ale moglibyście się chociaż zaakceptować.
- Ty też mogłabyś się zaakceptować z Rossem - zauważył Howard.
Posłałam mu wściekłe spojrzenie.
- To nie to samo - wycedziłam przez zaciśnięte zęby - my to robimy dla dobrej sprawy.
- Życie byłoby lepsze, gdybyście się zaprzyjaźnili. Znowu - dodał.
- Leo! - krzyknęłam zła - mógłbyś przestać? To nie ciebie, do cholery, zraniono! To nie ciebie zostawiono jak głupią idiotkę na lodzie, rozumiesz? Ty i Christie to nie to samo, co ja i Lynch. Proszę, nie chcę się kłócić. Kochamy wszyscy muzykę, więc nie ma powodu, aby się kłócić o głupoty.
- Aż tak ci na tym zależy? - spytał Calum.
- Tak - westchnęłam - choć raz chciałabym, aby matka mnie za coś doceniła a nie postrzegała całe życie jako tą złą. Przecież to nie ja nie zrobiłam kariery w Hollywood, tylko Vanessa. A poza tym, lubię, a nawet kocham was wszystkich po przyjacielsku i kocham muzykę. Chcę coś zrobić dla dobra sprawy i żeby spędzić z wami trochę czasu. Czy aż tak dużo wymagam?
Zapadła cisza.
- Proszę was - dodałam - zróbcie to dla mnie i zamiłowania do muzyki.
Pierwsza złamała się Christie.
- Zgoda. Zdołam przedołać i spróbuję nie krytykować jego poważnego instrumentu.
Leo się zaśmiał.
- A ja postaram się nie krytykować wszystkiego, co mnie w niej irytuje.
- Dzięki - warknęła z sarkazmem.
Czułam, że to będzie długi wieczór.
~*~
Trying hard to fight these tears
I'm crazy worried
Messing with my head this fear
I'm so sorry
You know you gotta get it out
I can't take it
That's what being friends about
I, I want to cry
I can't deny
Tonight I wanna up and hide
And get inside
It isn't right
I gotta live in my life
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Push until you can't and then demand more
Determinate, d-determinate
You and me together, we can make it better
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Hate to feel this way
And waste a day
I gotta get myself on stage
I shouldn't wait or be afraid
The chips will fall where they may
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Push until you can't and then demand more
Determinate, d-determinate
You and me together, we can make it better
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
It's Wen and I'm heaven-sent
Use it like a veteran
Renegade, lemonade, use it in my medicine
Go ahead and try to name a band we ain't better than
Reason why the whole world's picking us instead of them
People need a breather 'cause they're feeling that adrenaline
Stop! Now hurry up and let us in. Knock!
'Cause we're coming to your house (and)
People keep on smiling like the lemons in their mouths
I'm the real deal, you know how I feel
While they're in it for the mill
I'm just in it for the thrill
Get down now I ain't playin' around
Put your feet up on the ground
And just make that sound like
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Push until you can't and then demand more
Determinate, d-determinate
You and me together, we can make it better
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Come on and, come on and
Come on and get it going
Come on and, come on and
Come on and get it going
On the dance floor
On the dance floor
D-D-Dance floor
D-Determinate
Na stole leżała karteczka. Rozpoznałam pismo mamy.
Musiałam wcześniej wyjść. Przepraszam za to i za wczorajszą kłótnię. Nie miałam nic złego na myśli. A wracając do tematu, będę wieczorem. Buziaki, mama.
Jestem zbyt leniwa, aby zrobić sobie śniadanie.
- Paul! - krzyknęłam.
Nie, nie miałam zamiaru prosić go o to.
Gdy nikt mi nie odpowiadał, krzyknęłam ponownie.
- No zaraz! - odkrzyknął po dłuższej chwili.
A po kolejnych kilku minutach zszedł ciężko po schodach z zdenerwowaną miną.
- Ciesz się, że nie wylałam na ciebie wody - powiedziałam z sarkazmem.
Wzruszył ramionami.
- I tak nic nie zmieni mojego nastroju.
- A co spowodowało twój nastrój? Może wczorajsza dziewczyna?
Spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Skąd o niej wiesz? - spytał.
- Jeśli chciałeś, abym o tym nie wiedziała, to nie trzeba było się całować w miejscach publicznych. Nieważne, to twoje życie - westchnęłam, a do rąk wcisnęłam mu kilkanaście dolarów - idź i kup sobie coś na śniadanie. Mi się nie chce go robić.
- Leń - skomentował z ironią, ale go zignorowałam.
Zarzuciłam na ramiona jeansową kurteczkę, a na jedno z nich (ramion) torbę z książkami.
- Będę później - rzuciłam i wyszłam z domu.
~*~
- Kim zamierzacie być w przyszłości? - spytałam ni z tego, ni z owego przy... koleża... przyjaciółki i koleżanki.
- A jak myślisz? - Olivia posłała mi pobłażliwe spojrzenie - lekarzem, of course!
Uśmiechnęłam się.
- A ty Christie?
- Striptizerką.
Wytrzeszczyłam na nią oczy.
- Żartujesz?
- Tak - uśmiechnęła się - gitarzystką jakiegoś fajnego, rockowego zespołu. Wokalistą będzie mój wytatuowany mąż i będziemy razem podbijać cały świat.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Nie powiem, masz dziwaczne poczucie humoru.
Wzruszyła ramionami.
- Cała ja.
No cóż, faza na wyśmiewanie się z Liv nie do końca minęła. Nie byłam zbyt przekonująca, więc mi nie uwierzyli. Ale za to potem do akcji weszła Christie, której ciętego języka nie brakuje.
Wszyscy się za nami oglądali. Na początku myślałam, że to z powodu Christiny.
Gdy siedziałyśmy pod salą od chemii, podeszli do nas ci sami, co wczoraj. Cmokali i co chwilę wybuchali śmiechem. Chciałam wstać, ale blondynka mnie zatrzymała.
- Nie warto - pokręciła głową.
Mnie może i zatrzymała, ale nie zdołała utrzymać Christie.
Brunetka wstała na nogi (była ubrana w czarną koszulkę z logo Linkin Park, czarne, skórzane spodnie i wysokie czarne koturny. I kto to mówił, że ja jestem pesymistką?) i podeszła do tej całej grupki.
- Macie jakiś problem? - warknęła.
Wybuchnęli kolejnym śmiechem, ale dziewczyna stanęła i założyła ręce na biodra, patrząc na nich wyczekująco.
- W sumie nie wiem, co was bawi.
Podszedł do niej Jasper.
- Twoja blondwłosa koleżaneczka ma o sobie zbyt duże mniemanie i myślała, że ma szanse u Grega.
- Bo co? Myślisz, że jesteś od niej lepszy? Ciekawe w czym.
- Dziewczyny to słaba płeć - powiedział pewny swoich słów - i nie mają nawet szans być tak dobre, jak chłopcy.
Christina nadepnęła mu na nogę i spojrzała na niego z wyższością.
- Wczoraj Laura niezbyt wam napędziła stracha? Dalej chcecie się bawić w tą powaloną gierkę? To szach-mat, idioto. Wygrałam. I to niby kobiety są słabe.
- Taka jest prawda, kretynko - odezwał się inny.
Brunetka zmarszczyła czoło.
- Kretynko? A powiedz, jak tam ci się układa z twoją dziewczyną? Ona jest ciebie warta? Widziałeś ją kiedykolwiek bez makijażu i ubraną, jak normalna, poukładana nastolatka?
- Taka jak ty?
- Nigdy nie twierdziłam, że jestem poukładana, ale czasem wasze "warte was" dziewczynki powinny błyszczeć czymś innym niż gołym tyłkiem. Znacie takie coś, jak inteligencja?
- Słuchaj, nie wiem, za kogo ty się uważasz... - zaczął Jasper, ale Christ mu przerwała, policzkując go.
- Uważam się za normalna dziewczynę. I nie waż się niszczyć mojego dobrego imienia.
- Uważasz się za...
- Spadaj idioto.
Odeszła stamtąd i znów usiadła koło nas.
- I tak wpuściłam w nich jad - uśmiechnęła się z triumfem.
~*~
- Co powiesz na próbę naszego nowego zespołu? - zaproponowała Liv Christinie.
- W sumie to nie taki zły pomysł. A przekazałyście dla tego... jak on tam... o, Leo, nowinę, że będzie z nami grał?
Pokiwałam prędko głową.
- Powiedziałam mu wczoraj wieczorem - powiedziałam - szedł razem ze mną i Olivią najdłużej.
- Spoko.
~*~
Leo spojrzał bez przekonania na piwnicę w naszej szkole.
- Tutaj mamy ćwiczyć?
- Nie mamy na razie innego miejsca - zauważyłam - sala gimnastyczna odpada. Najwyżej że u kogoś w domu lub garażu, ale u mnie od razu odpada. Nie ma zbytniego miejsca na to wszystko.
Westchnął.
- No dobrze.
- Nie przejmuj się stary - Calum poklepał kolegę po plecach - zagracie jeden koncert na balu i będzie po wszystkim.
Rudzielec zaproponował, że nas poobserwuje i, jakby co, da ważne rady. Przecież to on jest krytykiem.
- Zasiadaj na krzesełku i wal w te swoje bębny - powiedziała brunetka.
Już czuję, że się nie polubili.
- Och, dajcie spokój - Liv próbowała załagodzić sytuacje - dla każdego to jest nowa sytuacja (sorki za powtórzenie xd - od aut), ale chociaż się nie kłócę.
Zignorowali to.
- Ale to nie są żadne głupie bębny. To jest poważny instrument.
- I jeszcze mi powiesz, że do muzyki klasycznej - prychnęła Redford.
- Nie - Leo zacisnął zęby - ale tak samo ważny instrument, jak dla ciebie twoja gitara. Laura, nie wiem, czy to wypali - chłopak zwrócił się do mnie.
- No właśnie - poparła go Christie - bo ktoś tu ma problemy z samokrytyką.
- Możesz do mnie nie nawiązywać?
- Bo co? Straszny "bad boy" mnie uderzy? Zabije? Zgwałci w krzakach? Powiedziałam samą prawdę. Nie umiesz przyjąć żadnej, ale to nawet najlżejszej krytyki.
- Dość! - warknęłam, ustawiając ich do pionu - nikt nie każe wam się kochać, ale moglibyście się chociaż zaakceptować.
- Ty też mogłabyś się zaakceptować z Rossem - zauważył Howard.
Posłałam mu wściekłe spojrzenie.
- To nie to samo - wycedziłam przez zaciśnięte zęby - my to robimy dla dobrej sprawy.
- Życie byłoby lepsze, gdybyście się zaprzyjaźnili. Znowu - dodał.
- Leo! - krzyknęłam zła - mógłbyś przestać? To nie ciebie, do cholery, zraniono! To nie ciebie zostawiono jak głupią idiotkę na lodzie, rozumiesz? Ty i Christie to nie to samo, co ja i Lynch. Proszę, nie chcę się kłócić. Kochamy wszyscy muzykę, więc nie ma powodu, aby się kłócić o głupoty.
- Aż tak ci na tym zależy? - spytał Calum.
- Tak - westchnęłam - choć raz chciałabym, aby matka mnie za coś doceniła a nie postrzegała całe życie jako tą złą. Przecież to nie ja nie zrobiłam kariery w Hollywood, tylko Vanessa. A poza tym, lubię, a nawet kocham was wszystkich po przyjacielsku i kocham muzykę. Chcę coś zrobić dla dobra sprawy i żeby spędzić z wami trochę czasu. Czy aż tak dużo wymagam?
Zapadła cisza.
- Proszę was - dodałam - zróbcie to dla mnie i zamiłowania do muzyki.
Pierwsza złamała się Christie.
- Zgoda. Zdołam przedołać i spróbuję nie krytykować jego poważnego instrumentu.
Leo się zaśmiał.
- A ja postaram się nie krytykować wszystkiego, co mnie w niej irytuje.
- Dzięki - warknęła z sarkazmem.
Czułam, że to będzie długi wieczór.
~*~
Trying hard to fight these tears
I'm crazy worried
Messing with my head this fear
I'm so sorry
You know you gotta get it out
I can't take it
That's what being friends about
I, I want to cry
I can't deny
Tonight I wanna up and hide
And get inside
It isn't right
I gotta live in my life
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Push until you can't and then demand more
Determinate, d-determinate
You and me together, we can make it better
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Hate to feel this way
And waste a day
I gotta get myself on stage
I shouldn't wait or be afraid
The chips will fall where they may
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Push until you can't and then demand more
Determinate, d-determinate
You and me together, we can make it better
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
It's Wen and I'm heaven-sent
Use it like a veteran
Renegade, lemonade, use it in my medicine
Go ahead and try to name a band we ain't better than
Reason why the whole world's picking us instead of them
People need a breather 'cause they're feeling that adrenaline
Stop! Now hurry up and let us in. Knock!
'Cause we're coming to your house (and)
People keep on smiling like the lemons in their mouths
I'm the real deal, you know how I feel
While they're in it for the mill
I'm just in it for the thrill
Get down now I ain't playin' around
Put your feet up on the ground
And just make that sound like
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Push until you can't and then demand more
Determinate, d-determinate
You and me together, we can make it better
Gotta turn the world into your dance floor
Determinate, d-determinate
Come on and, come on and
Come on and get it going
Come on and, come on and
Come on and get it going
On the dance floor
On the dance floor
D-D-Dance floor
D-Determinate
- W końcu - odetchnęłam z ulgą.
Początek tej piosenki należał do mnie, a reszta do Christie.
- Muszę przyznać, że wykonaliście kawał dobrej roboty - powiedział zadowolony Calum.
Nagle ktoś stanął w drzwiach i zaczął klaskać.
- Brawo! - uśmiechnął się ironicznie Ross - świetna piosenka.
- Jak dużo słyszałeś?
- Wystarczająco - przyznał i uśmiechnął się do mnie szeroko - świetny wokal.
Nie zarumieniłam się, jak to miałam w zwyczaju. Przyzwyczaiłam się już, że Lynch próbuje
mnie tym złamać i udowodnić, że się w nim kocham. Niedoczekanie!
- To już nie jest twój problem.
- Ale tylko cię pochwaliłem.
- Obelgą? - zmarszczyłam czoło - co ty tu w ogóle robisz o tej godzinie? Kto cię wpuścił?
- Muszę ze zdziwieniem przyznać, że szkoła nadal była otwarta. A wy? Co tu robicie o
siedemnastej?
- Już nic. Idziemy - zakomendorowałam, nakładając torbę na ramię i "przypadkowo"
uderzając ją Lyncha - przepraszam - ręka ześlizgnęła mi się po jego ramieniu, a po ciele
przeszły dreszcze, co mi się kompletnie nie spodobało - mam nadzieję, że ci niczego nie
uszkodziłam.
- Na razie, skarbie - pomachał mi na pożegnanie, ale pokazałam mu środkowy palec.
- Skarb to sobie znajdź gdzieś indziej. Zapytaj Samanthę, może ona będzie chętna.
**********************************
Jestem wredna, straszna i pesymistycznie nastawiona ostatnio do świata.
Od razu mówię, że nie proponujcie mi blogów, na których nie ma Raury albo Auslly, bo tylko do tych się przyzwyczaiłam.
Mam zły humor, do tego klawiatura coś się psuje, ale mniejsza z tym. Blogger mnie kocha. Następny niedługo ♥
środa, 5 marca 2014
06. Whataya Want From Me
Nie zawsze mów, co wiesz, ale zawsze wiedz, co mówisz.
~*~
6 październik
Ranienie innych stało się ostatnio numerem jeden na moich listach dnia codziennego. Nie było dnia, abym kogoś nie skrzywdziła - czy psychicznie, czy fizycznie. I to jest właśnie najgorsze.
Kiedyś nie pomyślałabym, że mogę się stać taka oschła i wściekła na cały świat. Kiedyś byłam dzieckiem, które kochało każdego człowieka, każdą chwilę i zabawę. Kiedyś miałam lojalnego przyjaciela! Chociaż wtedy go tak nazywałam.
Każdy człowiek jest w środku egoistą. Myśli tylko : "a co by było, gdybym..." , albo "a co za to będę miał?..." . I to jest najgorsza wada człowieka.
Jasne, można się wypierać, że jest inaczej, ale po co się okłamywać? Życie w kłamstwie jest okropne.
I ludzie po prostu kochają się kłócić! Ile razy zdarzyła się sytuacja, że rodzice kłócą się z tobą bo, na przykład, nie wyniosłeś śmieci. Albo nie wyszedłeś z psem. Ile razy mi się zdarzyło kłócić z Lynchem. Bóg to wie! I kto by uwierzył, że kiedyś byliśmy nierozłączni? Chyba po prostu ja mam inną definicję 'przyjaciela' niż Ross.
Ranek normalny. Bieganie Rocky'ego stało się normalnością dnia, więc nie zdołał poprawić mi humoru. A uwierzcie, nastrój miałam okropny. A to spotengowała jeszcze kłótnia z matką.
Wiecie, normalne, ludzkie, poranne czynności. Po prysznicu ubrałam się w przygotowany zestaw : czarne jeansy, niebieska bluzka na ramiączkach i granatowe koturny. Włosy zakręciłam lokówką, a oczy podkreśliłam czarną kredką oraz pomalowałam rzęsy. Chciałam, aby mój wygląd wyrażał mój humor.
Ale moja matka oczywiście musiała zwrócić akurat dziś na mnie uwagę. Pieprzone szczęście.
Zaczęło się niewinnie - robiła szybko śniadanie. Usiadłam na kanapie obok zamyślonego Paula i wpatrywałam się tępo w grający ekran telewizora. Dopiero po pięciu minutach zwróciłam uwagę, co oglądałam - był to Tom i Jerry.
- Dzieci, śniadanie! - krzyknęła z jadalni.
Brat automatycznie rzucił się do pomieszczenia, jakby tylko na to czekał od kilkunastu lat. Ja wstałam powoli, z cichym jękiem, bo nie było łatwo. Weszłam do pokoju.
- Matko Boska, dziecko, jak ty wyglądasz?! - wydarła się matka, gdy mnie zobaczyła - marsz w tej chwili i masz zmyć ten straszny makijaż!
Sama była ubrana na kolorowo i czepia się pesymistów.
- Nie ma mowy - zacisnęłam usta w wąską linijkę i pokręciłam przecząco głową - nie będę wyglądała przez całe życie jak aniołek.
- Masz mnie słuchać - warknęła - nie pokażesz się tak w szkole.
- A chcesz się założyć, mamo? - założyłam ręce na biodra i spojrzałam na nią wyzywająco.
Westchnęła, jakby miała na ramionach najgorszy ciężar na świecie. Mnie.
- Po prostu idź i zmyj tą kredkę. Tusz może zostać, ale nie te kreski.
- Nie - uparłam się - proszę, nie każ mi tego robić, bo nie chcę się kłócić, a tego nie zrobię.
Paul spoglądał na nas z zainteresowaniem, wcinając swoją porcję śniadania.
- Czemu choć raz nie możesz wyglądać dobrze?
- Oo, czyli zawsze wyglądam jak szmata, tak? Jak laska spod mostu? Spoko, dziękuję - warknęłam wściekła.
Wyszłam z jadalni trzaskając drzwiami. Skierowałam się do korytarza. Normalnie byłam tak zła, że bym mogła wybuchnąć.
Mama skierowała się za mną jak cień.
- Przepraszam, nie chciałam cię urazić i kompletnie nie o to mi chodziło - powiedziała cicho i moim zdaniem, zbyt wymuszenie - po prostu wiesz, jak mają matki.
- Matki dzielą się na dwie grupy : te, które są nadopiekuńcze oraz te, które w ogóle nie zwracają uwagi na swoje dzieci. Proszę, nie udawaj, że jesteś z grupy tych pierwszych - powiedziałam kwaśno i założyłam torbę na ramię - na razie. Będę po siedemnastej.
Wybiegłam z domu. Kierowałam się w stronę domu Holtów. Obecność Olivii zawsze dobrze na mnie wpływała. Miałam nadzieję, że tak będzie i tym razem.
Torba obijała się o mój bok, ale to zignorowałam. Cały czas biegłam, aż się dziwię, że jeszcze nie zemdlałam. Obojętnie minęłam dom Lynchów i truchtałam dalej. Gdy dobiegłam do domu, wpadłam na Liv, która wychodziła akurat z domu, odbiłam się od niej i upadłam na chodnik.
- Sorki, śliczna - powiedziała Olivia, uśmiechając się.
- To moja wina - mruknęłam i szykowałam się do wstania.
- Może pomogę? - usłyszałam znajomy głos.
Przed sobą zobaczyłam Rossa.
- Nie, dzięki. Sierotą nie jestem, ręce i nogi posiadam, tak samo jak mózg. Chyba - dodałam - poradzę sobie.
Zaśmiał się.
- Nie marudź, tylko chodź - złapał mnie za ramiona i podniósł do góry - co jest przyczyną twojego dzisiejszego wyglądu? - spytał niewinnie.
- Ci też nie pasuje? - wycedziłam - ludzie, nauczcie się tolerancji!
- Czy coś źle powiedziałem?
- Twoja matka coś źle zrobiła osiemnaście lat temu - warknęłam - daj mi już spokój. Nie udawaj świętoszka.
- Czemu ty taka jesteś? To ty mnie zostawiłaś.
Zaniemówiłam, a potem parsknęłam.
- Ja ciebie? Miej chodź odrobinę dumy i powiedz prawdę ludziom, okej? Proszę, miej tą odwagę. Bo najwidoczniej twoja duma poleciała razem z balonem ku niebiosom, bo pochlebiasz sobie obrażając mnie i moją rodzinę.
- Ale...
- Nie chcę twoich tłumaczeń, jasne? - przerwałam mu - zrobiłeś błąd kilka lat temu i nie naprawisz już tego - dokończyłam spokojnie - chodź, Liv.
Pociągnęłam przyjaciółkę za ramię w stronę szkoły.
~*~
- Czy to prawda? - panującą między nami ciszę przerwała Olivia.
- Ale co? - wyrwała mnie z zamyślenia.
- To, że to on cię zostawił.
- Nie wierzysz mi? - zmarszczyłam czoło - naprawdę myślisz, że ja go zostawiłam? A przypomnij sobie, jaki obraz miałaś przed oczami, gdy zobaczyłaś mnie pierwszy raz.
Chyba sięgnęła do pamięci, a potem się wzdrygnęła.
- Takich reakcji to nikt nie mógł we mnie zrobić - powiedziałam - oprócz niego. Był dla mnie najważniejszy. A ten obraz to obrazek biedy i rozpaczy. Wiesz, jak mi było ciężko? Nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół oprócz niego, a on mnie zostawił i rozgadał, że to ja zrobiłam to mu. Byłam pośmiewiskiem i w nikim oparcia. No bo niby w kim? Rydel była zajęta całkowicie czymś innym. Swoim byłym, James'em. Jej rodzina też nie mogła mi pomóc, a tym bardziej moja. No bo jak? Starsza siostra, która chyba jako jedyna mogła mi pomóc, wyjechała i nie chciała przyjechać, aby mnie wspierać. Matka mnie nienawidzi, a Paul miał chyba z siedem lat! Myślisz, że zrozumiałby moje problemy, skoro miał własne na temat alfabetu?
To chyba była moja najdłuższa wypowiedź odkąd się poznałyśmy.
Zapadła między nami niezręczna cisza.
- To nie było zbyt miłe - mruknęła w końcu, a ja westchnęłam.
- Bo nie było. I proszę, nie zadawaj mi więcej pytań na jego temat. Może kiedyś się pogodzimy. Może za kilka tygodni, a może za kilka lat. Może nigdy. Tyle.
~*~
Gdy weszłyśmy do szkoły, nie było dobrze. Wszyscy posyłali nam ukradkowe spojrzenia i czułam, że plotkowali o nas.
- Mam coś na twarzy czy co? - mruknęłam do przyjaciółki.
Pokręciła przecząco głową.
- To nie to. Pamiętasz, co było wczoraj? Rozgadał - jej głos stał się płaczliwy - teraz już będzie piekło.
Spojrzałam na nią krzywo.
- Myślisz, że dam cię zrównać z ziemią? Nie bez powodu jestem nazywana szkolną złośnicą i kłótnicą, czy jak oni to tam nazywają.
Zachichotała.
- Racja. Ale wiesz, jak to będzie. Tak już będzie przez kilka dni. Może i przez resztę dnia dadzą sobie spokój, ale już jutro będzie znowu źle.
- To znowu cię obronię - objęłam ją ramieniem - kujonku, jesteś moją przyjaciółką. Takie rzeczy się robi przyjaciołom.
- No dobra - westchnęła.
Szłyśmy pod salę od chemii w ciszy. Gdy siedziałyśmy pod salą i czekałyśmy na upragniony dzwonek, wyskoczyli chłopacy z klasy sympatii Liv i zaczęli nas wytykać palcami i wyśmiewać.
- Macie jakiś problem? - wstałam na równe nogi.
- Jak słodko. Złośnica broni swojego kujonka - wyśmiewali się ze mnie.
- Jasne - stanęłam niedbale - a czy wy też umiecie bronić siebie nawzajem?
Spojrzeli po sobie zdziwieni. Nie umieli zrozumieć mojej zagrywki i tu miałam dziurę w ich obronie.
- Posiadanie matki dyrektorki może i jest dziadowskie, ale też bardzo przydatne, jeśli chcesz się na kimś zemścić.
- O co ci chodzi? - Nataniel zmarszczył czoło.
- Wasze mamusie lubią się chwalić swoimi synkami. Dzwonią często do mojej mamy, aby poplotkować. Wiem o was wszystko - dokończyłam tajemniczym tonem.
- Blefujesz - zaprotestował Kellan.
- Chcesz się założyć? - spytałam wyzywająco.
Coś za dużo to dziś powtarzam.
- Mamusie kochają plotkować. Zupełnie jak dziewczyny. A ja - wskazałam na siebie - nie ważne jaką, ale jestem dziewczyną. Mogę posłać takie nowinki, że się nie pozbieracie przez rok.
- Jasne - prychnął Peter - no to powiedz coś o mnie?
Zastanowiłam się. Szukałam w głowie odpowiedniej kartoteki chłopaka.
- Kochasz piłkę nożną - skrzywił się ze śmiechu.
- To akurat każdy wie.
- Zaczekaj - przerwałam mu - wiem też, że twoja matka jest lekarzem, a ojciec żołnierzem. Oraz że podoba ci się LUCY HARDWIKE! - krzyknęłam, aby każdy na korytarzu mnie usłyszał.
Chłopak się zarumienił.
- Jutro się zemścimy - powiedział złowieszczo Kevin.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Czekam.
- Hazardzistka się znalazła. Tylko by się zakładała - mruknęła Liv, gdy odeszli.
Roześmiałam się.
- Jasne, czemu nie.
- Ale dziękuję za pomoc - przytuliła mnie.
Odwzajemniłam jej uścisk.
- Nie ma za co. Od czego są przyjaciele.
~*~
Już po pierwszej lekcji było po staremu. Wszyscy mnie unikali, Ross szukał zaczepek, bo nie doszło do niego to, co powiedziałam rano. Pierwsza sytuacja była po drugiej godzinie lekcyjnej. Blondyn był jeszcze bardziej nieznośny.
W końcu pierwszy raz się uśmiechnęłam tego dnia, a on od razu ten uśmiech starł.
Rozmowę z Christie i Olivią przerwał mi właśnie on.
Był niedbale oparty o framugę drzwi i czekał na mnie. Udawał, że mnie dziś pierwszy raz widzi.
- Proszę, proszę, proszę. Kogo my tu mamy? Naszą kochaną złośnicę - roześmiał się.
- Przykro mi, Rossiu, ale nie popieram twojej radości - przepchnęłam się przez ich grupkę - złaź mi z drogi, śledziu! - krzyknęłam, gdy na mojej drodze stanął Tom.
- Przykro mi, Lau - szepnął i złapał mnie za ramiona, uniemożliwiając ruch.
- Ależ droga Lauro - powiedział to wolno, wyraźnie i dobitnie (ROSS) - jak to można mnie nie kochać?
Przyglądająca się z boku sytuacji Christie szybkim krokiem podeszła do Toma i go popchnęła.
- Wiesz, że się nienawidzą - warknęła - chcesz doprowadzić do III wojny światowej?
Uwolniona odeszłam na kilka kroków.
- Gdzie się wybierasz, słońce? - spytał Lynch, podchodząc do mnie.
- Jak najdalej od ciebie. Nienawidzę hipokrytów.
- Idiotka - mruknęła Sam, była Rossa. Stała niedaleko, więc słyszałam każde jej słowo, nawet przez powstały harmider.
Przez Christinę wybuchła wielka awantura. Każdy kłócił się z każdym. Nawet Calum, który dotąd był cichutki jak mysz pod miotłą kłócił się z jakimś koleżką Lyncha.
- Idiotki nienawidzą idiotek, więc przetransportuj się dalej - powiedziałam zła - nie wiem, co kombinujesz, ale wiedz, że ci się nie uda - zwróciłam się do blondyna - nie wkurzysz mnie, nie zniszczysz mojego życia, nie pogorszysz i tak już złych stosunków z matką, a przede wszystkim nie zniszczysz mnie znowu.
- Nie mam takiego zamiaru - odparł lekko.
Pokiwałam ironicznie głową.
- Tia, jasne.
Drugi raz nie był wcale przyjemniejszy. A może jednak o wiele lepszy, bo przynajmniej dobrze zastosowałam moją porcję lunchu.
Jakie musiałam mieć powalone szczęście, że stał w kolejce równo przede mną!
Chciał mnie wkurzyć, więc dotykał swoimi przebrzydłymi rękami wszystko, co popadnie. Aż kucharka popatrzyła na niego karygodnie. Zignorował ją. Wzięłam moją porcję sałatki i zacisnęłam zęby, aby nie wybuchnąć.
W końcu szala się przebrała.
- Mógłbyś nie dotykać wszystkiego swoimi brudnymi palcami?! - krzyknęłam.
- Oo, może powinnaś pójść gdzieś, gdzie nikt nie dotyka owoców "swoimi brudnymi palcami" - świetnie się bawił wkurzając mnie.
Prychnęłam.
- Może pójdę - warknęłam.
- No to świetnie - posłał mi ironiczny uśmieszek.
- No jasne, że świetnie!
- Fajnie.
- Fajnie!
Już chciałam odejść, ale potknęłam się o swoje sznurówki i wyryłam orła. Cała moja porcja - sałatka, hamburger i sok jabłkowy - wylądowała na jego koszulce!
Spalił buraka i wściekły wybiegł ze stołówki. Wiedziałam, że się zemści.
Ale na dziś dał już sobie spokój.
No i dobrze! Myślałam, że nigdy już nie da sobie spokoju.
~*~
Wracałam z przyjaciółmi. (patrz : bohaterowie - ekipa Laury - od aut). Szliśmy przez park, rozmawiając na każdy możliwy temat. Pomimo tego, że Christie była dopiero od poniedziałku (a jest już czwartek) czuła się w naszym towarzystwie dość swobodnie.
Rozeszliśmy się dopiero około 16 (lekcje skończone o 14.30).
Szłam dalej przez park. Nagle zauważyłam, że dotarłam do ulubionego miejsca przebywania Paula - boiska do piłki nożnej. Ten park był naprawdę świetny.
Ujrzałam z daleka znajomą sylwetkę brata.
Całował się z jakąś ładną dziewczyną.
- A więc to jest powód twojego częstego znikania - wyszeptałam sama do siebie i wróciłam powolnym krokiem do domu.
*************************************
Tępo mam jak ta lala xd
Wczoraj o Auslly, dziś, jutro lub pojutrze na drugim o Raurze.
Love love love
Like like like
It's a special king of feeling
But not always so appealing
What you want is to get close
But to close is kinda gross
You gotta to go for what you want
But your keeping things on a friendly level is also a good option if you want things to stay the same. xd
CZEKAM NA WASZE OPINIE ☺ ♣ ☻ ♥
~*~
6 październik
Ranienie innych stało się ostatnio numerem jeden na moich listach dnia codziennego. Nie było dnia, abym kogoś nie skrzywdziła - czy psychicznie, czy fizycznie. I to jest właśnie najgorsze.
Kiedyś nie pomyślałabym, że mogę się stać taka oschła i wściekła na cały świat. Kiedyś byłam dzieckiem, które kochało każdego człowieka, każdą chwilę i zabawę. Kiedyś miałam lojalnego przyjaciela! Chociaż wtedy go tak nazywałam.
Każdy człowiek jest w środku egoistą. Myśli tylko : "a co by było, gdybym..." , albo "a co za to będę miał?..." . I to jest najgorsza wada człowieka.
Jasne, można się wypierać, że jest inaczej, ale po co się okłamywać? Życie w kłamstwie jest okropne.
I ludzie po prostu kochają się kłócić! Ile razy zdarzyła się sytuacja, że rodzice kłócą się z tobą bo, na przykład, nie wyniosłeś śmieci. Albo nie wyszedłeś z psem. Ile razy mi się zdarzyło kłócić z Lynchem. Bóg to wie! I kto by uwierzył, że kiedyś byliśmy nierozłączni? Chyba po prostu ja mam inną definicję 'przyjaciela' niż Ross.
Ranek normalny. Bieganie Rocky'ego stało się normalnością dnia, więc nie zdołał poprawić mi humoru. A uwierzcie, nastrój miałam okropny. A to spotengowała jeszcze kłótnia z matką.
Wiecie, normalne, ludzkie, poranne czynności. Po prysznicu ubrałam się w przygotowany zestaw : czarne jeansy, niebieska bluzka na ramiączkach i granatowe koturny. Włosy zakręciłam lokówką, a oczy podkreśliłam czarną kredką oraz pomalowałam rzęsy. Chciałam, aby mój wygląd wyrażał mój humor.
Ale moja matka oczywiście musiała zwrócić akurat dziś na mnie uwagę. Pieprzone szczęście.
Zaczęło się niewinnie - robiła szybko śniadanie. Usiadłam na kanapie obok zamyślonego Paula i wpatrywałam się tępo w grający ekran telewizora. Dopiero po pięciu minutach zwróciłam uwagę, co oglądałam - był to Tom i Jerry.
- Dzieci, śniadanie! - krzyknęła z jadalni.
Brat automatycznie rzucił się do pomieszczenia, jakby tylko na to czekał od kilkunastu lat. Ja wstałam powoli, z cichym jękiem, bo nie było łatwo. Weszłam do pokoju.
- Matko Boska, dziecko, jak ty wyglądasz?! - wydarła się matka, gdy mnie zobaczyła - marsz w tej chwili i masz zmyć ten straszny makijaż!
Sama była ubrana na kolorowo i czepia się pesymistów.
- Nie ma mowy - zacisnęłam usta w wąską linijkę i pokręciłam przecząco głową - nie będę wyglądała przez całe życie jak aniołek.
- Masz mnie słuchać - warknęła - nie pokażesz się tak w szkole.
- A chcesz się założyć, mamo? - założyłam ręce na biodra i spojrzałam na nią wyzywająco.
Westchnęła, jakby miała na ramionach najgorszy ciężar na świecie. Mnie.
- Po prostu idź i zmyj tą kredkę. Tusz może zostać, ale nie te kreski.
- Nie - uparłam się - proszę, nie każ mi tego robić, bo nie chcę się kłócić, a tego nie zrobię.
Paul spoglądał na nas z zainteresowaniem, wcinając swoją porcję śniadania.
- Czemu choć raz nie możesz wyglądać dobrze?
- Oo, czyli zawsze wyglądam jak szmata, tak? Jak laska spod mostu? Spoko, dziękuję - warknęłam wściekła.
Wyszłam z jadalni trzaskając drzwiami. Skierowałam się do korytarza. Normalnie byłam tak zła, że bym mogła wybuchnąć.
Mama skierowała się za mną jak cień.
- Przepraszam, nie chciałam cię urazić i kompletnie nie o to mi chodziło - powiedziała cicho i moim zdaniem, zbyt wymuszenie - po prostu wiesz, jak mają matki.
- Matki dzielą się na dwie grupy : te, które są nadopiekuńcze oraz te, które w ogóle nie zwracają uwagi na swoje dzieci. Proszę, nie udawaj, że jesteś z grupy tych pierwszych - powiedziałam kwaśno i założyłam torbę na ramię - na razie. Będę po siedemnastej.
Wybiegłam z domu. Kierowałam się w stronę domu Holtów. Obecność Olivii zawsze dobrze na mnie wpływała. Miałam nadzieję, że tak będzie i tym razem.
Torba obijała się o mój bok, ale to zignorowałam. Cały czas biegłam, aż się dziwię, że jeszcze nie zemdlałam. Obojętnie minęłam dom Lynchów i truchtałam dalej. Gdy dobiegłam do domu, wpadłam na Liv, która wychodziła akurat z domu, odbiłam się od niej i upadłam na chodnik.
- Sorki, śliczna - powiedziała Olivia, uśmiechając się.
- To moja wina - mruknęłam i szykowałam się do wstania.
- Może pomogę? - usłyszałam znajomy głos.
Przed sobą zobaczyłam Rossa.
- Nie, dzięki. Sierotą nie jestem, ręce i nogi posiadam, tak samo jak mózg. Chyba - dodałam - poradzę sobie.
Zaśmiał się.
- Nie marudź, tylko chodź - złapał mnie za ramiona i podniósł do góry - co jest przyczyną twojego dzisiejszego wyglądu? - spytał niewinnie.
- Ci też nie pasuje? - wycedziłam - ludzie, nauczcie się tolerancji!
- Czy coś źle powiedziałem?
- Twoja matka coś źle zrobiła osiemnaście lat temu - warknęłam - daj mi już spokój. Nie udawaj świętoszka.
- Czemu ty taka jesteś? To ty mnie zostawiłaś.
Zaniemówiłam, a potem parsknęłam.
- Ja ciebie? Miej chodź odrobinę dumy i powiedz prawdę ludziom, okej? Proszę, miej tą odwagę. Bo najwidoczniej twoja duma poleciała razem z balonem ku niebiosom, bo pochlebiasz sobie obrażając mnie i moją rodzinę.
- Ale...
- Nie chcę twoich tłumaczeń, jasne? - przerwałam mu - zrobiłeś błąd kilka lat temu i nie naprawisz już tego - dokończyłam spokojnie - chodź, Liv.
Pociągnęłam przyjaciółkę za ramię w stronę szkoły.
~*~
- Czy to prawda? - panującą między nami ciszę przerwała Olivia.
- Ale co? - wyrwała mnie z zamyślenia.
- To, że to on cię zostawił.
- Nie wierzysz mi? - zmarszczyłam czoło - naprawdę myślisz, że ja go zostawiłam? A przypomnij sobie, jaki obraz miałaś przed oczami, gdy zobaczyłaś mnie pierwszy raz.
Chyba sięgnęła do pamięci, a potem się wzdrygnęła.
- Takich reakcji to nikt nie mógł we mnie zrobić - powiedziałam - oprócz niego. Był dla mnie najważniejszy. A ten obraz to obrazek biedy i rozpaczy. Wiesz, jak mi było ciężko? Nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół oprócz niego, a on mnie zostawił i rozgadał, że to ja zrobiłam to mu. Byłam pośmiewiskiem i w nikim oparcia. No bo niby w kim? Rydel była zajęta całkowicie czymś innym. Swoim byłym, James'em. Jej rodzina też nie mogła mi pomóc, a tym bardziej moja. No bo jak? Starsza siostra, która chyba jako jedyna mogła mi pomóc, wyjechała i nie chciała przyjechać, aby mnie wspierać. Matka mnie nienawidzi, a Paul miał chyba z siedem lat! Myślisz, że zrozumiałby moje problemy, skoro miał własne na temat alfabetu?
To chyba była moja najdłuższa wypowiedź odkąd się poznałyśmy.
Zapadła między nami niezręczna cisza.
- To nie było zbyt miłe - mruknęła w końcu, a ja westchnęłam.
- Bo nie było. I proszę, nie zadawaj mi więcej pytań na jego temat. Może kiedyś się pogodzimy. Może za kilka tygodni, a może za kilka lat. Może nigdy. Tyle.
~*~
Gdy weszłyśmy do szkoły, nie było dobrze. Wszyscy posyłali nam ukradkowe spojrzenia i czułam, że plotkowali o nas.
- Mam coś na twarzy czy co? - mruknęłam do przyjaciółki.
Pokręciła przecząco głową.
- To nie to. Pamiętasz, co było wczoraj? Rozgadał - jej głos stał się płaczliwy - teraz już będzie piekło.
Spojrzałam na nią krzywo.
- Myślisz, że dam cię zrównać z ziemią? Nie bez powodu jestem nazywana szkolną złośnicą i kłótnicą, czy jak oni to tam nazywają.
Zachichotała.
- Racja. Ale wiesz, jak to będzie. Tak już będzie przez kilka dni. Może i przez resztę dnia dadzą sobie spokój, ale już jutro będzie znowu źle.
- To znowu cię obronię - objęłam ją ramieniem - kujonku, jesteś moją przyjaciółką. Takie rzeczy się robi przyjaciołom.
- No dobra - westchnęła.
Szłyśmy pod salę od chemii w ciszy. Gdy siedziałyśmy pod salą i czekałyśmy na upragniony dzwonek, wyskoczyli chłopacy z klasy sympatii Liv i zaczęli nas wytykać palcami i wyśmiewać.
- Macie jakiś problem? - wstałam na równe nogi.
- Jak słodko. Złośnica broni swojego kujonka - wyśmiewali się ze mnie.
- Jasne - stanęłam niedbale - a czy wy też umiecie bronić siebie nawzajem?
Spojrzeli po sobie zdziwieni. Nie umieli zrozumieć mojej zagrywki i tu miałam dziurę w ich obronie.
- Posiadanie matki dyrektorki może i jest dziadowskie, ale też bardzo przydatne, jeśli chcesz się na kimś zemścić.
- O co ci chodzi? - Nataniel zmarszczył czoło.
- Wasze mamusie lubią się chwalić swoimi synkami. Dzwonią często do mojej mamy, aby poplotkować. Wiem o was wszystko - dokończyłam tajemniczym tonem.
- Blefujesz - zaprotestował Kellan.
- Chcesz się założyć? - spytałam wyzywająco.
Coś za dużo to dziś powtarzam.
- Mamusie kochają plotkować. Zupełnie jak dziewczyny. A ja - wskazałam na siebie - nie ważne jaką, ale jestem dziewczyną. Mogę posłać takie nowinki, że się nie pozbieracie przez rok.
- Jasne - prychnął Peter - no to powiedz coś o mnie?
Zastanowiłam się. Szukałam w głowie odpowiedniej kartoteki chłopaka.
- Kochasz piłkę nożną - skrzywił się ze śmiechu.
- To akurat każdy wie.
- Zaczekaj - przerwałam mu - wiem też, że twoja matka jest lekarzem, a ojciec żołnierzem. Oraz że podoba ci się LUCY HARDWIKE! - krzyknęłam, aby każdy na korytarzu mnie usłyszał.
Chłopak się zarumienił.
- Jutro się zemścimy - powiedział złowieszczo Kevin.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Czekam.
- Hazardzistka się znalazła. Tylko by się zakładała - mruknęła Liv, gdy odeszli.
Roześmiałam się.
- Jasne, czemu nie.
- Ale dziękuję za pomoc - przytuliła mnie.
Odwzajemniłam jej uścisk.
- Nie ma za co. Od czego są przyjaciele.
~*~
Już po pierwszej lekcji było po staremu. Wszyscy mnie unikali, Ross szukał zaczepek, bo nie doszło do niego to, co powiedziałam rano. Pierwsza sytuacja była po drugiej godzinie lekcyjnej. Blondyn był jeszcze bardziej nieznośny.
W końcu pierwszy raz się uśmiechnęłam tego dnia, a on od razu ten uśmiech starł.
Rozmowę z Christie i Olivią przerwał mi właśnie on.
Był niedbale oparty o framugę drzwi i czekał na mnie. Udawał, że mnie dziś pierwszy raz widzi.
- Proszę, proszę, proszę. Kogo my tu mamy? Naszą kochaną złośnicę - roześmiał się.
- Przykro mi, Rossiu, ale nie popieram twojej radości - przepchnęłam się przez ich grupkę - złaź mi z drogi, śledziu! - krzyknęłam, gdy na mojej drodze stanął Tom.
- Przykro mi, Lau - szepnął i złapał mnie za ramiona, uniemożliwiając ruch.
- Ależ droga Lauro - powiedział to wolno, wyraźnie i dobitnie (ROSS) - jak to można mnie nie kochać?
Przyglądająca się z boku sytuacji Christie szybkim krokiem podeszła do Toma i go popchnęła.
- Wiesz, że się nienawidzą - warknęła - chcesz doprowadzić do III wojny światowej?
Uwolniona odeszłam na kilka kroków.
- Gdzie się wybierasz, słońce? - spytał Lynch, podchodząc do mnie.
- Jak najdalej od ciebie. Nienawidzę hipokrytów.
- Idiotka - mruknęła Sam, była Rossa. Stała niedaleko, więc słyszałam każde jej słowo, nawet przez powstały harmider.
Przez Christinę wybuchła wielka awantura. Każdy kłócił się z każdym. Nawet Calum, który dotąd był cichutki jak mysz pod miotłą kłócił się z jakimś koleżką Lyncha.
- Idiotki nienawidzą idiotek, więc przetransportuj się dalej - powiedziałam zła - nie wiem, co kombinujesz, ale wiedz, że ci się nie uda - zwróciłam się do blondyna - nie wkurzysz mnie, nie zniszczysz mojego życia, nie pogorszysz i tak już złych stosunków z matką, a przede wszystkim nie zniszczysz mnie znowu.
- Nie mam takiego zamiaru - odparł lekko.
Pokiwałam ironicznie głową.
- Tia, jasne.
Drugi raz nie był wcale przyjemniejszy. A może jednak o wiele lepszy, bo przynajmniej dobrze zastosowałam moją porcję lunchu.
Jakie musiałam mieć powalone szczęście, że stał w kolejce równo przede mną!
Chciał mnie wkurzyć, więc dotykał swoimi przebrzydłymi rękami wszystko, co popadnie. Aż kucharka popatrzyła na niego karygodnie. Zignorował ją. Wzięłam moją porcję sałatki i zacisnęłam zęby, aby nie wybuchnąć.
W końcu szala się przebrała.
- Mógłbyś nie dotykać wszystkiego swoimi brudnymi palcami?! - krzyknęłam.
- Oo, może powinnaś pójść gdzieś, gdzie nikt nie dotyka owoców "swoimi brudnymi palcami" - świetnie się bawił wkurzając mnie.
Prychnęłam.
- Może pójdę - warknęłam.
- No to świetnie - posłał mi ironiczny uśmieszek.
- No jasne, że świetnie!
- Fajnie.
- Fajnie!
Już chciałam odejść, ale potknęłam się o swoje sznurówki i wyryłam orła. Cała moja porcja - sałatka, hamburger i sok jabłkowy - wylądowała na jego koszulce!
Spalił buraka i wściekły wybiegł ze stołówki. Wiedziałam, że się zemści.
Ale na dziś dał już sobie spokój.
No i dobrze! Myślałam, że nigdy już nie da sobie spokoju.
~*~
Wracałam z przyjaciółmi. (patrz : bohaterowie - ekipa Laury - od aut). Szliśmy przez park, rozmawiając na każdy możliwy temat. Pomimo tego, że Christie była dopiero od poniedziałku (a jest już czwartek) czuła się w naszym towarzystwie dość swobodnie.
Rozeszliśmy się dopiero około 16 (lekcje skończone o 14.30).
Szłam dalej przez park. Nagle zauważyłam, że dotarłam do ulubionego miejsca przebywania Paula - boiska do piłki nożnej. Ten park był naprawdę świetny.
Ujrzałam z daleka znajomą sylwetkę brata.
Całował się z jakąś ładną dziewczyną.
- A więc to jest powód twojego częstego znikania - wyszeptałam sama do siebie i wróciłam powolnym krokiem do domu.
*************************************
Tępo mam jak ta lala xd
Wczoraj o Auslly, dziś, jutro lub pojutrze na drugim o Raurze.
Love love love
Like like like
It's a special king of feeling
But not always so appealing
What you want is to get close
But to close is kinda gross
You gotta to go for what you want
But your keeping things on a friendly level is also a good option if you want things to stay the same. xd
CZEKAM NA WASZE OPINIE ☺ ♣ ☻ ♥
środa, 26 lutego 2014
05. Wake Me Up Before You Go-Go
5 październik
"Bądź sobą, wszyscy inni są już zajęci" ~Oskar Wilde
I znów wracam do Wilde'a i do stwierdzenia, że to bardzo mądry człowiek.
Zawsze trzeba być sobą i nie udawać nikogo innego, bo po co? Po co być doskonałą kopią kogoś innego, jak możemy być marną kopią samego siebie. I to jest najlepsze rozwiązanie.
~*~
Ranek jak ranek. Co może się dziać w środowy poranek?
Oprócz, jak zwykle, snu telefonu na podłodze, tyłka Abby przy mojej twarzy i chłopaka biegającego w bokserkach po podwórku. No chyba nic.
Śmiejąc się w najlepsze obserwowałam z okna, jak Rocky biega w bokserkach po nawet ruchliwej o tej porze drodze. Po kilku chwilach zauważyłam z boku mojego domu Rydel gwiżdżącą w gwizdek, a w oknie naprzeciwko naszą nastoletnią sąsiadkę, Marię, która wszystko nagrywała na swojej przenośnej kamerze. Mam nadzieję, że wrzuci to do internetu. To będzie hiiiiittt!
W szampańskim nastroju poszłam się umyć i ubrać, a po kwadransie zeszłam na dół i odkryłam, że nikogo nie ma w domu. Do ceramicznej miseczki nasypałam płatków kukurydzianych i zalałam zimnym mlekiem prosto z lodówki. W miską w ręku wyszłam na taras, gdzie przywitały mnie radosne promienie ciepłego słońca.
Podeszłam do blondynki.
- Cześć, Ryd - uśmiechnęłam się - co tam?
Dziewczyna odwróciła się i odwzajemniła mój gest.
- Jestem normalny i wiem co robię! - krzyczał Rocky.
- Wprost genialnie, a u ciebie?
- Nigdy nie mogło być lepiej - spojrzałam na męczącego się bruneta - co znów zmajstrował?
Wiedziałam, że gdy chłopcy zrobili coś szczególnie okropnego dla blondi, to ona znajdowała sposób, by się na nich zemścić. I umiała ich do tego zmusić, a to nie lada wyzwanie.
Raz Ross musiał podejść do podobającej mu się dziewczyny i nagadać jej różnych głupot dyktowanych przez starszą siostrę. Uwierzcie, tamta ruda się więcej do niego nie odezwała.
A innym razem Riker musiał wskoczyć do rzeczki nieopodal, cały mokry biegać po ulicy, przytulając pluszaka Hello Kitty i wrzeszczeć "Kocham mojego koteczka, z którym zawsze śpię w nocy, bo boję się, że zombie wyssie mi mózg!". A to najlżejsze kary dawane przez Delly.
- Nałożył moją ulubioną bluzkę na siebie, udawał mnie przed chłopakami,a zachowywał się naprawdę idiotycznie, potem podarł ją na pół i jedną część dał psu sąsiadki, który to obsikał, a drugą wrzucił do kibla.
Roześmiałam się.
- Kretyn.
- Jestem normalny i wiem co robię!
- Większych chyba nie widział świat - powiedziała wesoło i zagwizdała w gwizdek - koniec na dziś! Wracaj do domu!
- Na dziś? - zdziwiłam się.
- Będzie to robił jeszcze do niedzieli.
- Wow - wystawiła mi język - zdzwonimy się potem?
- Jasne. Zadzwonię. Na razie.
- Paa - pomachałam jej i wróciłam do domu. Umyłam miskę i włączyłam telewizor, bez celu oglądając nudny teleturniej.
Jednak po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Z cichym jękiem wstałam z kanapy i otworzyłam je. Za nimi stała zapłakana Olivia.
- Miałam iść już po ciebie, ale widzę, że nie ma już takiej potrzeby. Co się stało? - przygarnęłam przyjaciółkę do siebie, a ona wtuliła się we mnie.
- Ja... to znaczy... on... o Boże - rozpłakała się jeszcze bardziej.
Zrobiło mi się jej strasznie żal. Ona nigdy nie płakała bez powodu.
Zamknęłam drzwi nogą i zaprowadziłam przyjaciółkę do salonu. Wyłączyłam pilotem telewizor i położyłam go na szklany stolik.
- Nie możesz w takim stanie iść do szkoły. Zrobimy sobie dziś wagary - nakazałam.
- Ale... ale twoja... twoja matka? - wyjąkała.
- Porozmawiam z nią później. Przecież jeden dzień nieobecności w szkole nic nie zrobi, odrobimy to szybko. Jak się ogarniesz, to pójdziemy do Christie i Toma na obiad. Miło spędzimy dzień - uśmiechnęłam się lekko - a teraz opowiadaj, co się stało.
- No bo...
~*~
*Rossy*
Dzień jak co dzień. Ranek jak co ranek.
Rocky chociażby dobrze się bawił, ganiając się z Rydel po ulicy, a my tymczasem nudziliśmy się przed telewizorem. Nie wiedzieć czemu, żaden z nas nie chciał grać na konsoli. Przed szkołą zawsze tracimy chęć na cokolwiek.
Odblokowałem swój telefon. Była już 7.40 i miałem nowe powiadomienie z facebooka. Mam tak ustawione, że gdy ktokolwiek pisze coś o moich przyjaciołach albo rodzinie, zawsze mi się to wyświetla.
Był to filmik, jak Rocky biega w żółtych bokserkach w kaczuszki i szarej koszulce po ulicy. Pokazałem go moim braciom, na co wybuchnęli śmiechem.
Ciekawe, kto to nagrał.
- Zapewne nagrała to Laura - powiedział Ellington.
Pokręciłem przecząco głową.
- Zobacz na imię i nazwisko dziewczyny. Maria Fox.
- Może poprosiła ją, żeby to wrzuciła?
- Nie - zaprzeczył Riker - Laura by się odważyła i normalnie wrzuciła filmik z własnego konta. Widać, że mają niezłą widownię.
- Albo mieliśmy - do domu wszedł zdyszany Rocky - ja nie wiem, jak ja wytrzymam tak do niedzieli.
Uśmiechnąłem się kwaśno.
- Jesteś sławny - pokazałem mu filmik. Roześmiał się, wycierając pot z czoła.
- Widzisz, mam widownię w postaci ładnych dziewczyn.
- Wątpię, żeby Maria się chciała z tobą teraz umówić. A teraz do basenu, raz. Nie ma prysznica, bo nie zdążysz - trzasnęła drzwiami Rydel.
- To dalsza część kary? - jęknął chłopak.
- Do basenu - wysyczała blondynka - bo inaczej dajesz mi 30 dolców.
Westchnął, a dziewczyna uśmiechnęła się triumfująco.
- I mówią, że to faceci rządzą światem - podeszła do drzwi ogrodu - radzę ci się pospieszyć, bo za 5 minut wyjeżdżamy! - krzyknęła do bruneta.
- Jesteś wredna - wyjęczał, wychodząc i kładąc się na trawnik.
- Wiem - mruknęła - i dzięki temu mam dobry humorek. Raz dwa idź się przebieraj i wysusz, bo nie zdążysz. Twój czas mija, tik tak, tik tak.
- No dobra - burknął i wyminął ją w drzwiach, wchodząc po schodach na górę.
- Następnym razem pomyśl dwa razy, zaraz, zaraz. Powiedziałam do ciebie, żebyś pomyślał?
Wybuchnęliśmy śmiechem, a naburmuszony brunet wlazł na górę.
- Ale naprawdę bardzo dobrze udawał ciebie - powiedziałem rozbawiony.
Spojrzała na mnie wilkiem.
- Nie przeginaj, dobra? Chcesz do niego dołączyć?
Podniosłem ręce w geście obrony.
Po chwili jechaliśmy już do szkoły.
~*~
- Nie ma Marano? Normalnie wydarzenie roku - mówiłem do Joe'go.
Wzruszył ramionami.
- Kilka razy jej nie było.
- Ale wtedy była chora. Wczoraj nie zapowiadało się na to, żeby miała chorować.
- A ty co tak się nią interesujesz, co? - obok mnie stanęła ta nowa. Próbowałem przypomnieć sobie jej imię - Christie - założyła ręce na biodra i patrzyła na mnie wyczekująco.
- Cześć, Christie...
- Dla ciebie Christina - odsunęła się ode mnie, gdy się przysunąłem odrobinę - czekam na odpowiedź. Co ciebie tak interesuje Lau?
Pozwala tak do siebie mówić, a dziewczynę zna dopiero od dwóch dni? To bolało. Kiedyś tylko ja mogłem tak do niej mówić. Ale wszystko zniszczyłem.
- Nie powinieneś się cieszyć? Nie kopnie cię tam, gdzie słońce nie dochodzi - kontynuowała - żadnych kłótni, cała szkoła dla ciebie. No co, żadnej reakcji?
Spojrzałem tępo w ścianę. Pokiwała głową ze zrozumieniem. Joe jakoś nie spieszył mi się z pomocą, stał tylko i wpatrywał się w dziewczynę.
- Tak myślałam. Z łaski swojej odczep się od Marano, bo wystarczająco ją już skrzywdziłeś.
- To rozkaz?
Spojrzała na mnie wyzywająco.
- Wiem więcej, niż ci się wydaje. I jeśli nie będziesz się od niej trzymał z daleka, to osobiście wymyślę jakiś plan, żeby cię zniszczyć. Ode mnie też trzymaj się z daleka.
- To groźba?
- Jak kto na to patrzy - odburknęła.
- Joe - spojrzałem na kolegę ponaglająco - może mi pomożesz?
- Christina...
- Zamknij się - warknęła.
Odeszła pospiesznym krokiem.
Odetchnąłem głęboko.
- Wariatka - westchnąłem.
- Jak kto na to patrzy - powtórzył jej słowa.
Spojrzałem na niego krzywo.
- No co? Ostra jest. I nie do zdobycia.
Uniosłem wysoko brwi.
- Nawet dla mnie?
~*~
*Laura*
- Pamiętasz Gregorga, prawda? - spytała mnie Olivia.
Greg był kolejnym bezmózgim mięśniakiem, który nawet na procent nie stawiał na dorastanie umysłowe.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- Podobał ci się - dodałam.
- Tak - mruknęła. Uspokoiła się trochę od płaczu - posłuchałam serca i postanowiłam, że powiem mu o tym. Zobaczyłam go dziś rano, jak biegał. Wybiegłam, bo chciałam mu to powiedzieć.
- W ogóle nie wiem, jak może ci się podobać. Przecież ty nawet nie lubisz sportu.
Spojrzała na mnie wilkiem.
- Lubię czy nie lubię, on mi się podobał.
Między brwiami pojawiła mi się taka zmarszczka.
- Podobał?
- Teraz nie ma szans, żebym z nim się umówiła. I z mojej, i z jego strony.
- No to o co chodzi?
- Powiedziałam mu.
Zamilkła, spuszczając głowę w dół.
- Wyśmiał mnie i nazwał kujonką. Założę się, że teraz rozpowie całej szkole, że mi się podoba... podobał - poprawiła się.
- Nie przejmuj się. To chłopak, który nie zasługuje na odrobinę zachodu.
Przytuliłam się do niej. Odwzajemniła gest.
- Teraz to wiem. Ale boję się trochę iść do szkoły.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Znowu.
- Nie bój się. Jak coś, to cię obronię. Założę się, że Christie też jest w zasięgu, żeby nam pomóc.
- Dziękuję - mruknęła i przytuliła się jeszcze mocniej.
- To ja dziękuję. Za to, że jesteście.
Na chwilę zapanowała między nami cisza.
- No to co z tym obiadem u Redfordów? - spytała mnie, starając się w jakikolwiek sposób rozluźnić atmosferę.
Wzruszyłam ramionami.
- Sama nie wiem. Teraz chyba musimy poczekać, aż lekcje się skończą, żeby zadzwonić do Christie.
Skinęła głową i spojrzała na zegarek.
- Jest 9.20. To co robimy?
- Możemy coś porobić. Tylko co?
- Iść na trzecią lekcję?
Roześmiałam się.
- Już za późno. Chodź, coś wymyślimy - pociągnęłam ją za rękę w stronę mojego pokoju.
~*~
W moim pokoju siedziałyśmy aż do godziny 14. Przez pięć godzin gadałyśmy o wszystkim, co nam ślina na język przyniosła.
Gdy w salonie zadzwonił telefon, podskoczyłam ze zdziwienia.
- Zaczekaj tu. Zaraz wrócę - poleciłam przyjaciółce i zeszłam na dół. Podniosłam słuchawkę.
- Laura?
- Calum - powiedziałam, gdy usłyszałam jego głos - coś się stało?
- Nic takiego. Co się stało z wami? Przez cały dzień nie było was w szkole. Lynch chodził struty i nikomu jakoś dziś nie szkodził.
Zachichotałam.
- A jeśli powiem, że zrobiłyśmy sobie wagary?
Wiedziałam, że nie uwierzył.
- Serio Laura, serio? Ty i wagary?
- To nie twój interes. I tak nie zrozumiesz.
- Chłopcy?
- Mhm - mruknęłam - porozmawiamy jutro, bo będziemy wtedy już normalnie w szkole.
- Spoko. Jeśli nie, to zaciągnę was do niej siłą.
- Gadaj zdrów. Na razie, Calum.
- Narka.
Rozłączył się.
Po chwili zeszła Olivia po schodach.
- Kto to był?
- Calum - szepnęłam - teraz chyba należy zadzwonić do Christie.
- Chyba nie trzeba - powiedziała blondynka, spoglądając w okno - już tu przyszła.
Widziałam dziewczynę, która szła w stronę mojego domu. Po chwili zadzwonił dzwonek.
Otworzyłam jej drzwi.
- Skąd masz mój adres? - spytałam podejrzliwie.
- Też mi ciebie miło widzieć - powiedziała z ironią - mam swoje sposoby. Idziecie już?
Spojrzałam na Holt, która tylko skinęła głową.
- Tylko uważajcie. Moi rodzice są mega porąbani - odezwała się brunetka - będziecie musiały zostawić buty pod drzwiami, a włosy konieczne związane.
Spojrzałam na nią dziwnie.
- Mają dziwny przesąd, że jeśli kobieta w domu ma rozpuszczone włosy, to będzie tu bieda. Mówię, że są porąbani.
Westchnęłam.
- Zgoda - podałam gumkę przyjaciółce i sama związałam włosy w ciasnego koka.
- I żadnych zielonych ubrań. Podobno to przyciąga nieszczęście.
- Coś dużo tego.
Uśmiechnęła się lekko.
- Zdziwiłabyś się. Idziemy?
~*~
Christie mieszkała w naprawdę dobrym domu. Najnowsze apartamenty na przedmieściach, których ceny były boleśnie wysokie, nie należały do każdego.
- Twoi rodzice są aż tak bogaci? - mruknęłam do brunetki.
- Są biznesmenami - odpowiedziała.
- Zupełnie jak rodzice Lynchów - powiedziała Liv.
Nowoczesną windą wjechałyśmy na ósme piętro. Na każdym piętrze były po dwa mieszkania.
Na korytarzu nie stały żadne rośliny, tylko czerwony dywan prowadzący do mieszkań. Fioletowa farba na ścianach była nieskazitelnie czysta.
- Nikt tu prawie nie wchodzi. Jak zauważyłyście, musiałam wpisać cholernie długi kod.
Pokiwałam głową, że rozumiem.
Gdy doszłyśmy do mieszkania pod numerem 19 zdjęłyśmy buty i weszłyśmy do mieszkania.
- Już jesteśmy, mamo. Przyprowadziłam koleżanki.
Weszłyśmy niepewnie wgłąb mieszkania.
- Dzień dobry - powiedziałam grzecznie, gdy ujrzałam przed sobą niewysoką kobietę o srogim wyrazie twarzy i ostrych rysach, krótkich czarnych włosach związanych w ciasnego kucyka i czarno-białym ubraniu. Za nią stanął średniego wzrostu mężczyzna o lekkim zaroście, króciutkich brązowych włosach i tak samo, jak jego żona, ostrych rysach twarzy. Kompletnie nie przypominali swoich dzieci.
- Dzień dobry - odpowiedział mężczyzna basowym głosem - miło mi poznać pierwsze koleżanki naszych dzieci.
Pomimo tych słów wydawało mi się, że nie przypadłyśmy małżeństwu do gustu.
- Darujcie sobie - warknęła Christie - gdyby nie Tom, to by nigdy tu nie przyszły. Nie interesujecie się nikim oprócz samymi sobą i Tomem. Victora też zaniedbujecie.
- Kto to Victor? - spytałam cicho.
- Mój młodszy brat. Też nie chce iść w ślady rodziców i uczyć się wszystkiego oraz tworzyć bezsensownych rzeczy, dlatego nie zwracają na niego uwagi.
Dała powód do myślenia swoim rodzicom, ale ich to nawet nie ruszyło.
- W końcu jesteście - sytuacje rozładował Tom, wpadając do korytarza z uśmiechem - nie mogłem się was doczekać.
Za nim stanął chłopczyk w wieku około 10 lat. Był niewesoły i nieswój.
- Może przejdźmy już do jadalni - zaproponowała kobieta.
- Chcecie się ich jak najszybciej pozbyć, co?
- Christina - powiedział ostrzegawczo jej ojciec, a ona spojrzała na niego wilkiem.
- Taka prawda. Nie są takie, jak córeczki waszych znajomych, dlatego nie macie zamiaru zbyt długo znosić ich obecności. Prawda boli, co?
Zrobiła krok do przodu, ale Tom zatrzymał ją za ramię. Odwróciłam się do małego Victora.
- Cześć - uśmiechnęłam się lekko - jestem Laura, a ty?
- Victor - powiedział beznamiętnie.
- Często się tak kłócą?
- O byle rzeczy? Tak. O wiele za często. Ale to Christie ma rację. Rodzice przesadzają.
Kucnęłam lekko. Gdy Christie znowu warknęła przy moim uchu, aż podskoczyłam ze zdziwienia.
- Jeśli upieracie się, że nic nie macie do moich koleżanek, do może ucieszy was fakt, że tworzymy razem szkolny zespół i będą się tu często pojawiać.
Olivia stała pod ścianą i milcząca patrzyła na kłótnię rodzinną.
- Christie, nie zawsze ty musisz mieć ostatnie słowo - powiedział Thomas - usiądźmy już przy tym stole, a potem pójdziemy do naszych pokoi. Będziecie miały spokój i dokończycie swoją piosenkę.
Westchnęła.
- Dobra, Ale nie robię tego dla nich - spojrzała znów na swoich rodziców, którzy nadal wyglądali, jakby nic się nie stało. To nie jest normalne zachowanie.
- Chodźcie, dziewczyny. Usiądźcie do stołu - powiedział facet, a my razem z blondynką poszłyśmy za jego poleceniem. Usiadłam niepewnie do stołu i spojrzałam na apetycznie wyglądające jedzenie. Nie wiedziałam, co robić. Teraz i ja czułam się nieswojo.
- Co planujecie na przyszłość? - spytała pani Redford, starając się na miły ton.
- Ja chyba pójdę na medycynę - powiedziała Olivia i znów wbiła wzrok w stół.
- A ty, Lauro?
- Tak naprawdę sama nie wiem. Mama chyba planuje mi studia prawnicze, ale nie jestem pewna, czy aby na pewno to chcę robić przez całe życie.
Spojrzała na mnie zdziwiona. Wreszcie jej twarz przedstawiała jakieś emocje.
- Dlaczego? To bardzo dobry pomysł.
- Niestety nikt nie może mnie do tego zmusić. Jeśli będę czuła, że mam ochotę być prawnikiem, to to zrobię. Nie mam zamiaru wykonywać poleceń innych dotyczących mojego życia.
Mruknęła coś pod nosem, nakładając sobie kawałek pieczeni na talerz.
- To miło, że masz własne zdanie.
Christie spojrzała na mnie porozumiewawczo, a Tom chyba z... podziwem?
Nałożyłam sobie niewielki kawałek pieczeni i trochę ziemniaków, zjadając porcję sałatki. Cisza była niemiła.
Gdy obiad dobiegł końca, w reszcie mogłyśmy iść do pokoju koleżanki.
Wcześniej tak zaaferowana ludźmi nie zwróciłam uwagi na wystrój domu. Teraz miałam szansę odrobić braki.
Wszystkie ściany były w kolorze jasnym-pomarańczowym. Salon był jak zwykły salon - telewizor plazmowy, kanapa, stolik. Kuchnia normalna, przestrzenna i pełna światła. Cztery sypialnie - do pokoju ich rodziców nie miałam zamiaru wchodzić. Normalny dom i nienormalni domownicy.
Pokój Christie był typowo rockowo-nastoletni (czy coś w tym stylu xd - od aut). Czerwone ściany, wielka szafa. Oddzielna garderoba, w której i tak nie było zbyt dużo ciuchów. Najwięcej ich było w kolorze czarnym. Laptop na biurku, tam też porozwalane książki. Na półkach było wiele tomów opasłych ksiąg o różnej tematyce. Moją uwagę najbardziej przykuł keyboard prawie na środku pokoju.
- Wow - westchnęła Olivia koło mojego ucha - ale odjazd.
- Nigdy nie podobał ci się taki styl - odpowiedziałam jej, ale miałam takie same zdanie.
Wzruszyła ramionami.
- Może pora na zmiany?
Pokręciłam szybko głową.
- Nie ma mowy. Christie mi wystarczy.
Zaśmiały się obie. Christina podeszła do instrumentu i zabrała wszystkie kartki, które rozsypały jej się po podłodze. Podeszłam do niej i pomogłam pozbierać.
Zauważyłam, że są to nuty i teksty różnych piosenek, których jeszcze nie znałam.
- Piszesz piosenki? - spytałam, zachwycona tekstem rockowej piosenki.
Pokiwała głową.
- Czasami, kiedy mam wenę twórczą i czas, ale nie są zbyt dobrze - odparła beznamiętnie.
- Ty żartujesz? - pisnęłam.
- Jak tak ci się podoba, to przyniosę ci ją jutro. Dokończoną. A teraz wam pokażę, jaką miałam koncepcję na twoją piosenkę.
- No dobra - westchnęłam - ale masz mi ją jutro przynieść.
Zignorowała moją ostatnią wypowiedź i zagrała kilkanaście taktów piosenki. Po chwili usłyszałam jej dźwięczny głos.
Trying hard to fight these tears
I'm crazy worried
Messing with my head this fear
I'm so sorry
You know you gotta get it out
I can't take it
That's what being friends about
I, I want to cry
I can't deny
Tonight I wanna up and hide
And get inside
It isn't right
I gotta live in my life
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it
- Jest naprawdę świetna. Dziewczyno, masz talent! - wykrzyknęła Liv, na co Christ się uśmiechnęła.
- Dzięki. Choć dwie osoby to doceniają.
I tak minął, słodko-kwaśno, świetny dzień. I mam nadzieję, że już nigdy nie wyląduję w mieszkaniu Redfordów, gdy małżeństwo będzie w domu.
******************************
Weny za grosz. Przeciętniak.
Ale taki już los szaraczków :D
Dziękuję za 11 komentarzy pod ostatnim postem. Dobijecie do 15? xd
Nie karzę, ale bardzo proszę ;)
Do następnego ♥
"Bądź sobą, wszyscy inni są już zajęci" ~Oskar Wilde
I znów wracam do Wilde'a i do stwierdzenia, że to bardzo mądry człowiek.
Zawsze trzeba być sobą i nie udawać nikogo innego, bo po co? Po co być doskonałą kopią kogoś innego, jak możemy być marną kopią samego siebie. I to jest najlepsze rozwiązanie.
~*~
Ranek jak ranek. Co może się dziać w środowy poranek?
Oprócz, jak zwykle, snu telefonu na podłodze, tyłka Abby przy mojej twarzy i chłopaka biegającego w bokserkach po podwórku. No chyba nic.
Śmiejąc się w najlepsze obserwowałam z okna, jak Rocky biega w bokserkach po nawet ruchliwej o tej porze drodze. Po kilku chwilach zauważyłam z boku mojego domu Rydel gwiżdżącą w gwizdek, a w oknie naprzeciwko naszą nastoletnią sąsiadkę, Marię, która wszystko nagrywała na swojej przenośnej kamerze. Mam nadzieję, że wrzuci to do internetu. To będzie hiiiiittt!
W szampańskim nastroju poszłam się umyć i ubrać, a po kwadransie zeszłam na dół i odkryłam, że nikogo nie ma w domu. Do ceramicznej miseczki nasypałam płatków kukurydzianych i zalałam zimnym mlekiem prosto z lodówki. W miską w ręku wyszłam na taras, gdzie przywitały mnie radosne promienie ciepłego słońca.
Podeszłam do blondynki.
- Cześć, Ryd - uśmiechnęłam się - co tam?
Dziewczyna odwróciła się i odwzajemniła mój gest.
- Jestem normalny i wiem co robię! - krzyczał Rocky.
- Wprost genialnie, a u ciebie?
- Nigdy nie mogło być lepiej - spojrzałam na męczącego się bruneta - co znów zmajstrował?
Wiedziałam, że gdy chłopcy zrobili coś szczególnie okropnego dla blondi, to ona znajdowała sposób, by się na nich zemścić. I umiała ich do tego zmusić, a to nie lada wyzwanie.
Raz Ross musiał podejść do podobającej mu się dziewczyny i nagadać jej różnych głupot dyktowanych przez starszą siostrę. Uwierzcie, tamta ruda się więcej do niego nie odezwała.
A innym razem Riker musiał wskoczyć do rzeczki nieopodal, cały mokry biegać po ulicy, przytulając pluszaka Hello Kitty i wrzeszczeć "Kocham mojego koteczka, z którym zawsze śpię w nocy, bo boję się, że zombie wyssie mi mózg!". A to najlżejsze kary dawane przez Delly.
- Nałożył moją ulubioną bluzkę na siebie, udawał mnie przed chłopakami,a zachowywał się naprawdę idiotycznie, potem podarł ją na pół i jedną część dał psu sąsiadki, który to obsikał, a drugą wrzucił do kibla.
Roześmiałam się.
- Kretyn.
- Jestem normalny i wiem co robię!
- Większych chyba nie widział świat - powiedziała wesoło i zagwizdała w gwizdek - koniec na dziś! Wracaj do domu!
- Na dziś? - zdziwiłam się.
- Będzie to robił jeszcze do niedzieli.
- Wow - wystawiła mi język - zdzwonimy się potem?
- Jasne. Zadzwonię. Na razie.
- Paa - pomachałam jej i wróciłam do domu. Umyłam miskę i włączyłam telewizor, bez celu oglądając nudny teleturniej.
Jednak po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Z cichym jękiem wstałam z kanapy i otworzyłam je. Za nimi stała zapłakana Olivia.
- Miałam iść już po ciebie, ale widzę, że nie ma już takiej potrzeby. Co się stało? - przygarnęłam przyjaciółkę do siebie, a ona wtuliła się we mnie.
- Ja... to znaczy... on... o Boże - rozpłakała się jeszcze bardziej.
Zrobiło mi się jej strasznie żal. Ona nigdy nie płakała bez powodu.
Zamknęłam drzwi nogą i zaprowadziłam przyjaciółkę do salonu. Wyłączyłam pilotem telewizor i położyłam go na szklany stolik.
- Nie możesz w takim stanie iść do szkoły. Zrobimy sobie dziś wagary - nakazałam.
- Ale... ale twoja... twoja matka? - wyjąkała.
- Porozmawiam z nią później. Przecież jeden dzień nieobecności w szkole nic nie zrobi, odrobimy to szybko. Jak się ogarniesz, to pójdziemy do Christie i Toma na obiad. Miło spędzimy dzień - uśmiechnęłam się lekko - a teraz opowiadaj, co się stało.
- No bo...
~*~
*Rossy*
Dzień jak co dzień. Ranek jak co ranek.
Rocky chociażby dobrze się bawił, ganiając się z Rydel po ulicy, a my tymczasem nudziliśmy się przed telewizorem. Nie wiedzieć czemu, żaden z nas nie chciał grać na konsoli. Przed szkołą zawsze tracimy chęć na cokolwiek.
Odblokowałem swój telefon. Była już 7.40 i miałem nowe powiadomienie z facebooka. Mam tak ustawione, że gdy ktokolwiek pisze coś o moich przyjaciołach albo rodzinie, zawsze mi się to wyświetla.
Był to filmik, jak Rocky biega w żółtych bokserkach w kaczuszki i szarej koszulce po ulicy. Pokazałem go moim braciom, na co wybuchnęli śmiechem.
Ciekawe, kto to nagrał.
- Zapewne nagrała to Laura - powiedział Ellington.
Pokręciłem przecząco głową.
- Zobacz na imię i nazwisko dziewczyny. Maria Fox.
- Może poprosiła ją, żeby to wrzuciła?
- Nie - zaprzeczył Riker - Laura by się odważyła i normalnie wrzuciła filmik z własnego konta. Widać, że mają niezłą widownię.
- Albo mieliśmy - do domu wszedł zdyszany Rocky - ja nie wiem, jak ja wytrzymam tak do niedzieli.
Uśmiechnąłem się kwaśno.
- Jesteś sławny - pokazałem mu filmik. Roześmiał się, wycierając pot z czoła.
- Widzisz, mam widownię w postaci ładnych dziewczyn.
- Wątpię, żeby Maria się chciała z tobą teraz umówić. A teraz do basenu, raz. Nie ma prysznica, bo nie zdążysz - trzasnęła drzwiami Rydel.
- To dalsza część kary? - jęknął chłopak.
- Do basenu - wysyczała blondynka - bo inaczej dajesz mi 30 dolców.
Westchnął, a dziewczyna uśmiechnęła się triumfująco.
- I mówią, że to faceci rządzą światem - podeszła do drzwi ogrodu - radzę ci się pospieszyć, bo za 5 minut wyjeżdżamy! - krzyknęła do bruneta.
- Jesteś wredna - wyjęczał, wychodząc i kładąc się na trawnik.
- Wiem - mruknęła - i dzięki temu mam dobry humorek. Raz dwa idź się przebieraj i wysusz, bo nie zdążysz. Twój czas mija, tik tak, tik tak.
- No dobra - burknął i wyminął ją w drzwiach, wchodząc po schodach na górę.
- Następnym razem pomyśl dwa razy, zaraz, zaraz. Powiedziałam do ciebie, żebyś pomyślał?
Wybuchnęliśmy śmiechem, a naburmuszony brunet wlazł na górę.
- Ale naprawdę bardzo dobrze udawał ciebie - powiedziałem rozbawiony.
Spojrzała na mnie wilkiem.
- Nie przeginaj, dobra? Chcesz do niego dołączyć?
Podniosłem ręce w geście obrony.
Po chwili jechaliśmy już do szkoły.
~*~
- Nie ma Marano? Normalnie wydarzenie roku - mówiłem do Joe'go.
Wzruszył ramionami.
- Kilka razy jej nie było.
- Ale wtedy była chora. Wczoraj nie zapowiadało się na to, żeby miała chorować.
- A ty co tak się nią interesujesz, co? - obok mnie stanęła ta nowa. Próbowałem przypomnieć sobie jej imię - Christie - założyła ręce na biodra i patrzyła na mnie wyczekująco.
- Cześć, Christie...
- Dla ciebie Christina - odsunęła się ode mnie, gdy się przysunąłem odrobinę - czekam na odpowiedź. Co ciebie tak interesuje Lau?
Pozwala tak do siebie mówić, a dziewczynę zna dopiero od dwóch dni? To bolało. Kiedyś tylko ja mogłem tak do niej mówić. Ale wszystko zniszczyłem.
- Nie powinieneś się cieszyć? Nie kopnie cię tam, gdzie słońce nie dochodzi - kontynuowała - żadnych kłótni, cała szkoła dla ciebie. No co, żadnej reakcji?
Spojrzałem tępo w ścianę. Pokiwała głową ze zrozumieniem. Joe jakoś nie spieszył mi się z pomocą, stał tylko i wpatrywał się w dziewczynę.
- Tak myślałam. Z łaski swojej odczep się od Marano, bo wystarczająco ją już skrzywdziłeś.
- To rozkaz?
Spojrzała na mnie wyzywająco.
- Wiem więcej, niż ci się wydaje. I jeśli nie będziesz się od niej trzymał z daleka, to osobiście wymyślę jakiś plan, żeby cię zniszczyć. Ode mnie też trzymaj się z daleka.
- To groźba?
- Jak kto na to patrzy - odburknęła.
- Joe - spojrzałem na kolegę ponaglająco - może mi pomożesz?
- Christina...
- Zamknij się - warknęła.
Odeszła pospiesznym krokiem.
Odetchnąłem głęboko.
- Wariatka - westchnąłem.
- Jak kto na to patrzy - powtórzył jej słowa.
Spojrzałem na niego krzywo.
- No co? Ostra jest. I nie do zdobycia.
Uniosłem wysoko brwi.
- Nawet dla mnie?
~*~
*Laura*
- Pamiętasz Gregorga, prawda? - spytała mnie Olivia.
Greg był kolejnym bezmózgim mięśniakiem, który nawet na procent nie stawiał na dorastanie umysłowe.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- Podobał ci się - dodałam.
- Tak - mruknęła. Uspokoiła się trochę od płaczu - posłuchałam serca i postanowiłam, że powiem mu o tym. Zobaczyłam go dziś rano, jak biegał. Wybiegłam, bo chciałam mu to powiedzieć.
- W ogóle nie wiem, jak może ci się podobać. Przecież ty nawet nie lubisz sportu.
Spojrzała na mnie wilkiem.
- Lubię czy nie lubię, on mi się podobał.
Między brwiami pojawiła mi się taka zmarszczka.
- Podobał?
- Teraz nie ma szans, żebym z nim się umówiła. I z mojej, i z jego strony.
- No to o co chodzi?
- Powiedziałam mu.
Zamilkła, spuszczając głowę w dół.
- Wyśmiał mnie i nazwał kujonką. Założę się, że teraz rozpowie całej szkole, że mi się podoba... podobał - poprawiła się.
- Nie przejmuj się. To chłopak, który nie zasługuje na odrobinę zachodu.
Przytuliłam się do niej. Odwzajemniła gest.
- Teraz to wiem. Ale boję się trochę iść do szkoły.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Znowu.
- Nie bój się. Jak coś, to cię obronię. Założę się, że Christie też jest w zasięgu, żeby nam pomóc.
- Dziękuję - mruknęła i przytuliła się jeszcze mocniej.
- To ja dziękuję. Za to, że jesteście.
Na chwilę zapanowała między nami cisza.
- No to co z tym obiadem u Redfordów? - spytała mnie, starając się w jakikolwiek sposób rozluźnić atmosferę.
Wzruszyłam ramionami.
- Sama nie wiem. Teraz chyba musimy poczekać, aż lekcje się skończą, żeby zadzwonić do Christie.
Skinęła głową i spojrzała na zegarek.
- Jest 9.20. To co robimy?
- Możemy coś porobić. Tylko co?
- Iść na trzecią lekcję?
Roześmiałam się.
- Już za późno. Chodź, coś wymyślimy - pociągnęłam ją za rękę w stronę mojego pokoju.
~*~
W moim pokoju siedziałyśmy aż do godziny 14. Przez pięć godzin gadałyśmy o wszystkim, co nam ślina na język przyniosła.
Gdy w salonie zadzwonił telefon, podskoczyłam ze zdziwienia.
- Zaczekaj tu. Zaraz wrócę - poleciłam przyjaciółce i zeszłam na dół. Podniosłam słuchawkę.
- Laura?
- Calum - powiedziałam, gdy usłyszałam jego głos - coś się stało?
- Nic takiego. Co się stało z wami? Przez cały dzień nie było was w szkole. Lynch chodził struty i nikomu jakoś dziś nie szkodził.
Zachichotałam.
- A jeśli powiem, że zrobiłyśmy sobie wagary?
Wiedziałam, że nie uwierzył.
- Serio Laura, serio? Ty i wagary?
- To nie twój interes. I tak nie zrozumiesz.
- Chłopcy?
- Mhm - mruknęłam - porozmawiamy jutro, bo będziemy wtedy już normalnie w szkole.
- Spoko. Jeśli nie, to zaciągnę was do niej siłą.
- Gadaj zdrów. Na razie, Calum.
- Narka.
Rozłączył się.
Po chwili zeszła Olivia po schodach.
- Kto to był?
- Calum - szepnęłam - teraz chyba należy zadzwonić do Christie.
- Chyba nie trzeba - powiedziała blondynka, spoglądając w okno - już tu przyszła.
Widziałam dziewczynę, która szła w stronę mojego domu. Po chwili zadzwonił dzwonek.
Otworzyłam jej drzwi.
- Skąd masz mój adres? - spytałam podejrzliwie.
- Też mi ciebie miło widzieć - powiedziała z ironią - mam swoje sposoby. Idziecie już?
Spojrzałam na Holt, która tylko skinęła głową.
- Tylko uważajcie. Moi rodzice są mega porąbani - odezwała się brunetka - będziecie musiały zostawić buty pod drzwiami, a włosy konieczne związane.
Spojrzałam na nią dziwnie.
- Mają dziwny przesąd, że jeśli kobieta w domu ma rozpuszczone włosy, to będzie tu bieda. Mówię, że są porąbani.
Westchnęłam.
- Zgoda - podałam gumkę przyjaciółce i sama związałam włosy w ciasnego koka.
- I żadnych zielonych ubrań. Podobno to przyciąga nieszczęście.
- Coś dużo tego.
Uśmiechnęła się lekko.
- Zdziwiłabyś się. Idziemy?
~*~
Christie mieszkała w naprawdę dobrym domu. Najnowsze apartamenty na przedmieściach, których ceny były boleśnie wysokie, nie należały do każdego.
- Twoi rodzice są aż tak bogaci? - mruknęłam do brunetki.
- Są biznesmenami - odpowiedziała.
- Zupełnie jak rodzice Lynchów - powiedziała Liv.
Nowoczesną windą wjechałyśmy na ósme piętro. Na każdym piętrze były po dwa mieszkania.
Na korytarzu nie stały żadne rośliny, tylko czerwony dywan prowadzący do mieszkań. Fioletowa farba na ścianach była nieskazitelnie czysta.
- Nikt tu prawie nie wchodzi. Jak zauważyłyście, musiałam wpisać cholernie długi kod.
Pokiwałam głową, że rozumiem.
Gdy doszłyśmy do mieszkania pod numerem 19 zdjęłyśmy buty i weszłyśmy do mieszkania.
- Już jesteśmy, mamo. Przyprowadziłam koleżanki.
Weszłyśmy niepewnie wgłąb mieszkania.
- Dzień dobry - powiedziałam grzecznie, gdy ujrzałam przed sobą niewysoką kobietę o srogim wyrazie twarzy i ostrych rysach, krótkich czarnych włosach związanych w ciasnego kucyka i czarno-białym ubraniu. Za nią stanął średniego wzrostu mężczyzna o lekkim zaroście, króciutkich brązowych włosach i tak samo, jak jego żona, ostrych rysach twarzy. Kompletnie nie przypominali swoich dzieci.
- Dzień dobry - odpowiedział mężczyzna basowym głosem - miło mi poznać pierwsze koleżanki naszych dzieci.
Pomimo tych słów wydawało mi się, że nie przypadłyśmy małżeństwu do gustu.
- Darujcie sobie - warknęła Christie - gdyby nie Tom, to by nigdy tu nie przyszły. Nie interesujecie się nikim oprócz samymi sobą i Tomem. Victora też zaniedbujecie.
- Kto to Victor? - spytałam cicho.
- Mój młodszy brat. Też nie chce iść w ślady rodziców i uczyć się wszystkiego oraz tworzyć bezsensownych rzeczy, dlatego nie zwracają na niego uwagi.
Dała powód do myślenia swoim rodzicom, ale ich to nawet nie ruszyło.
- W końcu jesteście - sytuacje rozładował Tom, wpadając do korytarza z uśmiechem - nie mogłem się was doczekać.
Za nim stanął chłopczyk w wieku około 10 lat. Był niewesoły i nieswój.
- Może przejdźmy już do jadalni - zaproponowała kobieta.
- Chcecie się ich jak najszybciej pozbyć, co?
- Christina - powiedział ostrzegawczo jej ojciec, a ona spojrzała na niego wilkiem.
- Taka prawda. Nie są takie, jak córeczki waszych znajomych, dlatego nie macie zamiaru zbyt długo znosić ich obecności. Prawda boli, co?
Zrobiła krok do przodu, ale Tom zatrzymał ją za ramię. Odwróciłam się do małego Victora.
- Cześć - uśmiechnęłam się lekko - jestem Laura, a ty?
- Victor - powiedział beznamiętnie.
- Często się tak kłócą?
- O byle rzeczy? Tak. O wiele za często. Ale to Christie ma rację. Rodzice przesadzają.
Kucnęłam lekko. Gdy Christie znowu warknęła przy moim uchu, aż podskoczyłam ze zdziwienia.
- Jeśli upieracie się, że nic nie macie do moich koleżanek, do może ucieszy was fakt, że tworzymy razem szkolny zespół i będą się tu często pojawiać.
Olivia stała pod ścianą i milcząca patrzyła na kłótnię rodzinną.
- Christie, nie zawsze ty musisz mieć ostatnie słowo - powiedział Thomas - usiądźmy już przy tym stole, a potem pójdziemy do naszych pokoi. Będziecie miały spokój i dokończycie swoją piosenkę.
Westchnęła.
- Dobra, Ale nie robię tego dla nich - spojrzała znów na swoich rodziców, którzy nadal wyglądali, jakby nic się nie stało. To nie jest normalne zachowanie.
- Chodźcie, dziewczyny. Usiądźcie do stołu - powiedział facet, a my razem z blondynką poszłyśmy za jego poleceniem. Usiadłam niepewnie do stołu i spojrzałam na apetycznie wyglądające jedzenie. Nie wiedziałam, co robić. Teraz i ja czułam się nieswojo.
- Co planujecie na przyszłość? - spytała pani Redford, starając się na miły ton.
- Ja chyba pójdę na medycynę - powiedziała Olivia i znów wbiła wzrok w stół.
- A ty, Lauro?
- Tak naprawdę sama nie wiem. Mama chyba planuje mi studia prawnicze, ale nie jestem pewna, czy aby na pewno to chcę robić przez całe życie.
Spojrzała na mnie zdziwiona. Wreszcie jej twarz przedstawiała jakieś emocje.
- Dlaczego? To bardzo dobry pomysł.
- Niestety nikt nie może mnie do tego zmusić. Jeśli będę czuła, że mam ochotę być prawnikiem, to to zrobię. Nie mam zamiaru wykonywać poleceń innych dotyczących mojego życia.
Mruknęła coś pod nosem, nakładając sobie kawałek pieczeni na talerz.
- To miło, że masz własne zdanie.
Christie spojrzała na mnie porozumiewawczo, a Tom chyba z... podziwem?
Nałożyłam sobie niewielki kawałek pieczeni i trochę ziemniaków, zjadając porcję sałatki. Cisza była niemiła.
Gdy obiad dobiegł końca, w reszcie mogłyśmy iść do pokoju koleżanki.
Wcześniej tak zaaferowana ludźmi nie zwróciłam uwagi na wystrój domu. Teraz miałam szansę odrobić braki.
Wszystkie ściany były w kolorze jasnym-pomarańczowym. Salon był jak zwykły salon - telewizor plazmowy, kanapa, stolik. Kuchnia normalna, przestrzenna i pełna światła. Cztery sypialnie - do pokoju ich rodziców nie miałam zamiaru wchodzić. Normalny dom i nienormalni domownicy.
Pokój Christie był typowo rockowo-nastoletni (czy coś w tym stylu xd - od aut). Czerwone ściany, wielka szafa. Oddzielna garderoba, w której i tak nie było zbyt dużo ciuchów. Najwięcej ich było w kolorze czarnym. Laptop na biurku, tam też porozwalane książki. Na półkach było wiele tomów opasłych ksiąg o różnej tematyce. Moją uwagę najbardziej przykuł keyboard prawie na środku pokoju.
- Wow - westchnęła Olivia koło mojego ucha - ale odjazd.
- Nigdy nie podobał ci się taki styl - odpowiedziałam jej, ale miałam takie same zdanie.
Wzruszyła ramionami.
- Może pora na zmiany?
Pokręciłam szybko głową.
- Nie ma mowy. Christie mi wystarczy.
Zaśmiały się obie. Christina podeszła do instrumentu i zabrała wszystkie kartki, które rozsypały jej się po podłodze. Podeszłam do niej i pomogłam pozbierać.
Zauważyłam, że są to nuty i teksty różnych piosenek, których jeszcze nie znałam.
- Piszesz piosenki? - spytałam, zachwycona tekstem rockowej piosenki.
Pokiwała głową.
- Czasami, kiedy mam wenę twórczą i czas, ale nie są zbyt dobrze - odparła beznamiętnie.
- Ty żartujesz? - pisnęłam.
- Jak tak ci się podoba, to przyniosę ci ją jutro. Dokończoną. A teraz wam pokażę, jaką miałam koncepcję na twoją piosenkę.
- No dobra - westchnęłam - ale masz mi ją jutro przynieść.
Zignorowała moją ostatnią wypowiedź i zagrała kilkanaście taktów piosenki. Po chwili usłyszałam jej dźwięczny głos.
Trying hard to fight these tears
I'm crazy worried
Messing with my head this fear
I'm so sorry
You know you gotta get it out
I can't take it
That's what being friends about
I, I want to cry
I can't deny
Tonight I wanna up and hide
And get inside
It isn't right
I gotta live in my life
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it
- Jest naprawdę świetna. Dziewczyno, masz talent! - wykrzyknęła Liv, na co Christ się uśmiechnęła.
- Dzięki. Choć dwie osoby to doceniają.
I tak minął, słodko-kwaśno, świetny dzień. I mam nadzieję, że już nigdy nie wyląduję w mieszkaniu Redfordów, gdy małżeństwo będzie w domu.
******************************
Weny za grosz. Przeciętniak.
Ale taki już los szaraczków :D
Dziękuję za 11 komentarzy pod ostatnim postem. Dobijecie do 15? xd
Nie karzę, ale bardzo proszę ;)
Do następnego ♥
środa, 19 lutego 2014
04. Stay The Night
"Nieprzyjmowanie pomocy nie czyni z ciebie bohatera" ~ Straylight Run "Sympathy For The Martyr"
4 październik
Kiedyś byłam zbyt dumna, żeby przyjąć od kogoś jakąkolwiek pomoc. Nawet nie wiecie, jaki wielki błąd wtedy ludzie popełniają! To jest naprawdę bardzo straszne i niezdrowe.
Ludzie powinni odłożyć swoją pychę i swoje ego na bok i w końcu się ogarnąć. Trzeba prosić o pomoc w koniecznych wypadkach, bo gdyby nie pomoc przyjaciół, spadlibyśmy na samo dno od razu.
Wiecie co robię codziennie rano, prawda? Nie muszę chyba tego opisywać, bo zabraknie mi czasu. Pokrótce : pobudka - 5 rano; siedzenie na parapecie do 6.30; prysznic, ubieranie się, mycie; śniadanie i niepotrzebna pogadanka; szkoła.
Dziś nic a nic się nie zmieniło. Normalka, prawda?
Gdy już myślałam, że może choć dziś będzie w miarę spokojnie, to bardzo się pomyliłam.
A zaczęło się od zwykłego śniadania.
Matka znów gdzieś wybywała, jak podejrzewam do pracy. Uparcie się do mnie nie odzywała, bo pomimo, że do rozpoczęcia wczorajszej wojny na żarcie przyznali się wszyscy, to ona podejrzewała głównie mnie. Byłam jej numerem jeden na listach najgorszych ludzi na świecie.
A przecież myślałam, że po weekendzie się do siebie zbliżyłyśmy. Myliłam się.
Zrobiła szybko płatki na śniadanie i podczas posiłku rozmawiała tylko z Paulem. W końcu po dwudziestu minutach miałam dość.
- To byłam ja, dobra?! - krzyknęłam, wstając - przypadkowo zaczęłam tą wojnę. Wiem, że ty nie wierzysz w przypadki, ale nie zrobiłam tego specjalnie. W porządku?
- Ale Laura...
- Zniszczyłam ci pewnie kolejne spotkanie kolejnych sponsorów, którzy i tak by zniszczyli naszą szkołę, przepraszam!
- Laura, spokojnie. To nie byli żadni sponsorzy, a ja nie jestem na ciebie zła - uspokoiła mnie i posadziła z powrotem na krześle.
Między moimi brwiami pojawiła się zmarszczka na znak, że czegoś nie rozumiem.
- Jeśli nie jesteś na mnie zła, to czemu się do mnie nie odzywasz?
- Musiałam sobie poukładać kilka rzeczy - spojrzała na mnie przepraszająco - okazało się, że... - przełknęła ślinę - wasz biologiczny ojciec jest w więzieniu.
- Że co?! - wrzasnęłam i upuściłam widelec na podłogę. Paul wytrzeszczył oczy w zdziwieniu.
- Uciekł od nas, gdy Paul miał dwa lata. Myślałam, że ułożył sobie życie po swojemu, więc się z nim nie kontaktowałam. Gdy miałaś dwanaście lat, pieniądze od niego dla was przestały przychodzić. Nie przejęłam się tym zbytnio - biedni nie jesteśmy i nie potrzebujemy ich. Ale wczoraj do szkoły przyszli prokuratorzy i ci ludzie z sądu. Zostawił nam same rachunki po sobie, które będziemy musieli zapłacić.
Zapadła chwila ciszy.
- Nie - wykrztusiłam - nie możesz po nim płacić.
- Ale Laura, zrozum. Jeśli tego nie zrobię, to będziemy mieli kłopoty. Cała nasza rodzina.
W tej chwili zadzwonił telefon domowy. Ruszyłam w jego stronę i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Halo?
- Laura. Cześć, słońce. Masz gdzieś koło siebie mamę? - w telefonie usłyszałam głos Vanessy.
- A co ci przeszkadza, że ja z tobą rozmawiam? - spytałam niegrzecznie.
- Ale to nie o to chodzi - zaczęła się tłumaczyć - po prostu muszę porozmawiać z matką. To ważne.
- Aha. Czyli ja jestem na tyle głupia, że nic nie zrozumiem. W porządku - oddaliłam słuchawkę od ucha - Mamo!
Przyszła po kilku sekundach. Podałam jej aparat i przeszłam na korytarz. Ubrałam jeansową kurtkę i zwykłe, granatowe trampki i włożyłam torbę na ramię.
- Wychodzę!
- Laura, poczekaj chwilę. Vanessa chce z tobą jeszcze chwilę porozmawiać - zatrzymała mnie matka.
- To niech przyjedzie - warknęłam - śpieszę się do szkoły.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Puściłam się biegiem w stronę domu Olivii. Musiałam z nią pilnie porozmawiać. Podbiegłam do domu Lynchów, pociągnęłam Rydel za rękę i nic jej nie tłumacząc, pobiegłyśmy razem w stronę domu przyjaciółki.
- Co ty robisz, kretynko! - krzyknął Ross.
- Porywam Rydel. Sam się zawieź do szkoły! - odkrzyknęłam.
W końcu po kilkuset metrach dotarłyśmy na miejsce. Blondynka właśnie wychodziła z domu.
- Hej - przywitała nas z uśmiechem - cześć Rydel. A co wy takie zdyszane?
- No Laura, słucham. Co było aż tak pilne, że porwałaś mnie moim braciom? - spytała podejrzliwie Delly.
Uśmiechnęłam się uroczo.
- Może chciałam z wami spędzić trochę czasu?
Obie nie uwierzyły w moją wersję wydarzeń. Westchnęłam.
- Tak naprawdę, to potrzebuję waszej rady.
W stronę szkoły tłumaczyłam im całą powstałą sytuację.
~*~
Po pierwszej lekcji już miałam dobrą radę od przyjaciółek. Uspokojona lekko, poszłam poszukać Christie. Siedziała sama na ostatniej ławce na chemii, a potem póki się zwinęłam z książkami, to już była na korytarzu, wśród znudzonej po pierwszej lekcji młodzieży w moim wieku. Nie mogłam jej znaleźć. Kiedy dopchałam się do jej szafki, to jej już nie było. Wspaniale!
Znalazłam ją po drugiej lekcji. Wsadzała swoje książki.
- Hej - uśmiechnęłam się lekko.
Odwróciła się w moją stronę.
- Cześć - powiedziała ponuro - moi rodzice zapraszają ciebie i Olivię do nas na obiad.
Uniosłam wysoko brwi ze zdziwienia.
- Więc w czym problem? Aż tak nas nie lubisz?
Pokręciła głową.
- Nie. Jesteście spoko, można powiedzieć, że cię lubię.
Znów się uśmiechnęłam.
- Więc w czym problem?
- Oni mnie nienawidzą - powiedziała - zapraszają was ze względu na Toma. Nagadał dużo im o was i chcą poznać nasze nowe koleżanki. Super.
- A czemu niby mieliby cię nienawidzić?
- Bo nie jestem naukowcem jak Tom albo nasz młodszy brat Robert. Ja wolę muzykę, a oni tego nie rozumieją.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- Rozumiem cię. Też mam takie wrażenie, że matka mnie nienawidzi. Może założysz własny zespół?
Zmarszczyła czoło.
- Taa, jasne.
- Czemu nie? Jak kochasz muzykę, to nie ma w tym nic złego. Matka coś mi wspominała, że fajnie by było, żeby jakiś zespół z naszej szkoły wystąpił na balu halloweenowym.
- Ale po co mam niby iść na ten bal? Żeby wystroić się jak choinka dla nikogo? Żaden chłopak nie będzie mnie chciał.
- Przesadzasz - prychnęłam - z resztą, możesz zrobić swoją robotę i pójść do domu. Wcisnęłabyś się w kieckę na kilkadziesiąt minut.
Westchnęła.
- Okej, to nie jest taki zły pomysł. Tylko że ja gram tylko na gitarze. Nie śpiewam, nie gram na perkusji. I chyba tego wszystkiego nie zrobię sama. Granie w zespole samemu jest bez sensu.
- A kto powiedział, że masz to robić sama? - spytałam - wiem, że Olivia też gra na gitarze, a Leo na perkusji. Calum akurat nie interesuje się muzyką aż tak bardzo, więc on odpada. I jeśli by ci to nie przeszkadzało, to mogę śpiewać i czasami grać na gitarze.
Zamilkłyśmy.
- Brzmi w porządku - osądziła w końcu.
- Serio? - pisnęłam i rzuciłam się jej na szyję.
Roześmiała się i delikatnie mnie objęła.
- Fajnie by było. W starej szkole nigdy nie było takich pomysłów.
- To świetnie! Idę poinformować o tym Leo i Olivię.
Uśmiechnęła się lekko.
Pobiegłam korytarzami na ponowne poszukiwania ukochanej blondyny.
Po chwili jednak wróciłam na chwilę do Christ.
- I przyjdziemy z chęcią na obiad.
Zniknęłam między grupą ludzi.
~*~
Moi przyjaciele z uśmiechem przyjęli nowość oraz przyznali, że z chęcią by zagrali koncert na balu. Pocałowałam z radości oboje w policzek.
Gdy wychodziłam na przerwę na lunch, przypadkowo walnęłam Lyncha drzwiami. Coś często zdarzają się przypadkowe wypadki na jego osobie.
- Może byś uważała?! - wrzasnął jak dziewczyna z bólu, na co wybuchnęłam śmiechem.
Tacy ludzie istnieją tylko po to, aby nas rozśmieszać swoją głupotą. No cóż, człowiek z budyniem zamiast mózgu nie potrafi raczej niczego innego.
- Sorry, blondi, ale to twoja wina. To ty włazisz mi pod drzwi.
- Znowu zrobiłaś to specjalnie - spurpurowiał na twarzy ze złości.
- Uspokój się, bo ci żyłka na czole pęknie. I następnym razem nie koloruj twarzy na kolor buraka, bo to brzydko wygląda.
Niektórzy się roześmiali.
- Idiotka - mruknął zły.
- Ooo, jakie to słodkie - uśmiechnęłam się z przekąsem - nigdy nie mówiłam, że jest inaczej. Ale i tak mnie uwielbiasz.
- Taa, jasne - powiedział z sarkazmem - może jeszcze mam ci się kłaniać?
- Byłoby miło - uśmiechnęłam się słodko - ale nie chcę tego od gnoi, którzy próbują mnie zrzucić na dno. Spadaj.
Wyminęłam jego grupkę. Jeszcze próbował mnie złapać za rękę, ale go spoliczkowałam.
- Zostaw mnie - wycedziłam - Sam powinna ci wystarczyć.
- Ty na serio jesteś agresywna - powiedział cicho, ale to usłyszałam. Zatrzymałam się w pół kroku - powinnaś chodzić na terapię jak twój brat.
Wściekłość wezbrała we mnie niczym wulkan.
- Nigdy nie wspominaj w ten sposób o moim bracie! - krzyknęłam.
- Bo co mi zrobisz? Jesteś tylko słabą, nic nie wartą...
Nie dokończył, bo kopnęłam go w krocze.
- To było za Paula. Mnie możesz obrażać, ale nigdy nie obrażaj mojej rodziny. Rozumiesz?! Nie masz prawa nic wspominać o problemach mojego brata!
Odeszłam szybko z miejsca zdarzenia.
Christie zrównała się prędko ze mną.
- Co jest twojemu bratu?
Zacisnęłam zęby i pokręciłam przecząco głową.
- Proszę, nie dziś. Powiem ci kiedyś indziej.
Skinęła głową.
- To coś poważnego?
- Jak na piętnastoletniego chłopaka to owszem. Proszę, nie rozmawiajmy o tym. Porozmawiajmy o muzyce - zaproponowałam - kogo słuchasz?
~*~
Kopnięcie ze złości Rossa było dobrym krokiem. Nie dość, że nacierpiał się za obrażanie mnie i mojej rodziny, to zamknął się już do końca dnia. Czasami się dziwię, że jest taki sprawny pomimo złamanej ręki. Na lunchu zjadłam prędko swoją porcję i cicho nuciłam sobie pod nosem nową melodię. Może o tym nie wspominałam, ale lubię muzykę i mam fortepian w swoim pokoju. Piszę czasami piosenki, ale nie są zbyt genialne.
Jednak to, co teraz mi przyszło do głowy było o wiele lepsze od poprzednich tekstów.
- Olivia, masz może kawałek kartki i długopis?
Skinęła głową, przeżuwając kawałek kanapki. Sięgnęła do kieszeni bluzy i podała mi te rzeczy. Ona na serio potrafi dużo zmieścić w swoich kieszeniach. I zawsze ma długopis.
Napisałam kilka pierwszych linijek tekstu.
Trying hard to fight these tears
I'm crazy worried
Messing with my head this fear
I'm so sorry
You know you gotta get it out
I can't take it
That's what being friends about
- Co piszesz? - usłyszałam znajomy głos przy swojej głowie.
- Cześć Tom - uśmiechnęłam się - to moja prywatna sprawa.
- Pisze piosenkę - powiedział Calum.
- Ciekawa, jaka będzie - dodał Leo.
Posłałam im naburmuszone spojrzenie.
- Nie bądźcie wredni. Ta może być lepsza od poprzednich.
- Pokaż - wyciągnęła do mnie rękę Christie. Podałam jej papierek, a Tom usiadł po mojej lewej stronie.
- Dopiero zaczęta, ale mam niezły pomysł - powiedziałam.
Christie wczytała się.
- Podaj mi długopis. Możemy zmienić ją z ponurej ballady na dobrą, popową piosenkę - powiedziała brunetka. Podałam jej.
Napisała kilka następnych linijek.
Przeczytałam jej dopiski.
I, I want to cry
I can't deny
Tonight I wanna up and hide
And get inside
It isn't right
I gotta live in my life
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it
- Jak przyjdziecie do mnie z Olivią na obiad, to pokażę ci moją propozycję co do melodii. Mam w pokoju keyboard - powiedziała pewnie.
Skinęłam głową.
- Na obiad do ciebie? - spytała zdziwiona Liv.
- Upss, sorki Liv. Zapomniało mi się - uśmiechnęłam się - idziemy jutro do Toma i Christie na obiad.
Pokręciła niedowierzająco głową i przewróciła oczami.
- I tak już chyba nie mam wyboru.
- Zdążysz przeczytać lekturę, którą będziemy omawiać za rok? - spytałam z lekką ironią, na co wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Powinnam się wyrobić - powiedziała rozbawiona - jestem w połowie.
- Jesteś niesamowita - rzekł Leo.
- Wiem - rzekła nieskromnie, zrzucając włosy z ramienia - cała ja.
- I jaka skromna - powiedział Tom.
- To też wiem - mrugnęła do niego - skromność zawsze na pierwszym miejscu.
Rozbawiła nas.
Mam wspaniałych przyjaciół.
*********************************
Hihihihihihihihihih :D Zdążyłam jeszcze tu coś napisać przed powrotem taty. Wspaniale ♥
Teraz tylko czekamy na piękną piąteczkę! ^^
Do piątego rozdziału dodam świetną pioseneczkę ☺
Do następnego ♥
4 październik
Kiedyś byłam zbyt dumna, żeby przyjąć od kogoś jakąkolwiek pomoc. Nawet nie wiecie, jaki wielki błąd wtedy ludzie popełniają! To jest naprawdę bardzo straszne i niezdrowe.
Ludzie powinni odłożyć swoją pychę i swoje ego na bok i w końcu się ogarnąć. Trzeba prosić o pomoc w koniecznych wypadkach, bo gdyby nie pomoc przyjaciół, spadlibyśmy na samo dno od razu.
Wiecie co robię codziennie rano, prawda? Nie muszę chyba tego opisywać, bo zabraknie mi czasu. Pokrótce : pobudka - 5 rano; siedzenie na parapecie do 6.30; prysznic, ubieranie się, mycie; śniadanie i niepotrzebna pogadanka; szkoła.
Dziś nic a nic się nie zmieniło. Normalka, prawda?
Gdy już myślałam, że może choć dziś będzie w miarę spokojnie, to bardzo się pomyliłam.
A zaczęło się od zwykłego śniadania.
Matka znów gdzieś wybywała, jak podejrzewam do pracy. Uparcie się do mnie nie odzywała, bo pomimo, że do rozpoczęcia wczorajszej wojny na żarcie przyznali się wszyscy, to ona podejrzewała głównie mnie. Byłam jej numerem jeden na listach najgorszych ludzi na świecie.
A przecież myślałam, że po weekendzie się do siebie zbliżyłyśmy. Myliłam się.
Zrobiła szybko płatki na śniadanie i podczas posiłku rozmawiała tylko z Paulem. W końcu po dwudziestu minutach miałam dość.
- To byłam ja, dobra?! - krzyknęłam, wstając - przypadkowo zaczęłam tą wojnę. Wiem, że ty nie wierzysz w przypadki, ale nie zrobiłam tego specjalnie. W porządku?
- Ale Laura...
- Zniszczyłam ci pewnie kolejne spotkanie kolejnych sponsorów, którzy i tak by zniszczyli naszą szkołę, przepraszam!
- Laura, spokojnie. To nie byli żadni sponsorzy, a ja nie jestem na ciebie zła - uspokoiła mnie i posadziła z powrotem na krześle.
Między moimi brwiami pojawiła się zmarszczka na znak, że czegoś nie rozumiem.
- Jeśli nie jesteś na mnie zła, to czemu się do mnie nie odzywasz?
- Musiałam sobie poukładać kilka rzeczy - spojrzała na mnie przepraszająco - okazało się, że... - przełknęła ślinę - wasz biologiczny ojciec jest w więzieniu.
- Że co?! - wrzasnęłam i upuściłam widelec na podłogę. Paul wytrzeszczył oczy w zdziwieniu.
- Uciekł od nas, gdy Paul miał dwa lata. Myślałam, że ułożył sobie życie po swojemu, więc się z nim nie kontaktowałam. Gdy miałaś dwanaście lat, pieniądze od niego dla was przestały przychodzić. Nie przejęłam się tym zbytnio - biedni nie jesteśmy i nie potrzebujemy ich. Ale wczoraj do szkoły przyszli prokuratorzy i ci ludzie z sądu. Zostawił nam same rachunki po sobie, które będziemy musieli zapłacić.
Zapadła chwila ciszy.
- Nie - wykrztusiłam - nie możesz po nim płacić.
- Ale Laura, zrozum. Jeśli tego nie zrobię, to będziemy mieli kłopoty. Cała nasza rodzina.
W tej chwili zadzwonił telefon domowy. Ruszyłam w jego stronę i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Halo?
- Laura. Cześć, słońce. Masz gdzieś koło siebie mamę? - w telefonie usłyszałam głos Vanessy.
- A co ci przeszkadza, że ja z tobą rozmawiam? - spytałam niegrzecznie.
- Ale to nie o to chodzi - zaczęła się tłumaczyć - po prostu muszę porozmawiać z matką. To ważne.
- Aha. Czyli ja jestem na tyle głupia, że nic nie zrozumiem. W porządku - oddaliłam słuchawkę od ucha - Mamo!
Przyszła po kilku sekundach. Podałam jej aparat i przeszłam na korytarz. Ubrałam jeansową kurtkę i zwykłe, granatowe trampki i włożyłam torbę na ramię.
- Wychodzę!
- Laura, poczekaj chwilę. Vanessa chce z tobą jeszcze chwilę porozmawiać - zatrzymała mnie matka.
- To niech przyjedzie - warknęłam - śpieszę się do szkoły.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Puściłam się biegiem w stronę domu Olivii. Musiałam z nią pilnie porozmawiać. Podbiegłam do domu Lynchów, pociągnęłam Rydel za rękę i nic jej nie tłumacząc, pobiegłyśmy razem w stronę domu przyjaciółki.
- Co ty robisz, kretynko! - krzyknął Ross.
- Porywam Rydel. Sam się zawieź do szkoły! - odkrzyknęłam.
W końcu po kilkuset metrach dotarłyśmy na miejsce. Blondynka właśnie wychodziła z domu.
- Hej - przywitała nas z uśmiechem - cześć Rydel. A co wy takie zdyszane?
- No Laura, słucham. Co było aż tak pilne, że porwałaś mnie moim braciom? - spytała podejrzliwie Delly.
Uśmiechnęłam się uroczo.
- Może chciałam z wami spędzić trochę czasu?
Obie nie uwierzyły w moją wersję wydarzeń. Westchnęłam.
- Tak naprawdę, to potrzebuję waszej rady.
W stronę szkoły tłumaczyłam im całą powstałą sytuację.
~*~
Po pierwszej lekcji już miałam dobrą radę od przyjaciółek. Uspokojona lekko, poszłam poszukać Christie. Siedziała sama na ostatniej ławce na chemii, a potem póki się zwinęłam z książkami, to już była na korytarzu, wśród znudzonej po pierwszej lekcji młodzieży w moim wieku. Nie mogłam jej znaleźć. Kiedy dopchałam się do jej szafki, to jej już nie było. Wspaniale!
Znalazłam ją po drugiej lekcji. Wsadzała swoje książki.
- Hej - uśmiechnęłam się lekko.
Odwróciła się w moją stronę.
- Cześć - powiedziała ponuro - moi rodzice zapraszają ciebie i Olivię do nas na obiad.
Uniosłam wysoko brwi ze zdziwienia.
- Więc w czym problem? Aż tak nas nie lubisz?
Pokręciła głową.
- Nie. Jesteście spoko, można powiedzieć, że cię lubię.
Znów się uśmiechnęłam.
- Więc w czym problem?
- Oni mnie nienawidzą - powiedziała - zapraszają was ze względu na Toma. Nagadał dużo im o was i chcą poznać nasze nowe koleżanki. Super.
- A czemu niby mieliby cię nienawidzić?
- Bo nie jestem naukowcem jak Tom albo nasz młodszy brat Robert. Ja wolę muzykę, a oni tego nie rozumieją.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- Rozumiem cię. Też mam takie wrażenie, że matka mnie nienawidzi. Może założysz własny zespół?
Zmarszczyła czoło.
- Taa, jasne.
- Czemu nie? Jak kochasz muzykę, to nie ma w tym nic złego. Matka coś mi wspominała, że fajnie by było, żeby jakiś zespół z naszej szkoły wystąpił na balu halloweenowym.
- Ale po co mam niby iść na ten bal? Żeby wystroić się jak choinka dla nikogo? Żaden chłopak nie będzie mnie chciał.
- Przesadzasz - prychnęłam - z resztą, możesz zrobić swoją robotę i pójść do domu. Wcisnęłabyś się w kieckę na kilkadziesiąt minut.
Westchnęła.
- Okej, to nie jest taki zły pomysł. Tylko że ja gram tylko na gitarze. Nie śpiewam, nie gram na perkusji. I chyba tego wszystkiego nie zrobię sama. Granie w zespole samemu jest bez sensu.
- A kto powiedział, że masz to robić sama? - spytałam - wiem, że Olivia też gra na gitarze, a Leo na perkusji. Calum akurat nie interesuje się muzyką aż tak bardzo, więc on odpada. I jeśli by ci to nie przeszkadzało, to mogę śpiewać i czasami grać na gitarze.
Zamilkłyśmy.
- Brzmi w porządku - osądziła w końcu.
- Serio? - pisnęłam i rzuciłam się jej na szyję.
Roześmiała się i delikatnie mnie objęła.
- Fajnie by było. W starej szkole nigdy nie było takich pomysłów.
- To świetnie! Idę poinformować o tym Leo i Olivię.
Uśmiechnęła się lekko.
Pobiegłam korytarzami na ponowne poszukiwania ukochanej blondyny.
Po chwili jednak wróciłam na chwilę do Christ.
- I przyjdziemy z chęcią na obiad.
Zniknęłam między grupą ludzi.
~*~
Moi przyjaciele z uśmiechem przyjęli nowość oraz przyznali, że z chęcią by zagrali koncert na balu. Pocałowałam z radości oboje w policzek.
Gdy wychodziłam na przerwę na lunch, przypadkowo walnęłam Lyncha drzwiami. Coś często zdarzają się przypadkowe wypadki na jego osobie.
- Może byś uważała?! - wrzasnął jak dziewczyna z bólu, na co wybuchnęłam śmiechem.
Tacy ludzie istnieją tylko po to, aby nas rozśmieszać swoją głupotą. No cóż, człowiek z budyniem zamiast mózgu nie potrafi raczej niczego innego.
- Sorry, blondi, ale to twoja wina. To ty włazisz mi pod drzwi.
- Znowu zrobiłaś to specjalnie - spurpurowiał na twarzy ze złości.
- Uspokój się, bo ci żyłka na czole pęknie. I następnym razem nie koloruj twarzy na kolor buraka, bo to brzydko wygląda.
Niektórzy się roześmiali.
- Idiotka - mruknął zły.
- Ooo, jakie to słodkie - uśmiechnęłam się z przekąsem - nigdy nie mówiłam, że jest inaczej. Ale i tak mnie uwielbiasz.
- Taa, jasne - powiedział z sarkazmem - może jeszcze mam ci się kłaniać?
- Byłoby miło - uśmiechnęłam się słodko - ale nie chcę tego od gnoi, którzy próbują mnie zrzucić na dno. Spadaj.
Wyminęłam jego grupkę. Jeszcze próbował mnie złapać za rękę, ale go spoliczkowałam.
- Zostaw mnie - wycedziłam - Sam powinna ci wystarczyć.
- Ty na serio jesteś agresywna - powiedział cicho, ale to usłyszałam. Zatrzymałam się w pół kroku - powinnaś chodzić na terapię jak twój brat.
Wściekłość wezbrała we mnie niczym wulkan.
- Nigdy nie wspominaj w ten sposób o moim bracie! - krzyknęłam.
- Bo co mi zrobisz? Jesteś tylko słabą, nic nie wartą...
Nie dokończył, bo kopnęłam go w krocze.
- To było za Paula. Mnie możesz obrażać, ale nigdy nie obrażaj mojej rodziny. Rozumiesz?! Nie masz prawa nic wspominać o problemach mojego brata!
Odeszłam szybko z miejsca zdarzenia.
Christie zrównała się prędko ze mną.
- Co jest twojemu bratu?
Zacisnęłam zęby i pokręciłam przecząco głową.
- Proszę, nie dziś. Powiem ci kiedyś indziej.
Skinęła głową.
- To coś poważnego?
- Jak na piętnastoletniego chłopaka to owszem. Proszę, nie rozmawiajmy o tym. Porozmawiajmy o muzyce - zaproponowałam - kogo słuchasz?
~*~
Kopnięcie ze złości Rossa było dobrym krokiem. Nie dość, że nacierpiał się za obrażanie mnie i mojej rodziny, to zamknął się już do końca dnia. Czasami się dziwię, że jest taki sprawny pomimo złamanej ręki. Na lunchu zjadłam prędko swoją porcję i cicho nuciłam sobie pod nosem nową melodię. Może o tym nie wspominałam, ale lubię muzykę i mam fortepian w swoim pokoju. Piszę czasami piosenki, ale nie są zbyt genialne.
Jednak to, co teraz mi przyszło do głowy było o wiele lepsze od poprzednich tekstów.
- Olivia, masz może kawałek kartki i długopis?
Skinęła głową, przeżuwając kawałek kanapki. Sięgnęła do kieszeni bluzy i podała mi te rzeczy. Ona na serio potrafi dużo zmieścić w swoich kieszeniach. I zawsze ma długopis.
Napisałam kilka pierwszych linijek tekstu.
Trying hard to fight these tears
I'm crazy worried
Messing with my head this fear
I'm so sorry
You know you gotta get it out
I can't take it
That's what being friends about
- Co piszesz? - usłyszałam znajomy głos przy swojej głowie.
- Cześć Tom - uśmiechnęłam się - to moja prywatna sprawa.
- Pisze piosenkę - powiedział Calum.
- Ciekawa, jaka będzie - dodał Leo.
Posłałam im naburmuszone spojrzenie.
- Nie bądźcie wredni. Ta może być lepsza od poprzednich.
- Pokaż - wyciągnęła do mnie rękę Christie. Podałam jej papierek, a Tom usiadł po mojej lewej stronie.
- Dopiero zaczęta, ale mam niezły pomysł - powiedziałam.
Christie wczytała się.
- Podaj mi długopis. Możemy zmienić ją z ponurej ballady na dobrą, popową piosenkę - powiedziała brunetka. Podałam jej.
Napisała kilka następnych linijek.
Przeczytałam jej dopiski.
I, I want to cry
I can't deny
Tonight I wanna up and hide
And get inside
It isn't right
I gotta live in my life
I know I, I know I
I know I gotta do it
I know I, I know I
I know I gotta do it
- Jak przyjdziecie do mnie z Olivią na obiad, to pokażę ci moją propozycję co do melodii. Mam w pokoju keyboard - powiedziała pewnie.
Skinęłam głową.
- Na obiad do ciebie? - spytała zdziwiona Liv.
- Upss, sorki Liv. Zapomniało mi się - uśmiechnęłam się - idziemy jutro do Toma i Christie na obiad.
Pokręciła niedowierzająco głową i przewróciła oczami.
- I tak już chyba nie mam wyboru.
- Zdążysz przeczytać lekturę, którą będziemy omawiać za rok? - spytałam z lekką ironią, na co wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Powinnam się wyrobić - powiedziała rozbawiona - jestem w połowie.
- Jesteś niesamowita - rzekł Leo.
- Wiem - rzekła nieskromnie, zrzucając włosy z ramienia - cała ja.
- I jaka skromna - powiedział Tom.
- To też wiem - mrugnęła do niego - skromność zawsze na pierwszym miejscu.
Rozbawiła nas.
Mam wspaniałych przyjaciół.
*********************************
Hihihihihihihihihih :D Zdążyłam jeszcze tu coś napisać przed powrotem taty. Wspaniale ♥
Teraz tylko czekamy na piękną piąteczkę! ^^
Do piątego rozdziału dodam świetną pioseneczkę ☺
Do następnego ♥
poniedziałek, 17 lutego 2014
Przepraszam
Przepraszam, ale nie wiem, kiedy dodam next'a. Mam szlaban "do odwołania". Postaram się dodać coś przez telefon, ale nic nie obiecuje, jest powalony :/
Do zobaczenia :'(
piątek, 7 lutego 2014
LBA
Nominacja number one (LBA). Od Camille Marano z bloga : http://ross-and-laura-true-love-story.blogspot.com/
Dziękuję ci!
Pytania:
1. Ile blogów obserwujesz? Wymienisz kilka?
2. Chcesz kiedyś pojechać do Afryki jako wolontariuszka?
3. Lubisz pić kompot?
4. Jak rozpoczęła się twoja historia z pisaniem bloga?
5. Kiedy ostatnio wyjechałaś gdzieś poza granice miasta? Gdzie?
6. Lubisz zimę?
7. Lubisz grać w szkolnych przedstawieniach?
8. Pytanie z kategorii muzyka: Ile czasu dziennie poświęcasz na słuchanie piosenek?
9. Twoje ulubione utwory?
10. Masz sprawy, o których nikt nie ma pojęcia?
11. Masz jakieś sposoby na wenę twórczą?
Odpowiedzi:
1. Czytam naprawdę dużo blogów. Kilka z nich, to na przykład : magic-story-raura.blogspot.com - Rosser, hate-ignore-love-raura.blogspot.com - Inimitable, http://the-story-of-frienship.blogspot.com/ - Harrietta oraz wiele innych.
2. Bardzo bym chciała.
3. Nawet tak. W sumie zależy, kto robi xd
4. Tak jak pewnie większości bloggerek i bloggerów. Był serial, blogi, własne pomysły i... bum! I już masz bloga!
5. Na wakacje nad morze. Stegna.
6. Tak! Mam wtedy urodziny, jest dużo wolnego i święta! I lubię wychodzić wtedy na górkę na podwórku.
7. Szczerze to nigdy nie grałam. Moja szkoła nigdy takiego czegoś nie organizuje. A nawet jeśliby zorganizowała, to bym nie wzięła udziału. Kompletnie się nie nadaję.
8. Oooo, bardzo dużo! Czasami nawet cały dzień. Przez słuchawki gdy wychodzę z psem i wtedy, gdy siedzę na komputerze to podstawa!
9. Ogólnie? Forget About You - R5, Without the love - Demi Lovato, Beautiful - Christina Aguilera i wieeeeele więcej.
10. Nie. Nawet jeśli taką mam, to jestem strasznie kiepska w kłamaniu i aktorstwie, że niektórzy od razu wszystko wiedzą.
11. Wychodzenie na świeże powietrze, bo zawsze wtedy jest mi lepiej i lepiej mi się myśli. Czytanie innych blogów, bo czasem przychodzą jakieś przerobione pomysły. I siedzenie z moją klasą i przyjaciółmi!
Moje nominacje:
1) http://the-story-of-frienship.blogspot.com/
2) http://na-zawsze-razem-tak.blogspot.com/
3) http://austinandally-amazing-story.blogspot.com/
4) http://forever-together-auslly.blogspot.com/
5) http://lynch-vs-marano-wojna.blogspot.com/
To takie blogi z małą ilością wyświetleń i komentarzy, a które na to zasługują.
Moje pytania:
1. Ulubiony przedmiot w szkole?
2. Hobby?
3. Ulubiony kolor?
4. Opisz siebie w trzech słowach.
5. Kogo jesteś fanką? (oprócz R5 i Laury Marano).
6. Ulubiona potrawa?
7. Lubisz wiosnę?
8. Masz jakiś swój naprawdę ulubiony blog?
9. Jaką bloggerkę chciałabyś spotkać na żywo?
10. Czy chętnie piszesz bloga?
11. Co jest twoją pasją?
Pozdrawiam :)
Dziękuję ci!
Pytania:
1. Ile blogów obserwujesz? Wymienisz kilka?
2. Chcesz kiedyś pojechać do Afryki jako wolontariuszka?
3. Lubisz pić kompot?
4. Jak rozpoczęła się twoja historia z pisaniem bloga?
5. Kiedy ostatnio wyjechałaś gdzieś poza granice miasta? Gdzie?
6. Lubisz zimę?
7. Lubisz grać w szkolnych przedstawieniach?
8. Pytanie z kategorii muzyka: Ile czasu dziennie poświęcasz na słuchanie piosenek?
9. Twoje ulubione utwory?
10. Masz sprawy, o których nikt nie ma pojęcia?
11. Masz jakieś sposoby na wenę twórczą?
Odpowiedzi:
1. Czytam naprawdę dużo blogów. Kilka z nich, to na przykład : magic-story-raura.blogspot.com - Rosser, hate-ignore-love-raura.blogspot.com - Inimitable, http://the-story-of-frienship.blogspot.com/ - Harrietta oraz wiele innych.
2. Bardzo bym chciała.
3. Nawet tak. W sumie zależy, kto robi xd
4. Tak jak pewnie większości bloggerek i bloggerów. Był serial, blogi, własne pomysły i... bum! I już masz bloga!
5. Na wakacje nad morze. Stegna.
6. Tak! Mam wtedy urodziny, jest dużo wolnego i święta! I lubię wychodzić wtedy na górkę na podwórku.
7. Szczerze to nigdy nie grałam. Moja szkoła nigdy takiego czegoś nie organizuje. A nawet jeśliby zorganizowała, to bym nie wzięła udziału. Kompletnie się nie nadaję.
8. Oooo, bardzo dużo! Czasami nawet cały dzień. Przez słuchawki gdy wychodzę z psem i wtedy, gdy siedzę na komputerze to podstawa!
9. Ogólnie? Forget About You - R5, Without the love - Demi Lovato, Beautiful - Christina Aguilera i wieeeeele więcej.
10. Nie. Nawet jeśli taką mam, to jestem strasznie kiepska w kłamaniu i aktorstwie, że niektórzy od razu wszystko wiedzą.
11. Wychodzenie na świeże powietrze, bo zawsze wtedy jest mi lepiej i lepiej mi się myśli. Czytanie innych blogów, bo czasem przychodzą jakieś przerobione pomysły. I siedzenie z moją klasą i przyjaciółmi!
Moje nominacje:
1) http://the-story-of-frienship.blogspot.com/
2) http://na-zawsze-razem-tak.blogspot.com/
3) http://austinandally-amazing-story.blogspot.com/
4) http://forever-together-auslly.blogspot.com/
5) http://lynch-vs-marano-wojna.blogspot.com/
To takie blogi z małą ilością wyświetleń i komentarzy, a które na to zasługują.
Moje pytania:
1. Ulubiony przedmiot w szkole?
2. Hobby?
3. Ulubiony kolor?
4. Opisz siebie w trzech słowach.
5. Kogo jesteś fanką? (oprócz R5 i Laury Marano).
6. Ulubiona potrawa?
7. Lubisz wiosnę?
8. Masz jakiś swój naprawdę ulubiony blog?
9. Jaką bloggerkę chciałabyś spotkać na żywo?
10. Czy chętnie piszesz bloga?
11. Co jest twoją pasją?
Pozdrawiam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)